Recenzja serialu Detektyw (2014)
Cary Fukunaga
Justin Lin

Złote dziecko z Luizjany?

Miał rację Vince Gilligan, gdy podczas ostatniej ceremonii rozdania nagród Emmy określił dzisiejsze czasy jako "Złoty wiek telewizji". O prawdziwości jego słów świadczy nie tylko niewątpliwa ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Detektyw (2014)
Miał rację Vince Gilligan, gdy podczas ostatniej ceremonii rozdania nagród Emmy określił dzisiejsze czasy jako "Złoty wiek telewizji". O prawdziwości jego słów świadczy nie tylko niewątpliwa perfekcja takich seriali, jak: "Mad Men", "Homeland" czy "Breaking Bad", lecz również najnowsza produkcja HBO. Do niedawna bowiem niemożliwym wydawało się, by dwóch aktorów z absolutnego hollywoodzkiego topu przyjęło role w produkcji telewizyjnej. Tymczasem w "Detektywie" w tytułowe postaci dwóch stróżów prawa z Luizjany wcielają się mistrz drugiego planu Woody Harrelson i nominowany do Oscara za "Witaj w klubie" Matthew McConaughey.

Serial wykorzystuje klasyczny schemat opowieści policyjnej, czyli kontrast między głównymi bohaterami – Martin Hart (Harrelson) jest prostym, choć dzielnym i silnym facetem, kochającym mężem i ojcem, podczas gdy jego zawodowy partner Rust Cohle (McConaughey) to zamknięty w sobie dziwak, ale niewątpliwie inteligentny i przenikliwy. Nie zobaczymy tu jednak wesołej przyjacielskiej relacji, jaka łączyła choćby Riggsa i Martaugh w "Zabójczej broni". Bohaterowie nie przepadają za sobą, przynajmniej z początku. Nie zmienia to faktu, że specyficzna, można by rzec szorstka ekranowa chemia między głównym duetem to jeden z powodów, dla których warto przyjrzeć się tej produkcji.

Wesołości nie przynosi też prowadzona przez nich sprawa seryjnego rytualnego mordercy prowadzona w odległych latach dziewięćdziesiątych. Mrok bezkresów Luizjany i wszechobecny chłód obrazu niepokoją i potęgują wrażenie otaczającej bohaterów pustki. Co ciekawe, narracja toczy się na dwóch planach czasowych, drugi stanowią bowiem czasy współczesne, kiedy bohaterowie wyraźnie temu niechętni zmuszeni są powrócić do sprawy sprzed lat.

Sam wątek seryjnego mordercy przywodzi na myśl "Siedem" Davida Finchera albo fabułę drugiego sezonu naszego rodzimego "Gliny". Pierwszy odcinek zaledwie zarysowuje sprawę, skupiając się raczej na prezentacji postaci, lecz scenariusz autorstwa Nica Pizzolatto zwiastuje kryminał gęsty i brutalny, w którym nic nie jest do końca jasne, a widmo śmierci wisi nad bohaterami od samego początku.

Czy "Detektyw" okaże się kolejnym cudownym dzieckiem złotego wieku telewizji? Na odpowiedź na to pytanie trzeba jeszcze trochę poczekać. Początek serialu zachęca jednak do jej dalszego poszukiwania.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 46% uznało tę recenzję za pomocną (241 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)