Recenzja filmu Brudny glina (2011)
Oren Moverman

Za obronnym murem

Bardzo szybko zaczynamy oglądać kolejną opowieść o władzy i słabości skupionej w jednym człowieku, o potrzebie dominacji i nieumiejętności kontrolowania własnego życia. 
Filmweb sp. z o.o.
Gdyby fabularnych wolt i udanych sekwencji było w "Brudnym glinie" tyle, ilu dobrych aktorów, byłby to film więcej niż ciekawy. Orenowi Movermanowi udało się zebrać interesującą trupę: znów mamy duet Woody Harrelson – Ben Foster, a na dokładkę kilka znakomitych pań: Anne Heche, Cynthię Nixon z "Seksu w wielkim mieście", Sigourney Weaver i piękną Robin Wright, a także młodą Brie Larson znaną dzięki świetnej roli w serialowych "Wszystkich wcieleniach Tary". Niestety, poza Harrelsonem nikt nie dostaje tu zbyt wiele do zagrania. Bo reżyser skupia swoje spojrzenie na jednym tylko bohaterze, tytułowym brudnym glinie. 

Policja Los Angeles jest pod obstrzałem. Media atakują mundurowych za nadużywanie siły, wykorzystywanie władzy, samowolę. Nie wszyscy przejmują się dziennikarską nagonką. David Douglas Brown (Harrelson) sprowokowany przez zatrzymywanego mężczyznę daje się ponieść agresji, a nagranie, na którym katuje leżącego faceta, trafia do sieci. Wkrótce David staje się obiektem śledztwa wydziału wewnętrznego i celem dla głodnych sensacji dziennikarzy. 

Jeśli przed obejrzeniem filmu Amerykanina przeczytamy, że współautorem scenariusza jest James Ellroy, autor m.in. "Czarnej Dalii", nie będziemy zaskoczeni. Mamy tu bowiem historię gliniarza z Los Angeles, który boryka się z osobistymi problemami, alkoholizmem i tajemniczymi intrygami, jakimi osnute jest policyjne środowisko w Mieście Aniołów. Wydawać by się więc mogło, że oto czeka nas powtórka z "Tajemnic Los Angeles". Niestety, nie jest aż tak dobrze. Z podobnych elementów Moverman składa bowiem film o klasę gorszy, wtórny i nierówny. 

To, co najlepsze w "Brudnym glinie", wydarza się na początku. Autor "W imieniu armii" świetnie pisze – jedna scena płynnie przechodzi w kolejną, detale mówią prawdę o bohaterach, w niepozornych, błyskotliwych dialogach zarysowują się wzajemne relacje łączące filmowe postaci. Jego postaci żyją. Jest tajemnica, mięso, psychologiczna wiarygodność, intryga. Z czasem jednak autor "Brudnego gliny" wpada w wygodne tory obyczajowego dramatu o popapranym policjancie i pozwala swemu filmowi stoczyć się w schemat. Bardzo szybko zaczynamy więc oglądać kolejną opowieść o władzy i słabości skupionej w jednym człowieku, o potrzebie dominacji i nieumiejętności kontrolowania własnego życia. 

Jeśli ktoś mógł uratować film przed gatunkowym banałem, to tylko Woody Harrelson. Niewielu aktorów bardziej niż on pasuje do roli pogubionego twardziela, sympatycznego, uwodzicielskiego, ale też psychotycznego. Woody nie ma płaczliwej twarzyczki Nicolasa "Złego porucznika" Cage'a, raz jest zakapiorem, kiedy indziej – przestraszonym ojcem. Przede wszystkim jest jednak maniakiem władzy. Obsesyjnie próbuje kontrolować otaczający świat: kobiety, swoje dwie córki, drobnych przestępców i imigrantów na ulicach Los Angeles. Czuje się spadkobiercą gliniarzy ze starej szkoły Brudnego Harry’ego – tych, którzy wymierzali sprawiedliwość nawet wtedy, gdy prawo nie dopuszczało takiej możliwości. 

Polski tytuł, choć chwytliwy, nie oddaje znaczenia oryginału. Oryginalne  "Rampart" czyli "mur obronny" bardziej pasuje do opowiadanej historii. Opowieści o człowieku, który buduje wokół siebie barierę, wchodząc w różne role – śmiesznego bawidamka, cynicznego kochanka, twardziela z odznaką, brudnego glinę, ofiarę wietnamskiej wojny. Obronny mur stawiany przez Movermanowskiego bohatera odgranicza go od prawdy o jego życiu, o autodestrukcyjnej naturze jego samego. Bo reżyser "W imieniu armii" w swym najnowszym filmie opowiada o tym, jak odsuwamy od siebie odpowiedzialność, przyjmując kulturowe role kozłów ofiarnych i pokrzywdzonych ofiar. W surowym, wręcz paradokumentalnym stylu półgłosem mówi o władzy i niespełnieniu.  I choć jego obraz to kawałek rzetelnego kina, zamiast  poruszać, rozczarowuje. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)