Recenzja filmu Wredne dziewczyny (2004)
Mark Waters

Z buszu do szkoły, czyli jak to widzą nastolatki

Polsat rzucił nam na pożarcie kolejną klasyczną amerykańską komedię, licząc zapewne, że my, widzowie, najgorsi krytycy z najgorszych, zasiądziemy przed telewizorem, ciesząc się najnowszą premierą ...
Filmweb sp. z o.o.
Polsat rzucił nam na pożarcie kolejną klasyczną amerykańską komedię, licząc zapewne, że my, widzowie, najgorsi krytycy z najgorszych, zasiądziemy przed telewizorem, ciesząc się najnowszą premierą telewizyjną, których jest ostatnio coraz mniej. Cóż, nie przeliczył się. Większość zapewne tak zrobiła, ze mną na czele. Jednak widząc na ekranie napis "Już za chwilę: Wredne dziewczyny", trochę się zniechęciłam. Powód pierwszy: każdy przecież zna Polsatowskie reklamy - to 10 minut z hakiem! Z rezygnacją sięgnęłam po książkę, wyłączając głos pilotem. Ayn Rand zrobiła swoje. Przegapiłam pierwsze pięć minut filmu, ale, jak się później okazało, nic nie szkodzi. Powód drugi był trochę bardziej złożony. Sam tytuł oczywiście. Polacy, jak już się nie raz zdążyłam przekonać, nie mają wyobraźni, toteż wszystkie tytuły zagranicznych produkcji są albo bardzo dosłowne, albo, co gorsza, tak pogmatwane, że wątpię, czy sam koleś, który to wymyślał, wiedział, o co chodzi. "Wredne Dziewczyny" może nie jest kompletną klapą, ale też nie jest to tytuł na miarę moich oczekiwań.

Przeczytawszy opisy w Internecie, spodziewałam się kolejnej przeróbki Tarzana, tym razem w Nowym Jorku. Jednak twórcy nie zniżyli się do tego poziomu (i chwała im za to!). Ukazali nam za to losy dziewczyny, która przez pierwsze 12 lat swojego życia mieszkała w Afryce, przyjaźniła się z tubylcami i była indywidualnie nauczana przez własną matkę. Jednak akcja zaczyna się dopiero po jej przyjeździe do "wielkiego miasta". Tu musi się zmierzyć z nie lada problemem, jakim może być szkoła średnia. Może, bo nie musi. Cady, bo tak ma na imię główna bohaterka, doskonale odnajduje się w nowym środowisku, zdobywa nowych przyjaciół, i świetnie radzi sobie w nauce.

Tu muszę napomknąć, że reżyser liczył na naiwność widza, który przełknie te fakty zaraz o nich zapominając, a nie, tak jak ja, zacznie się zastanawiać, jak dziewczyna, młoda, mieszkająca w buszu do tej pory zdołała tak szybko wczuć się w nowe miejsce? To trochę przypomina bajkowy klimat, ale w tym przypadku jest pozytywny. Na szczęście takich nierealnych momentów jest mało. A właściwie jest jeszcze tylko jeden. Ale o tym zaraz.

Tymi wrednymi dziewczynami, jak to można odgadnąć zaraz pierwszego dnia w szkole, okazują się nowo poznane koleżanki "Afryki" (jak złośliwie, albo też żartobliwie nazywa Cody jeden koleś). I tu kolejny, trochę naiwny, ale jednak możliwy moment, który niestety trwa przez większą część filmu. Nastolatka bowiem na początku chce się zemścić za przyjaciółkę, później chce zdobyć chłopaka, a na końcu już zupełnie nieświadomie coraz bardzie upodabnia się do owych źle wychowanych panienek i w końcu, co jest totalnie głupie według mnie, staje się lustrzanym odbiciem najwredniejszej panny w szkole. Na szczęście reżyser pokazuje nam to w dość prawdopodobny sposób, na tyle by przeciętny widz w to uwierzył i przestał o tym rozmyślać.

Ano właśnie. Myślenie u widza, czyli coś, czego najbardziej obawia się większość, jeżeli nie wszyscy twórcy filmów. Z tymi nie jest inaczej, bowiem "Wredne Dziewczyny" nie wymaga od nas szczególnej inteligencji. Ba! wszystko mamy przedstawione jasno i wyraźnie tak, byśmy przypadkiem nie zaprzątali sobie głowy wadami produkcji, a skupili się na tym, co reżyser chciał nam ukazać, a mianowicie na cechach. I tu muszę pochwalić Marka Watersa za rewelacyjna umiejętność ukazywania nam tego, co trzeba jednocześnie ukrywając inne, mniej wygodne dla niego fakty. Tych faktów jest dużo, ale właśnie dzięki niemu nie rażą w oczy.

Podsumowując: jest to rzeczywiście klasyczna komedia amerykańska, ale ukazana trochę innej, być może dla niektórych ciekawszej (sądząc po ocenach i pozycji na liście filmwebu - dla większości) strony. Niestety sam Polsat spaprał tłumaczenie, dzięki czemu mamy dużo mniej śmiesznych momentów, niż w oryginale. Ale ogólnie jest dobrze.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 24% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
niobe_2
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)