Recenzja gry Cat Quest (2017)

Wszystkie kotki świata

Czasem w gąszczu mniejszych czy większych produkcji w danym sklepie da się przypadkiem znaleźć prawdziwą perełkę. Albo chociaż kamień półszlachetny. Taką grą jest właśnie "Cat Quest", którą za ...
Filmweb sp. z o.o.
  • platformy: Switch Cat Quest (2017)
Czasem w gąszczu mniejszych czy większych produkcji w danym sklepie da się przypadkiem znaleźć prawdziwą perełkę. Albo chociaż kamień półszlachetny. Taką grą jest właśnie "Cat Quest", którą za niewielkie pieniądze nabędziemy przez Nintendo eShop.

photo.title

"Cat Quest" to gra, która ukazała się na Switchu stosunkowo niedawno, zaś wcześniej była obecna choćby na komputerach osobistych. Historia jest prosta jak koci wąs. Mamy oto świat, w którym wszyscy zamieszkujący go obywatele są kotami. Nasz bohater odkrywa, że jest tzw. Dragonblood, unikalnym typem kotka przystosowanym do walki ze smokami. To właśnie Dragonbloods wieki temu położyli kres wielkiej wojnie z tymi gadami. Nasz bohater jest zresztą zdeterminowany – porwano bowiem jego siostrę. We akcji jej odbicie będzie nam pomagał duszek, znawca tajemnic świata oraz tutoriali w jednym.

photo.title

Co będziemy robić w grze? Jak sama nazwa wskazuje – wypełniać różnorakie misje. Nasz koci podopieczny, gdy trafi do miasta, może udać się do miejsca, gdzie zapiszemy stan gry (a kotek idzie na drzemkę) lub zajrzeć na tablicę ogłoszeń, na której z kolei wyświetlona jest jakaś misja. Tu pojawia się mały problem. Otóż nie mamy żadnego dziennika zadań ani podręcznego menu, nasz bohater może wykonywać jednocześnie tylko jedno zadanie. Oznacza to, że za każdym razem, gdy chcemy sprawdzić inne misje, musimy zapomnieć o tej wykonywanej obecnie. Na dłuższą metę to dość uciążliwe. Mapa świata jest całkiem spora, więc prędzej czy później zaczniemy zapominać, gdzie już zrobiliśmy misje, a gdzie jeszcze nieco nam zostało. Co więcej, misje mają swoje minimalne wymagania co do poziomu doświadczenia, więc czasem musimy iść do innego miasta i powykonywać tam parę zadań, by potem wrócić do danego miejsca i dopiero ruszyć dalej z minihistoryjką jakiegoś Mewtown. Misje nie są za szczególnie zróżnicowane – ot, przynieś, wynieś, pozamiataj. Czasem musimy pochodzić po mapie, innym razem odwiedzić jakiś loch albo zabić konkretnego potwora na mapie. Efektem każdego zadania są oczywiście nagrody – monetki i doświadczenie, a z rzadka jakiś nowy przedmiot. Nie do wszystkich obszarów dostaniemy się od razu. Nasz kotek w trakcie swojej przygody będzie musiał znaleźć sposób na poruszanie się po wodzie ("zupełnie jak koci Jezus!") czy latanie. Nie obejdzie się bez wykonywania specjalnych misji, a nawet całych ciągów zadań, by odblokować owe dodatkowe zdolności. Sprowadzają się one oczywiście do tego, że będziemy mogli się udać w miejsca wcześniej dla nas niedostępne, by tam spuścić manto kolejnym smokom.

photo.title

Doświadczenie, które zbieramy podczas podróży po mapie, podnosi nasze statystyki, np. zdrowia czy zadawanych obrażeń. Do tego zbieramy monetki, które możemy w specjalnych miejscach wydawać na skrzynki z jakimś ekwipunkiem. Będą to nowe czapeczki dla naszego kotka, kubraki czy różnoraka broń – od mieczy po wszelakie topory czy kostury. Co ciekawe, każdy element wyposażenia może być w pewien sposób ulepszony. Otóż jeśli znajdziemy duplikat jakiegoś przedmiotu, automatycznie podnosi to jego statystyki. Przedmiotów nie da się sprzedawać, więc się odkładają, a przy ich natłoku trudniej nawigować pomiędzy poszczególnymi kategoriami sprzętu. A do tego dochodzą jeszcze czary. Nasz podopieczny może nauczyć się różnych zaklęć, np. kręgu ognia, który spowije wrogów lub kolca, który wystrzeli w różnych kierunkach. Podobne czary i umiejętności mają zresztą nasi wrogowie i jest to klucz do wygranych starć. Otóż za każdym razem, gdy jakiś przeciwnik zamierza nas uderzyć, pojawi się wcześniej wizualna wskazówka co do kierunku i zasięgu danego ciosu. Nasz bohater może stosować uniki (przy pomocy przycisku B), więc potyczki sprowadzają się do przewidywania ataków, reagowania na nie, a następnie wyprowadzania własnych ciosów. Za każdą walkę dostajemy oczywiście monetki oraz doświadczenie.

photo.title

Wizualnie "Cat Quest" jest prześliczne. Graficznie co prawda nie jest to szczyt możliwości Switcha, ale kreskówkowa, kolorowa strona wizualna cieszy oko. Wszystkie postacie narysowane są z pociesznym szlifem i stylistyką. Oprawa przypomina nieco mobilne produkcje, ale wbrew pozorom, nie jest to zarzut. Kolorowa, prosta grafika pasuje idealnie do takiej gry jak "Cat Quest". To wyjątkowo lekkostrawny cRPG, który można polecić każdemu, kto nie ma już ochoty na wielkie produkcje pokroju "Xenoblade Chronicles 2" albo wymęczył na wszystkie sposoby "Breath of the Wild".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra