Recenzja filmu Spotlight (2015)
Tom McCarthy

"Jak można odmówić Bogu?"

Tom McCarthy serwuje nam prawdziwą filmową ucztę. W perfekcyjny sposób prowadzi nas przez świat zakłamania, bigoterii i hipokryzji w obliczu ludzkiej tragedii. Staje po jednej stronie barykady, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Spotlight (2015)
Film "Spotlight" rozpoczyna retrospekcja z roku 1976. W scenie nieformalnego przesłuchania na posterunku biskup katolicki przekonuję matkę czworga dzieci, jak wiele dobrego kościół czyni dla mieszkańców miasta, i zapewnia, że usunie pewnego księdza z parafii. Dowiadujemy się, że duchowny mówi obecnemu tam asystentowi prokuratora po imieniu. Chwilę wcześniej młody prawnik prosi posterunkowych, żeby trzymali dziennikarzy z dala od całej sprawy.

Rok 2001. Redakcja "The Boston Globe" zatrudnia nowego wydawcę, Marty’ego Barona. Na spotkaniu z jednym z dziennikarzy śledczych, Walterem Robinsonem, okazuje się, że jego zespół – tzw. "Spotlight" – pracuje dość zachowawczo, a wyniki uzyskiwane są zwykle po wielu miesiącach śledztwa. Jak mówi Walter, "The Boston Globe" jest bardziej gazetą lokalną niż pismem o zasięgu ogólnokrajowym.

Po przeczytaniu artykułu na temat księdza, który molestował dzieci w sześciu różnych parafiach na przestrzeni 30 lat, Marty przekonuje redakcję, że ten temat może stanowić przełom i spowodować znaczny wzrost liczby czytelników. Walter, choć niechętnie, zgadza się i razem z trójką kolegów rozpoczyna wnikliwe śledztwo. Rusza machina, która ujawni wiele skrywanych przez kościół, przerażających tajemnic…

W filmie nie ma w zasadzie jednego aktora, który gra pierwsze skrzypce, mamy za to kilku bohaterów zbiorowych. Redakcja "The Boston Globe", a w szczególności dziennikarze śledczy "Spotlight", czyli Walter "Robby" Robinson (Michael Keaton), Mike Rezendes (Mark Ruffalo), Sacha Pfeiffer (Rachel McAdams) i Matt Carroll (Brian d'Arcy James). Księża, niżej lub wyżej postawieni. Wreszcie – ofiary molestowania seksualnego, zarówno te, które poznajemy bezpośrednio, jak i te bezimienne, które, nie mogąc poradzić sobie ze wstydem i upokorzeniem, skróciły męki w jedyny znany im sposób.

Tom McCarthy serwuje nam prawdziwą filmową ucztę. W perfekcyjny sposób prowadzi nas przez świat zakłamania, bigoterii i hipokryzji w obliczu ludzkiej tragedii. Staje po jednej stronie barykady, bo tylko jedna jest właściwa. Nie ma wytłumaczenia dla krzywdzenia ludzi. Nie ma wytłumaczenia dla zamiatania takich przestępstw pod dywan. Nie ma wytłumaczenia dla piętnowania ofiar, które ośmieliły się powiedzieć złe słowo na naszego wielkiego wspaniałego darczyńcę i pośrednika między wiernymi a Bogiem…

Ludzie są istotami ze skłonnością do wrastania w stołek. Czasem potrzeba kogoś z zewnątrz, by otworzył nam oczy i pomógł zrozumieć prawdę, jaka by nie była. Mimo że Marty Baron (Liev Schreiber) nie jest głównym bohaterem filmu, to on daje sygnał do startu. Człowiek z zewnątrz. Żyd. Bezdzietny singiel. Ktoś, kto w niedzielę nie wsiada do najnowszego cudu motoryzacji, by zdążyć na mszę i nie martwi się, czy jego sąsiad rzucił więcej na tacę. Ktoś, kto nie wykupuje sobie miejsca w niebie, tylko dba o właściwe miejsce na ziemi. Dzięki temu wiemy, że jest bezstronny i możemy mu zaufać.

Jakie były reakcje kościoła katolickiego na "Spotlight"? O dziwo, pojawiło się sporo głosów pozytywnych. Watykański "L'Osservatore Romano" podkreślił, że nie jest to film antykatolicki, tylko obraz zawierający niemy krzyk ofiar molestowania o pomoc. Władze archidiecezji bostońskiej również wyraziły się o filmie z uznaniem, podobnie jak niezależna agencja katolicka "CNA" ("Catholic News Agency"). A jak zareagowały polskie media związane z kościołem? Wypowiedź publicystów tygodnika "wSieci" czy portalu "Polonia Christiana" nie pozostawiają złudzeń…

Polecam film "Spotlight" jako rzetelną, wstrząsającą kronikę wydarzeń, która doprowadziła do ujawnienia skandalu pedofilskiego, ale – nie łudźmy się – nie zapobiegnie kolejnym przypadkom molestowania seksualnego popełnianym przez kler i zamiataniu ich pod dywan. Mimo wszystko dziękuję McCarthy’emu i spółce za ich obraz. Wierzę, że otworzy on oczy tym, którzy mają możliwość, by zapobiec dalszemu cierpieniu niewinnych.

P.S. Nie ukrywam, że moje zdanie jest wręcz do przesady subiektywne. Żadna recenzja nie będzie do końca obiektywna. Myślę jednak, że wielu z Was zgodzi się z moim zdaniem i jeśli macie wyjść z kina oburzeni, to nie na twórców filmu, tylko twórców problemu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)