Recenzja filmu Mother! (2017)
Darren Aronofsky

Wygnanie z raju

Aronofsky w charakterystycznym dla siebie stylu łączy wiele filmowych nurtów, co rusz zmieniając tempo opowiadanej historii. Pierwsza połowa filmu jest niezwykle powolna (w tym pozytywnym ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Mother! (2017)
Darren Aronofsky to jeden z tych twórców, obok których żaden prawdziwy kinoman nie przejdzie obojętnie. Absolwent najbardziej prestiżowej uczelni na świecie tworzy kino autorskie, które nikogo nie pozostawia obojętnym. Podoba mi się, że reżyser w swoich filmach nie odpływa we własne wizje, jak robi to choćby Terrence Malick, ale potrafi dostosować swoje dzieła do potrzeb i pragnień szerszego grona odbiorców. Czasem mu się udaje ("Pi", "Czarny łabędź") a czasem nie ("Źródło", "Wybrany przez Boga"), na szczęście "Mother!" można spokojnie zaliczyć do tej pierwszej grupy.

Największy błąd został popełniony podczas kampanii reklamowej, w której nachalnie promowano obraz jako kino grozy utrzymane w podobnych klimatach co "Inni" z Nicole Kidman czy "Obecność". Oczywiście dzieło Darrena Aronofsky'ego żadnym horrorem nie jest, a wszelkie nawiązania są tylko iluzoryczne. Ten durny promocyjny zabieg spowodowany był oczywiście chęcią zwiększenia przychodu. Niestety przez chciwość wytwórni film trafił do nieodpowiedniego grona odbiorców.

photo.title

Fabuła do samego końca trzymana była w tajemnicy. Zwiastuny nie zdradzały absolutnie nic. Ciężko streścić w kilku słowach historię opowiadaną w filmie. Małżeństwo (Jennifer Lawrence i Javier Bardem) mieszkają w idyllicznym miejscu, wiodąc spokojne życie. Pewnego dnia, kiedy do ich domu pukają niespodziewani goście, ich życie diametralnie się zmienia. Dzieło Aronofsky'ego jest przepełnione odniesieniami do Starego Testamentu. Nie jest to jednak film biblijny, gdyż reżyser bawi się konwencją, tworząc z "Mother!" wybuchową hybrydę pozlepianą z różnych gatunków.

Aronofsky w charakterystycznym dla siebie stylu łączy wiele filmowych nurtów, co rusz zmieniając tempo opowiadanej historii. Pierwsza połowa filmu jest niezwykle powolna (w tym pozytywnym znaczeniu). Długie kadry, zachowawcza ścieżka dźwiękowa, ospały nieco oniryczny klimat nie zwiastuje tego, co nastąpi w drugiej połowie seansu. Podobnie jak we wcześniejszym "Czarnym łabędziu" reżyser podkręca tempo narracji do maksimum. "Mother!" to kino niezwykle intensywne, pełne zwrotów i nieprzewidywalnych zdarzeń. Ten ryzykowny zabieg, momentami ocierał się o kicz, ale sprawna realizacja i samoświadomość autorów sprawiły, że obraz twórcy "Zapaśnika" to wybuchowy koktajl, który zachwyci wszystkich miłośników niebanalnych historii.

photo.title

Z plejady hollywoodzkich gwiazd najlepiej wypada Jennifer Lawrence. Aktorce bardzo zależało na projekcie i pracy z reżyserem i to widać, bo dziewczyna dała z siebie wszystko. Z początku jej bohaterka wydaje się tajemniczą nieco introwertyczną kobietą. Po pewnym czasie kiedy twórcy rzucają więcej światła na opowiadaną historię, bohaterka wykazuje się wielką odwagą i nie sposób jej nie kibicować. Co się tyczy innych gwiazd, to Michelle Pfeiffer tworzy tu najciekawszą kreację od wielu lat, a Ed Harris i Javier Bardem dzielnie dotrzymują kroku swoim ekranowym partnerkom.

Po wielkiej wpadce, jaką był "Wybrany przez Boga" Aronofsky wraca, na właściwie tory udowadniając, że wciąż jest jednym z najciekawszych współczesnych twórców amerykańskiego kina. Miejmy nadzieję, że reżyser nie będzie się więcej bawił, w efekciarskie blockbustery tylko pozostanie wierny swojemu stylowi, w którym czuje się jak ryba w wodzie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)