Recenzja filmu Underworld (2003)
Len Wiseman

Zębaci i kudłaci w bladym świetle księżyca

Nie piszę recenzji z pamięci. Już wyjaśniam: chodzi mi o to, że nie piszę o filmie, który widziałem dawniej, niż kilka miesięcy temu. Pamięć jest zawodna, a posiłkowanie się w recenzji wikipedią ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Underworld (2003)
Nie piszę recenzji z pamięci. Już wyjaśniam: chodzi mi o to, że nie piszę o filmie, który widziałem dawniej, niż kilka miesięcy temu. Pamięć jest zawodna, a posiłkowanie się w recenzji wikipedią jest niechybną oznaką braku profesjonalizmu. Tak więc każdy film, który zrecenzowałem, nawet jeśli już kiedyś go widziałem, obejrzałem sobie i recenzowałem mając go w głowie na świeżo - co w wypadku niektórych graniczyło z masochizmem. Bywa tak, że powtarzając sobie film, który zapamiętałem jako kiepski, specjalnie prowadzę notatki (zwykły kratkowany zeszyt szkolny i długopis), aby potem móc w miarę rzetelnie potraktować omawiany produkt. Pozwala mi to też napisać recenzję później, parę tygodni po seansie, a jednocześnie mieć pewność, że skleroza i Alzheimer nie zbiorą swego żniwa. W notatkach wypisuje wszystko, za co według mnie warto dany film skrytykować i wyśmiać.

W przypadku "Underworld" w ciągu pół godziny zapełniłem całą stronę, aż wreszcie uznałem, że nie warto się męczyć. Notatki są różnorodne i dotyczą fatalnie poprowadzonej fabuły, płaskich bohaterów, a także tych drobnych detali, których mój obsesyjny umysł nie potrafi strawić - jak ciche metro, którego nawet wampirzyca z wyostrzonym słuchem nie usłyszała aż do ostatniej chwili, jak ilość amunicji w pistoletowych magazynkach tak bliska nieskończoności, że praktycznie nie robi to różnicy, czy monitoring z możliwością fantastycznej korekcji ostrości, i jakaś magiczna komputerowa baza danych, która pozwala na podstawie oka i policzka (reszta facjaty była skryta pod kapturem) precyzyjnie zidentyfikować delikwenta. Do notatek jeszcze wrócę, na razie przejdę do obowiązkowego akapitu o fabule i napiszę, co o niej sądzę, choć domyślny czytelnik już i tak to wie.

Underworld” opowiada o noszącej seksowne wdzianko wampirzycy, zawodowo zajmującej się eksterminacją wilkołaków. Raz przyłapuje ona kudłatych na śledzeniu normalnego człowieka, z bliżej niejasnych przyczyn uznaje to za interesujące, namierza wspomnianego człowieka - który okazuje się najnudniejszym pajacem pod zachmurzonym, filmowym niebem, ale to przecież nie przeszkodzi wątkowi romantycznemu. Michael, tak bowiem ów obiekt zainteresowania ma na imię, zostaje w trakcie ciągłego uciekania, biegania i jeżdżenia nadgryziony przez Uberwilka - zatem stopniowo zamienia się w wilkołaka. A teraz powiedzcie, czy coś zabrzmi znajomo: dwa "rody" pozostające w konflikcie, chłopak z jednego i dziewczyna z drugiego, miłość... Ale żeby nie było całkowitego plagiatu z Szekspira, parę drobiazgów zagmatwano i zmieniono w stosunku do "Romea i Julii". Wątek romantyczny jest nudny, przewidywalny, nieuzasadniony i fatalnie zagrany - ale to twórcom wyszło raczej przez przypadek. Wilkołak z początku wilkołakiem nie jest, a potem okazuje się, że stanowi klucz do stworzenia hybrydy dwóch konkurujących gatunków. Hybryda ma powstać tylko dlatego, że szef wilków chce w imię dawnej urazy pokazać wała szefowi nietoperzy. Do tego okazuje się, że prawa ręka szefa wampirów, jak na typowego wicekierownika przystało, knuje, zdradza i kolaboruje. Główna bohaterka - cały czas muszę przypominać sobie, że ma na imię Selene, a nie Miss Latex - postanawia wyrwać z hibernacji Davy'ego Jonesa, to jest Uberwampira, co okazuje się pogwałceniem jakiejś idiotycznej wampirzej tradycji. Do tego jeszcze, podczas najbliższej pełni księżyca (pełnia jakoś przebija się przez zachmurzone niebo, z którego wiecznie leje deszcz graniczący z nawałnicą) ma nastąpić jakieś pretensjonalne zjednoczenie rozproszonych wampirzych klanów. Niby więc dzieje się dużo, ale sensu w tym za grosz, a całość jest nudna i przewidywalna.

Film jest do tego równie realistyczny, co stumetrowe wyskoki po płaskiej trajektorii Bruce'a Lee, napakowany dziwaczną atmosferą, łączącą gotyk i współczesność (taką, która może się podobać tylko tym smętnym, zniewieściałym chłopaczkom i rozpuszczonym, usiłującym zwrócić na siebie uwagę dziewczynkom, co to farbują włosy na czarno, noszą ostry makijaż i ciągle twierdzą, że w końcu podetną sobie żyły), do wyeksploatowanego tematu wampirów i wilkołaków nie wnosi absolutnie nic nowego.

Gdy tak zawzięcie notowałem w kapowniku, przyszło mi do głowy, że może jestem niesprawiedliwy. Że podchodzę do filmu uprzedzony tylko dlatego, że jedyny dobry film o wilkołakach ("Wolf" z Nicholsonem) powstał już dawno temu, podobnie jak jedyne dwa dobre filmy o wampirach (czyli "Dracula" Coppoli i "Interview with the vampire" - notabene dużo lepszy od książkowego oryginału, który był najbardziej gejowską powieścią, jaką w życiu przeczytałem). Może nie należy się czepiać fatalnych szkieł kontaktowych, może nie należy zwracać uwagi na fakt, że krew w filmie jest lepszym nośnikiem pamięci niż przenośny dysk twardy, nie myśleć o kreskówkowych pomysłach z wystrzeliwaniem sobie w podłodze, za pomocą dwóch pistoletów, awaryjnego wyjścia na niższe piętro, nie marnować długopisowego wkładu i kratkowanego papieru na bzdety, podczas gdy w "Underworld" chodzi o zupełnie coś innego... Już wyjaśniam.

Na samym początku, kiedy jeszcze nie zapisałem ani jednej notatki, a z głośników dobiegał płaski, debilny monolog Miss Latex, kiedy deszcz po prostu padał, nie zwracając uwagi na wichurę, jaka musiała panować, aby wzdymać dramatycznie płaszcz Selene... Otóż kiedy tak patrzyłem na ów płaszcz, na wilgotne włosy, błyszczący materiał, wdzięcznie opinający kształty Kate Beckinsale, na jej śliczną buzię, na ten gorset - zdałem sobie sprawę, że zawdzięczam twórcom "Underworld" narodziny kolejnego fetyszu seksualnego, a może wręcz jakiejś parafilii. Film, który potrafi wywrzeć takie piętno na życiu osobistym widza, jest zdecydowanie obrazem nietuzinkowym.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)