Recenzja filmu Zjawa (2015)
Alejandro González Iñárritu

Zemsta na zimniej

Zemsta jest jednym z najczęstszych motywów w literaturze i w filmie. Od horrorów przez dramaty aż po komedie romantyczne: jest wątkiem, który sprawdzi się wszędzie. W przypadku "Zjawy" jest ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zjawa (2015)
Zemsta jest jednym z najczęstszych motywów w literaturze i w filmie. Od horrorów przez dramaty aż po komedie romantyczne: jest wątkiem, który sprawdzi się w każdej historii. Może być główną osią fabuły, jak w "Kill Billu" czy "Miłości jak narkotyk", ale może być także wątkiem pobocznym popychającym jednak całą akcję do przodu, jak to ma miejsce w "Nagich" czy w sadze "Gwiezdne Wojny". Mścić można się za większe i mniejsze krzywdy; mścić może się absolutnie każdy mniej lub bardziej spektakularnie. Mówi się, że zemsta może być słodka, że jest rozkoszą bogów i że najlepiej smakuje na zimno. Albo na jeszcze zimniej jak to ma miejsce właśnie w "Zjawie".

Akcja filmu dzieje się w XIX wieku w Ameryce Północnej. Główny bohater, legendarny odkrywca i podróżnik Hugh Glass (Leonardo Dicaprio), ma za zadanie doprowadzić bezpiecznie do odległego fortu ocalałych po brutalnym napadzie Indian członków Kompanii Futrzanej Gór Skalistych. Niestety zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia. Poważnie ranny staje się ciężarem dla towarzyszy podróży. Zapada decyzja o zostawieniu go, aby umarł w spokoju pod okiem swojego syna, który jest pół-krwi Indianinem, młodego trapera Jima (Will Poulter) i starego wyjadacza, bezwzględnego człowieka gór Johna Fitzgeralda (Tom Hardy). To intrygi tego ostatniego sprawiają, że umierający Glass zostaje sam bez jedzenia i broni na pastwie zimy, dzikich zwierząt i Indian. Żądny zemsty mężczyzna postanawia zrobić wszystko, żeby przetrwać i odnaleźć człowieka, który zabił mu syna.

"Zjawa" to kolejny revenge movie, którego największą wadą jest niestety przerost formy nad treścią. Iñárritu zaadaptował wydaną w 2002 roku powieść Michaela Punke opowiadającą o losach XIX-wiecznego trapera, który faktycznie przeżył atak grizzly i zyskał tym sławę. Przy scenariuszu historii Glassa pomagał mu specjalista od slasherów (!), Mark L. Smith. Podtytuł książki Punke to A Novel of Revenge; film mógłby również zostać podobnie zatytułowany: The Revenant: A Movie of Revenge. W dziele Iñárritu próżno szukać drugiego dna; widz dostaje za to małą dawkę mistycyzmu i symbolizmu oraz filozofowania o miejscu człowieka w przyrodzie (raz na koniu, raz... w koniu?) oraz pytania o prawo do zemsty (mścić się samemu, a może zdać się na Boga?). Produkcja ma swój rytm, ale ponad dwie i pół godziny seansu daje się widzowi we znaki.

Urzeka za to sposób, w jaki reżyser zdecydował się opowiedzieć swoją historię. Zaczynając od Emmanuela Lubezkiego i jego zdjęć, a na muzyce duetu Sakamoto-Nicolai kończąc, "Zjawa" na wielkim ekranie po prostu zachwyca swoim wizualnym i dźwiękowym dopracowaniem. Lubezki wydobywa z zimowego, górskiego krajobrazu całą jego grozę i piękno, nierzadko stosując ciekawe kąty ujęć i dynamiczną pracę kamery zwłaszcza w scenach akcji. Widokom dzikiej przyrody towarzyszy niesamowity montaż dźwięku (nominacja do Oscara w pełni zasłużona!): szum strumyka, pękające pod stopami bohaterów gałęzie, tętent końskich kopyt czy trzaski ogniska wciągają widza w świat na ekranie niemalże bez reszty. Także muzyka oczarowuje, zwłaszcza klimatyczne dźwięki bębnów czy indiańskich fujarek.

Jeśli chodzi o aktorów, DiCaprio gra bardzo fizycznie, ale tak każe mu scenariusz. Jego jęki, marszczenie brwi, toczenie piany z ust czy wreszcie kuśtykanie wypadają tak realistycznie, że trudno nie uwierzyć w prawdziwość jego bólu (ale podobno naprawdę momentami tylko bezboleśnie marzł). Zachwyca jego charakteryzacja i kostiumy. Jednak jako ojciec i mąż nie wypada przekonująco; kiedy jest na ekranie sam, kradnie całość historii dla siebie, ale w scenach zbiorowych wypada dosyć słabo. Postać Glassa nie "wygadała się" również wystarczająco w przeciwieństwie do Fitzgeralda Toma Hardy'ego: jego charyzma i akcent porywają, a sam Hardy daje pokaz swojego aktorskiego warsztatu, kreując bardzo niejednoznaczną postać do tego stopnia, że trudno w tej roli wyobrazić sobie kogoś innego.

Żeby "Zjawę" oglądało się lepiej, trzeba ją nieco obedrzeć z magii kina. Scena starcia z niedźwiedziem zachwyca bardziej, kiedy "zobaczymy" za efektami specjalnymi kaskadera w zielonym kombinezonie, szarpiącego z całych sił przerażonym DiCaprio. Sam gwiazdor "Titanica" w czasie zdjęć nie brał prysznica przez kilka dni z rzędu oraz będąc zadeklarowanym wegetarianinem, jadł surowe mięso, bo tego akurat wymagał scenariusz i "wejście" w rolę Glassa. Oprócz tego, przy kręceniu filmu zdecydowano się nie używać sztucznego światła, co na pewno było sporym wyzwaniem dla Lubezkiego i jego ekipy.

"Zjawa" to mocne i brutalne męskie kino opowiadające o świecie, w którym nawet cywilizowanym ludziom zdarza się być barbarzyńcami, żeby tylko przeżyć. Przepiękne zdjęcia, niepokojąca muzyka, bardzo dobre udźwiękowienie i świetna gra aktorska niemalże pozwalają zapomnieć o przewidywalności historii: kolejnej z wielu opowieści o zemście. Ale przecież wszyscy lubimy takie historie mniej lub bardziej, prawda?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (70 głosów).
Dai
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie