Recenzja filmu Książę Persji: Piaski czasu (2010)
Mike Newell

Zabawy w piaskownicy

Od pewnego czasu można zaobserwować artystyczną niemoc w Hollywood. Quentin Tarantino powiedział kiedyś, że wszystko zostało już nakręcone i trzeba to tylko umiejętnie wykorzystywać. Niestety, ...
Filmweb sp. z o.o.
Od pewnego czasu można zaobserwować artystyczną niemoc w Hollywood. Quentin Tarantino powiedział kiedyś, że wszystko zostało już nakręcone i trzeba to tylko umiejętnie wykorzystywać. Niestety, nie każdy filmowiec jest tak zdolny jak wyżej wymieniony jegomość, toteż coraz częściej producenci czerpią pomysły z komiksów, a od pewnego czasu także gier. Szczerze powiedziawszy, widziałem w życiu kilka naprawdę świetnych ekranizacji komiksów, ale dobrego filmu na podstawie gry nie uświadczyłem. Ten temat w kinie był od zawsze domeną Uwe Bolla, czyli człowieka przez wielu uważanego za najgorszego reżysera w historii kina. Jak widać, sytuacja prezentowała się kiepsko. Jednak gdy za film bierze się twórca pokroju Mike’a Newella, można być spokojnym o efekt końcowy, który w przypadku "Księcia Persji" jest naprawdę zadowalający.

"Piaski Czasu" przedstawiają historię księcia Dastana (Jake Gyllenhaal), który podczas jednej z bitew wchodzi w posiadanie tajemniczego sztyletu, dającego właścicielowi możliwość cofania czasu. Wkrótce Dastan odkryje, że komuś bardzo zależy na tym niezwykle cennym artefakcie. Będzie musiał stawić czoło niebezpiecznemu przeciwnikowi i uratować świat przed zagładą. Jak widać, fabuła nie prezentuje się jakoś specjalnie odkrywczo, ale to zupełnie nie przeszkadza w cieszeniu się filmem. Oglądając "Księcia Persji", widać duże wpływy serii o "Indianie Jonesie" i "Piratach z Karaibów". Skojarzenia z piracką epopeją są najbardziej oczywiste, ponieważ jedno i drugie jest sygnowane nazwiskiem producenckiego króla Midasa, Jerry'ego Bruckheimera. Filmowi Newella brakuje jednak kilku elementów, które zaważyły o sukcesie filmów Gore'a Verbinskiego. W "Piaskach Czasu" nie ma tak wyrazistych bohaterów, ani tak wielkiej i wciągającej przygody. Na szczęście film broni się efektownymi sekwencjami akcji, choreografią walk, a przede wszystkim baśniowym klimatem. Można powiedzieć, że miejscami ociera się on o kicz, ale to było z pewnością zamierzone. Dzięki takiemu zabiegowi mamy wrażenie, że oglądamy coś na wzór legendy o dzielnych wojownikach i ich przygodach, przenosimy się do magicznej krainy. Wyszło to po prostu świetnie.

Wyraźnie próbowano zabarwić drugi plan kilkoma dostarczającymi radości postaciami (bardzo fajnie wypadł Alfred Molina jako zagorzały przeciwnik podatków) ale nie wyszło to tak doskonale jak w wielu innych produkcjach spod znaku wielkiej przygody. Pierwszy plan prezentuje się natomiast bardzo przyzwoicie, Gyllenhaal jako książę wypada naprawdę w porządku, budzi sympatię widza, a o to właśnie chodziło.

Można by wbić zęby do kilku dziur w scenariuszu, czy idiotycznych scen, jednak "Książę Persji" to po prostu fajna rozrywka na piątkowy wieczór. Newell nakręcił niezobowiązujący film który nie próbuje udawać produkcji "bergmanowskiej". Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że za rok pewnie nie będę pamiętał, o czym dokładnie była fabuła, ale nie zmienia to faktu, że dobre wrażenie pozostanie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (73 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)