Recenzja filmu Asy bez kasy (2016)
Jared Hess

Zgubna chciwość

Jeśli zastanawialiście się, jakie znaczenie ma w codziennym życiu ma powiedzenie "Lepsze jest wrogiem dobrego", to macie szczęście. "Asy bez kasy" są znakomitą lekcją poglądową prawdziwości tej ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeśli zastanawialiście się, jakie znaczenie ma w codziennym życiu ma powiedzenie "Lepsze jest wrogiem dobrego", to macie szczęście. "Asy bez kasy" są znakomitą lekcją poglądową prawdziwości tej myśli. Twórcy filmu sięgnęli bowiem po opartą na faktach historię, po czym postanowili ją "ulepszyć". W rezultacie od bólu przepony wywołanego nieustającymi salwami śmiechu, bardziej prawdopodobna jest kontuzja gałek ocznych od ciągłego przewracania oczami na widok wszystkich scen, w których reżyser i tabun scenarzystów zdecydowanie przedobrzyli.


A wystarczyło, że twórcy trzymaliby się prawdy, która stanowi podstawę fabuły "Asów bez kasy". Sama w sobie jest ona bowiem tak szalona i dziwaczna, że gdyby nie fakt, że została udokumentowana w sądzie, to nikt by w nią nie uwierzył. Jest w niej wszystko, co powinna mieć udana komedia: prostego bohatera, który dał się wmanewrować w szwindel na wielką skalę, niewyobrażalną sumę pieniędzy, ukrywanie się w egzotycznych lokacjach, polujących na rabusiów płatnych zabójców i agentów federalnych, a także niezwykły wątek miłosny. Ale Jaredowi Hessowi i spółce to nie wystarczyło. W efekcie więc niemal każdą sekwencję komediową wyśrubowują tak bardzo, że cały humor z nich wyparowuje. Na cud zakrawa fakt, że pomimo ich usilnych starań kilka scen wciąż śmieszy. Nie muszę chyba dodawać, że im prostsza sytuacja, tym zabawniej prezentuje się na ekranie. Szczególnie, kiedy podstawę stanowi absurd. Natomiast za każdym razem, kiedy "Asy bez kasy" próbują kopiować "Kac Vegas" czy "Millerów", dowcip palony jest, zanim jeszcze zdąży do końca wybrzmieć.


Na szczęście bardzo dużo dobrego dla filmu robi jego gwiazda Zach Galifianakis. A stało przed nim trudne zadanie. Scenarzyści zrobili bowiem z Davida chodzący stereotyp komediowego prostaczka. Jest bezosobowym automatem rzucającym sucharami i funkcjonuje jako źródło najbardziej prymitywnych żartów (np. scena w basenie hotelowym). Galifianakis jednak nie dał się wtłoczyć w sztywne ramy wioskowego głupka i z determinacją wartą lepszej sprawy zrobił wszystko, by uczynić postać Davida wyjątkową. I choć nie do końca mu się to udało, to trzeba przyznać, że gra naprawdę dobrze i jest jednym z najjaśniejszych elementów całej produkcji. Widać to szczególnie wyraźnie w przerwach między kolejnymi gagami, kiedy manieryzm postaci, mimika twarzy, akcent mogą w pełni wybrzmieć i zachwycić precyzyjną i przemyślaną grą aktorską.

Galifianakis mógł też liczyć na wsparcie niektórych aktorów drugiego planu. Kristen Wiig jak zwykle nie zawiodła, udowadniając, że jest jedną z tych aktorek, które z niczego potrafią zrobić w miarę interesującą postać. A jednym z nielicznych epizodów, które warto z filmu zapamiętać, może pochwalić się Kate McKinnon. Aktorka w pełni wykorzystała doświadczenie zdobyte w "Saturday Night Live". To wyłącznie dzięki tym aktorom "Asy bez kasy" mimo wszystko potrafią rozbawić. Aż strach pomyśleć, jak zabawną za ich sprawą otrzymalibyśmy komedię, gdyby twórcy dali im trochę luzu i przestali silić się na przekombinowany humor.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 74% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni