Recenzja filmu Amadeusz (1984)
Miloš Forman

Za dużo nut

Tylko Forman mógł nadać filmowi jego idealny kształt. Temperament i wrażliwość, którymi błyszczał w swoich czeskich, nowofalowych filmach, potrafił tu zaprząc dla potrzeb wystawnego widowiska.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Amadeusz (1984)
Nieładnie jest powtarzać banały, ale co zrobić, kiedy kryją prawdę? Tak – "Amadeusz" jest opowieścią o starciu geniuszu z miernotą. Tak – film Formana można porównywać do muzyki jego bohatera. Tak – jest muzycznie skomponowany. Tak – jest jednocześnie wzniosły i zwiewny, mądry i dowcipny. I tak, tak, tak – choć powstał 26 lat temu, pachnie świeżością i wali po głowie humorem. Tak jak jego tytułowy bohater wali po oczach punkową peruką, a po uszach histerycznym śmiechem. I w końcu ostatnia oczywistość, o której można by zapomnieć – to film o tym Amadeuszu. Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie.

Ekranizacja sztuki Petera Shaffera nie bez powodu zatytułowana jest imieniem, a nie wielkim nazwiskiem swojego bohatera. Mozart Formana nie jest zdjętym z pianina dumnym popiersiem, któremu filmowcy dorobili ręce i nogi, by nakręcić sztywniacki biogram. "Wszyscy oni są tak wzniośli, jakby srali marmurem!" – kpi w filmie Mozart ze szlachetnych bohaterów włoskiej opery. Amadeusz Formana i Shaffera jest XVIII-wiecznym rock'n'rollowcem (nie bez powodu do roli, którą dostał Tom Hulce, przymierzany był wcześniej Mick Jagger). Jest także "Amadeuszem", a nie "Mozartem" dlatego, że widz znajduje się bardzo blisko niego. Tak blisko, jak może być tylko psychotyczny fan.
Film jest opowieścią nadwornego kompozytora Józefa II Habsburga – Antonio Salieriego, który zrobił doskonałą karierę na dworze cesarskim, a na łożu śmierci przyznaje się do zabicia Mozarta. "Amadeusz" mniej jest portretem artysty, niż historią obłąkańczego uwielbienia. Salieri jest utalentowany dokładnie na tyle, na ile trzeba, by rozpoznać prawdziwy geniusz zjawiający się pewnego dnia na wiedeńskich salonach i w jego blasku właściwie ocenić własną przeciętność. To spotkanie na zawsze zmieni życie ich obu, choć ani przez chwilę nie są równorzędnymi graczami.

Mozart wie, że to, co pisze, jest doskonałe. Na jego twarzy nigdy nie pojawia się zwątpienie, a w jego rękopisach nie ma poprawek ani skreśleń. Jest zuchwały, ale nigdy wyniosły – wręcz przeciwnie. Zresztą traktuje swój talent jako coś "zewnętrznego", co zgadza się z odczuciami Salieriego, który uważa, że niepozorny młodziak jest medium, przez które przemawia wielkość i nieskończona doskonałość Stwórcy. I jest o to błogosławieństwo zazdrosny, tym bardziej że jakby dla drwiny, tylko on naprawdę potrafi je rozpoznać. Traktuje to nie tylko jako niesprawiedliwość, ale jawną drwinę rzuconą mu w twarz przez Boga, któremu ofiarował swoje życie. A walkę ze swoim rywalem bardzo szybko zaczyna traktować jako osobisty pojedynek z Bogiem

Wolfie – jak zwraca się do Amadeusza żona – z pewnością nie wygląda na boskiego posłańca. Wszystko w nim wydaje się przyziemne i cielesne. Na dworskich imprezach szczeka, chichocze i tarza się po podłodze. A w wolnych chwilach pisuje arcydzieła, które sprawiają, że jego śmiertelny wróg dławi się ze wzruszenia. Dlaczego nie ja? I dlaczego właśnie on, dlaczego ten sprośny pokurcz? – pyta Salieri. Pragnienie wielkości nadwornego kompozytora nie jest jednak ślepe. Choć doskonale odnajduje się w konwenansie, który dusi młodego Amadeusza, wydaje się, że mógłby być jego najlepszym przyjacielem, a przynajmniej sprzymierzeńcem jego geniuszu, który rozumieliby tylko oni dwaj. To prawdziwa namiętność: jest w niej jednocześnie miłość, nienawiść, podziw, zazdrość i pogarda.

Tylko Forman mógł nadać filmowi jego idealny kształt. Temperament i wrażliwość, którymi błyszczał w swoich czeskich, nowofalowych filmach, potrafił tu zaprząc dla potrzeb wystawnego widowiska. Ale dekoracje i statyści nie odwracają uwagi od ludzkich namiętności, o których Czech opowiada z dużą subtelnością i błyskotliwym poczuciem humoru. W spokojnych kadrach i przejrzystej kompozycji jest tyle potężnej reżyserskiej energii, że można by nią obdarować kilka filmów. A to ważne o tyle, że wersja reżyserska, która trafia do polskich kin, jest o około 20 minut dłuższa od oryginału.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (221 głosów).
Darek Arest
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie