Recenzja filmu Bez wstydu (2012)
Filip Marczewski

Złe chłopięce serce

"Bez wstydu" to dwa krótkie filmy w jednym, które na poziomie scenariusza zostały na siłę połączone w całość. Wszystko jakby na motywach edukacyjnej przypowiastki.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Bez wstydu (2012)
Tekst ujawnia szczegóły fabuły.

Debiut fabularny Filipa Marczewskiego to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów na tegorocznym Gdynia Film Festival. "Bez wstydu" można bowiem potraktować jako rozbudowaną wersję krótkometrażowego "Melodramatu" z 2005 roku, który zdobył uznanie na wielu światowych festiwalach. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych polskich krótkich filmów fabularnych ostatnich kilku lat.

"Bez wstydu" to historia rodzeństwa. Anka (Agnieszka Grochowska) jest starsza, pracuje, ma mieszkanie i robi wszystko, żeby wreszcie znaleźć sobie kogoś na stałe. Tadzik (Mateusz Kościukiewicz) został wyekspediowany do ciotki, poza miasto, tak aby nie sprawiał problemów i nie wymagał opieki, której siostra boi się jak ognia. Kiedy chłopak wraca do domu pod pretekstem wakacji, rodzeństwo znów musi zacząć razem funkcjonować w jednej przestrzeni.

Powrót nie będzie wcale prosty. Zagraniczny tytuł filmu Marczewskiego to "Taboo", które w jego filmie przyjmuje postać kazirodczych zapędów młodego wyrostka. Tadzik coraz częściej i bardziej ostentacyjnie podgląda siostrzyczkę, podkrada jej bieliznę i przychodzi nocą do łóżka. Jednocześnie stara się być za nią odpowiedzialny. Zarabia marne pieniądze, ale udaje mu się opłacić zaległe rachunki za prąd. Na Ance starania Tadzika nie robią większego wrażenia. Do zbliżenia w końcu jednak dochodzi. Nie za bardzo wiadomo dlaczego i z jakiego powodu.

W tle rodzinno-kontrowersyjnej historii – obowiązkowo naskórkowa warstwa społeczna. Neonazistowskie bojówki, które chętnie współpracują z lokalną mikropolityczną sferą, atakują co jakiś czas osiedle romskie. Tadzik spotyka się z romską dziewczyną, która wróży mu z ręki. Wróżba ma podwójne znaczenie. Z jednej strony wyjaśnia widzowi los bohaterów, z drugiej – obnaża niemoc Tadzika w relacjach z innymi kobietami. Jak na przystępny filmowy background przystało, romsko-nazistowska historyjka wdzięcznie splata się z głównym dramatem rodzinnym.

"Bez wstydu" to dwa krótkie filmy w jednym, które na poziomie scenariusza zostały na siłę połączone w całość. Wszystko jakby na motywach edukacyjnej przypowiastki. Napięcie seksualne pomiędzy parą głównych bohaterów to raczej letnia przygoda dwojga zagubionych ludzi, którzy nijak nie mają się ku sobie. Mateusz Kościukiewicz w roli Tadzika próbuje na siłę zagrać histerię i dramat swojego odrzucenia, przez co jego bohater miejscami przypomina przerośniętego, rozkapryszonego kilkulatka. Z krótkometrażowego "Melodramatu" nie zostało niestety nic. W zamian za to mamy opowiastkę o chłopcu "o złym sercu", który próbuje na siłę dorosnąć. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 42% uznało tę recenzję za pomocną (224 głosy).