Recenzja gry LEGO Ninjago Movie - Gra wideo (2017)

Wojownicze klocki ninja

Gra idzie praktycznie krok w krok za kinowym filmem, odgrywając nam nawet jego fragmenty jako przerywniki filmowe pomiędzy kolejnymi wydarzeniami.
Filmweb sp. z o.o.
Bardzo dobrze wiemy, jak wyglądały gry powstające na licencjach wchodzących do kin filmów. Słabe, brzydkie, nudne, niedopracowane, robione po kosztach, wyciągające kasę z naiwnych fanów – nie wiem, jak jeszcze mógłbym je opisać. Jednym z wyjątków od tej reguły była towarzysząca kinowemu hitowi "LEGO Przygoda gra wideo", tak więc i po "LEGO Ninjago Movie – Gra wideo" spodziewałem się produkcji przynajmniej dobrej.

photo.title

Zacznijmy od tego, że gra idzie praktycznie krok w krok za kinowym filmem, odgrywając nam nawet jego fragmenty jako przerywniki filmowe pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. Film niestety nie "dostarczył" tak jak jego dwaj poprzednicy i zamiast kolejnej rewelacyjnej animacji dostaliśmy chaotyczną bajkę dla najbardziej oddanych fanów LEGO Ninjago. Trochę to ostudziło mój zapał względem gry, jednak zupełnie niepotrzebnie: po wielu latach stagnacji i nieznaczących ulepszeń, TT Games wreszcie zdecydowało się podjąć ryzyko i zrobić coś świeżego. Jeśli mieliście już dość ostatnich gier z serii LEGO, to ta bez wątpienia Was pozytywnie zaskoczy.

photo.title

Bardzo dużo zmieniło się już w samej rozgrywce. Eksploracja i zbieractwo musiały tu ustąpić miejsca walce, przez co czasami miałem wrażenie, że to nie kolejna gra LEGO, ale naprawdę niezły beat’em up. System walki został gruntowanie przebudowany i proste wciskanie do bólu kwadratu na padzie ustąpiło miejsca przeróżnym technikom ninja, które choć proste do wykonania, to diabelsko urozmaicają akcję. Kilka podstawowych technik walki otrzymujemy na samym starcie w samouczku, a całą masę odblokowujemy podczas zabawy. Tak naprawdę, to praktycznie każdy element rozgrywki doczekał się zmian na lepsze. Pamiętacie, jak do tej pory na każdym etapie mieliśmy konkretną liczbę klocków do zebrania, za co otrzymywaliśmy tytuł Prawdziwego Jedi/Pirata/Czarodzieja/Superbohatera? Nie miało to większego sensu i skupiali się na tym tylko ci gracze, którym marzyło się zdobycie platynowego trofeum. Teraz zbierane klocki pełnią funkcję punktów doświadczenia i za każdy kolejny poziom dostajemy nowe elementy tworzenia postaci czy inne dodatki. Świetny, naprawdę odświeżający pomysł. W ogóle to same etapy, które pokonujemy, są bardziej zbite, napakowane akcją i dużo mniej w nich błądzenia i szukania wiatru w polu.

photo.title

"LEGO Ninjago" jest też pierwszą grą LEGO z głównego kanonu (nie liczę odświeżonego "Tajny Agent" i minecraftopodobnego "Worlds"), która zupełnie porzuca konsole poprzedniej generacji. Kiedy ponad rok temu, na przedpremierowym pokazie "LEGO Avengers" pytałem twórców, czy zrobią coś z oprawą graficzną czy może mają zamiar w nieskończoność jechać na tym samym silniku graficznym, odpowiedzieli mi, że będą to mogli zrobić dopiero, kiedy porzucą słabe sprzęty. Moment ten wreszcie nastał, w wyniku czego "LEGO Ninjago" wygląda o niebo lepiej od swoich poprzedniczek. Ostrzejsze tekstury, większa płynność rozgrywki, masa fajnych efektów na ekranie - wreszcie można poczuć, że faktycznie mamy pod telewizorami mocne sprzęty, które potrafią więcej niż starusieńkie PlayStation 3. Porzucenie starych konsol pozwoliło też twórcom na dodanie do gry trybu zabawy dla czterech graczy na specjalnych arenach, co jest świetną odskocznią i miło się w to gra, ale muszę przyznać, że liczyłem na coś więcej. Przechodzenie trybu fabularnego w czterech? Czemu nie, jednak na tę chwilę musimy zadowolić się standardową grą na podzielonym ekranie na dwie osoby. Tu też występowały drobne spadki animacji przy większej zadymie, jednak było to naprawdę sporadyczne (grę testowałem na standardowym PlayStation 4).

photo.title

Nie spodziewałem się, że po tylu latach kosmetycznych poprawek TT Games będzie potrafiło mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Tym bardziej że materiał źródłowy, na którym pracowali, był – delikatnie mówiąc – przeciętny. Tymczasem Brytyjczykom udało się stworzyć z niego rewelacyjną platformówkę, której ukończenie zajmie Wam około sześciu godzin, a wymasterowanie – kolejne kilkanaście, podczas których gwarantuję, że nie będziecie się nudzić. Gra wydana została również z pełnym polskim dubbingiem, co na pewno przekona do niej wszystkich tych, którzy planują granie z młodszym rodzeństwem/dziećmi. Na pewno będzie to lepsza inwestycja niż wycieczka do kina na film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Marcin Dąbkowski
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna