Recenzja filmu Marzyciel (2004)
Marc Forster

Wystarczy uwierzyć

"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem...". Marzenia - któż ich dzisiaj nie ma, dzięki nim możemy odnaleźć swoją krainę ze snu, swój własny barwny obraz świata, gdzie jednym machnięciem ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Marzyciel (2004)
"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem...". Marzenia - któż ich dzisiaj nie ma, dzięki nim możemy odnaleźć swoją krainę ze snu, swój własny barwny obraz świata, gdzie jednym machnięciem pędzla możemy zamienić szarość w genialną wizję rzeczywistości, naszej własnej rzeczywistości. Dzięki naszej wyobraźni możemy uwierzyć w to, że życie to nie jest ulotna chwila, potrafimy się zatrzymać i siedząc pod lipowym drzewem w piękne wiosenne popołudnie ("wiosna, wiosna ach, to Ty..." - już niedługo, mówię do siebie - poczekaj Dominiku, na najlepsze zawsze trzeba poczeka), zapukać do drzwi marzeń, a za nimi odnaleźć szczęście.

Taki jest właśnie film "Marzyciel", od początku naszykowany byłem na porywającą podróż w głąb siebie, a raczej w odnalezienie duszy dziecka, która gdzieś głęboko drzemie w każdym z nas, jest naszym osobistym dziełem.

Film ten jest niczym poezja, której chcemy smakować wciąż i wciąż, zrobiony jest z olbrzymim wyczuciem "smaku". Widoczna jest idea, którą podążali twórcy filmu, pośród zgiełku, problemów, odnajdujemy odrobinę nadziei, jest nią potęga marzeń. "Marzyciel" to nie jest film, to baśń, bo któż z nas nie chciałby znaleźć się w Nibylandii, krainie "Piotrusia Pana", gdzie wystarczy o czymś pomyśleć, a to się spełni. J.M. Barrie grany przez Johnny'ego Deppa, jest niczym czarodziej, przewodnik po krainie wyobraźni, potrafi sprawić, że zwykły pies stanie się wielkim niedźwiedziem, że przydomowy ogród będzie w naszej wyobraźni "Dzikim Zachodem". To nie jest opowieść o zwykłym człowieku, który nie chciał dorosnąć to wyśmienita uczta dla każdego z nas, każdego marzyciela, takiego jak Ty czy ja...

Spotkanie czarującej damy (Kate Winslet), matki czwórki chłopców pozwoliło odnaleźć tytułowemu marzycielowi inspirację, stworzył dzieło, które dało mu nieśmiertelność. Barrie poprzez zabawę z dziećmi zrozumiał, że oderwanie od codzienności jest potrzebne, bo zgorzkniałe otoczenie potrzebuje odrobinę słodkości, niewinności, którą można odnaleźć w zabawie z dziećmi. W stan uniesienia (egzaltacji) może wprawić nas jedna z ostatnich scen ukazanie, Nibylandii właśnie, tak zastanawiam się, co świat byłby wart bez naszego kochanego zielonego koloru, barwy nadziei, dzięki niemu Nibylandia pokazuje nam swoje bogactwo, swoją wartość, swoją niepowtarzalność.

Na uwagę zasługuje wyśmienita muzyka Jana A.P. Kaczmarka, to pociągające brzmienie, doskonałe tło dla filmu, sprawia, że łatwiej jest nam bujać w obłokach, czuć się jak ten filmowy "żółty latawiec na wietrze" i krzyczeć "Geronimo".

Nie wiem, czy zachęciłem do obejrzenia filmu, ale uwierzcie mi, że warto. Poetyczna baśń przepełniona jest magią, czarem, dzięki którym wiemy, że należy przekraczać wszelkie granice. To nie film dla zwykłych zjadaczy popcornu, jest inteligentny inspirujący do przemyśleń - w kinie to się czasem przydaje. Wspaniała gra aktorska i muzyka tworzą z tego filmu arcydzieło, które porywa widzów w najdalsze zakątki wyobraźni. Na koniec, żeby już nie zanudzać i pozwolić uciec w świat fantazji to film dla wszystkich dzieci, tych dużych i tych małych. Uwierzcie w Nibylandię, niech to miejsce będzie dla was azylem... Więc do zobaczenia gdzieś kiedyś w krainie fantazji i baśni.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
wojaczek303
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie