Recenzja filmu Psychoza (1960)
Alfred Hitchcock

Zabójcza osobowość

Na początku chciałbym zaznaczyć, iż zamieszczę tutaj obszerniejsze fragmenty fabuły, więc jeżeli nie oglądaliście filmu, to czytacie tę recenzję na własną odpowiedzialność! W dzisiejszych czasach ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Psychoza (1960)
Na początku chciałbym zaznaczyć, iż zamieszczę tutaj obszerniejsze fragmenty fabuły, więc jeżeli nie oglądaliście filmu, to czytacie tę recenzję na własną odpowiedzialność!

W dzisiejszych czasach film grozy najczęściej kojarzy nam się z horrorem. Niestety jednak to stwierdzenie nie jest za bardzo trafne. Przede wszystkim twórcy, kręcąc tego typu dzieła, nie odróżniają obrzydzenia od strachu. Bardzo dobrym przykładem na to jest znana z pewnością każdemu "Piła". Wydaje mi się oczywiste, że widząc latające głowy, poodcinane nogi czy też zmiażdżone mózgi bardziej się zniesmaczymy, aniżeli przestraszymy. Niestety reżyserzy dzisiejszych horrorów skupiają się głównie na takich efektach. Najgorsze jest to, że nawet nie zdają sobie sprawy z tego, iż ten film obejrzą miliony osób. Na psychikę każdego wpłynie inaczej. Jedni po prostu uznają to za taki tam głupkowaty horror, ale znajdą się i tacy, którzy będą chcieli naśladować bohaterów – zabójców. Co wtedy?! Kiedyś twórcy tacy jak Hitchcock mieli więcej pomysłów na dobrze skonstruowany scenariusz, a nie na badziewia, w których trup się ściele gęsto. Wcześniej wspomniany reżyser takich filmów, jak "Zawrót głowy" czy "Okno na podwórze", stworzył "Psychozę", która bije na głowę setki "horrorków", w których krew leje się strumieniami. 
 
Jeżeli ktoś spytałby mnie o to, jaki jest mój ulubiony film grozy, to na pewno odpowiedziałbym, iż jest to dzieło Alfreda Hitchcocka "Psycho". Można stwierdzić, że reżyser nie nakręcił ani wcześniej, ani później lepszego filmu.

Przede wszystkim w "Psychozie" najbardziej wyróżnia się fabuła. Pokrótce o niej. Marion Crane ma dosyć życia, które prowadzi. Postanawia ukraść 40 tysięcy dolarów, aby zapewnić sobie i swojemu narzeczonemu dostatnie życie, i ucieka z miasta. Po długiej, a co najistotniejsze męczącej podróży postanawia udać się do motelu Normana Batesa. Na początku widzowi wydaje się, że nie ma milszego i spokojniejszego człowieka od naszego głównego bohatera. Dopiero podczas jego rozmowy z Marion okazuje się, że sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Tak naprawdę właściciel motelu jest osobą nadpobudliwą, zagubioną i zdominowaną przez swoją starą i schorowaną matkę. Panna Crane po wspólnie spędzonej kolacji z Batesem postanawia udać się do swojego pokoju. Jednak nie wie, co ją czeka. Następuje, jak to zwykle u Hitchcocka, tzw. "boom" (czyli scena pod prysznicem) i od tego momentu akcja w filmie rozwija się coraz szybciej. Jej tempo nie zwalnia aż do zaskakującego finału. Cóż, opuściłem większość fabuły, jednak bardziej zależy mi na analizie.

Co tak naprawdę zaciekawiło Hitchcocka w powieści Roberta Blocha? Myślę, że kontrast miejsc i osobowości. Zauważmy, że motel Normana wydaje nam się na  początku spokojnym miejscem, w którym nic złego nikomu się nie zdarzy. Prawda jest zupełnie inna. No i nasi główni bohaterowie. Marion Crane to miła dziewczyna, która z pewnością nie okradłaby nikogo. Oprócz swoich chlebodawców, którym zabrała 40 tysięcy dolarów. Może i motyw miała nadzwyczaj słuszny, bo w końcu chciała, aby żyło jej się lepiej. No ale cóż, zapłaciła za to wysoką cenę.
Teraz czas na Normana Batesa. Trudno wyobrazić sobie dzisiaj mroczniejszy charakter. Z pewnością każdy z nas na początku wiedział, że mordercą nie jest cichy i spokojny chłopak, który by muchy nie skrzywdził. Niestety już wcześniej Norman stał się ofiarą despotycznej matki, która traktowała go jak małe dziecko. Nasz bohater nie mógł uwolnić się od niej, mimo że, delikatnie mówiąc, posłał ją na tamten świat. Nawet mogę się przyznać, że trochę współczułem Batesowi. W końcu czy to jego wina, że stał się zabójcą?! Ale również czy nie należy współczuć naszej bohaterce Marion, która do kradzieży została zmuszona przez swoją sytuację życiową? Może jednak szkoda nam bardziej Normana Batesa? Szereg pytań, a żadnej klarownej odpowiedzi.
 
Realizacja filmu. Czarno-biały obraz dodał filmowi niesamowitego klimatu. Sam Hitchcock przyznał, iż musiał zostać nakręcony w takiej jakości, gdyż za dużo byłoby ekranowej krwi. Na pewno na uwagę zasługuje kultowa już dzisiaj scena pod prysznicem. Sam sposób jej realizacji to istne mistrzostwo. Muzyka Herrmanna świetnie wpasowała się do filmu. Następnie aktorstwo. Anthony Perkins jako Norman Bates to jedna z najbardziej niepokojących kreacji w historii kina. Równie dobrze wypadają Martin Balsam, Janet Leigh oraz Vera Miles.

Podsumowując "Psychoza" to film dla ludzi, którzy cenią sobie stare i co najważniejsze dobre kino grozy. Po obejrzeniu obrazu w reżyserii Hitchcocka polecam bardzo dobrą książkę Roberta Blocha pod tym samym tytułem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 52% uznało tę recenzję za pomocną (66 głosów).
piter_sobiecki
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)