Recenzja filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną (2003)
Marcus Nispel

"Prawdziwa" historia

"Teksańska masakra piłą mechaniczną" z 1974 roku to bez wątpienia klasyka gatunku. Wiadomo było, że na fali powstających remake'ów odnowienie tego filmu będzie kwestią czasu. I tak oto w 2003 ...
Filmweb sp. z o.o.
"Teksańska masakra piłą mechaniczną" z 1974 roku to bez wątpienia klasyka gatunku. Wiadomo było, że na fali powstających remake'ów odnowienie tego filmu będzie kwestią czasu. I tak oto w 2003 roku światło dzienne ujrzał remake pod tym samym tytułem w wykonaniu niemieckiego reżysera, Marcusa Nispela. Jak wypadł film? Czy okazał się lepszy od pierwowzoru? Odpowiedź udzielę poniżej. Pozwolę sobie najpierw jednak streścić fabułę, która rzekomo oparta jest na prawdziwych wydarzeniach.

Piątka przyjaciół wybiera się na jeden z koncertów do Dallas. Przemierzając Teksas, spotykają na drodze dziwnie zachowującą się dziewczynę. Mówi niezrozumiałe rzeczy, po czym popełnia samobójstwo w ich samochodzie. Wstrząśnięci tragedią bohaterowie filmu zawiadamiają tutejszego szeryfa o całym zajściu. Wraz z pojawieniem się stróża prawa zaczynają się ich prawdziwe kłopoty...

Fabuła nie jest skomplikowana, ale taka też miała być, choć od razu widać w niej kilka drobnych zmian w stosunku do oryginału. Oglądając remake, całkowicie wyleciał mi z głowy fakt, że to właściwie powtórka. Rodzina kanibali również uległa zmianie, moim zdaniem była to zmiana na lepsze. Marcus Nispel nie chciał kopiować całości, a układ zdarzeń w filmie ma swoje zwroty. Od samego początku nachodzą widza wątpliwości, kto jest dobry, a kto zły, komu nie można ufać.

Na samym początku jesteśmy świadkami wizji lokalnej prowadzonej przez policjantów w domu psychopatycznej familii. Był to bardzo dobry zabieg, gdyż od razu widz wprowadzany jest w atmosferę niepewności. Od momentu przybycia bohaterów we wskazane miejsce czuć charakterystyczną grozę i momentami osaczenie, bo wiemy dobrze, co niedługo się wydarzy. Muszę dodać, że dość często udzielał mi się stres, a to rzadkość w dzisiejszych horrorach. Klimat, podobnie jak i muzyka, jest tutaj nienaganny. Jedno z drugim nieźle się pokrywa.

Strach osiąga punkt kulminacyjny wraz z pojawieniem się Leatherface’a (Andrew Bryniarski). Postać tego pana uważam za największą zaletę filmu. Od samego początku spodobała mi się jego kreacja. Według mnie to najlepszy Leatherface z dotychczas powstałych części. Wreszcie straszny, rosły i potężnie wyglądający. Bardzo przypadła mi do gustu jego maska, bo w poprzednich częściach były one raczej śmieszne. Bryniarski dobrze odegrał swoją rolę. Na słowa uznania zasłużył także R. Lee Ermey, grający szeryfa Hoyta. Ogólnie rzecz ujmując poziom aktorstwa był przyzwoity, bo reszta może nie wspięła się na wyżyny swoich możliwości, ale źle też nie wypadła.

Co do efektów specjalnych – jest ich niewiele. Oczywiście zwykłego widza niektóre sceny mogą zaszokować, ale weterana efektów gore zupełnie nie wzruszą. Prawdę mówiąc, spodziewałem się ogromnego rozlewu krwi, a dostałem jedną, może dwie mocniejsze sceny, dlatego dziwi mnie choćby fakt, że na Ukrainie horror ten został zakazany przez ministra kultury. Niewielka ilość gore dla mnie nie stanowi ogromnej ujmy dla filmu, ale tytuł w rzeczywistości nie do końca odzwierciedla wydarzenia w nim zawarte. Z tego też względu zwolennicy krwawej jatki poczują spory niedosyt. Cieszę się natomiast, że Marcus Nispel zrezygnował ze słynnej "kolacji", bo nie chciałbym oglądać po raz piąty tego samego. W końcu ile można? Wydarzenia w filmie są przekonywujące i bardzo realistyczne, a uczucie bezsilności narasta z każdą minutą.

Remake "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" nie ustrzegł się jednej, poważnej wady. Niestety powtórnie ogląda się go raczej z obojętnością i bez większych emocji. Właśnie po kilku latach, gdy po raz kolejny zabrałem się za jego oglądanie, poczułem małe rozczarowanie i niedosyt, a entuzjazm całkowicie opadł. Właściwie nie wiem czemu, ale czegoś mi tu zabrakło, a przecież to film stosunkowo świeży.

Trudno uniknąć porównania z filmem Tobe Hoopera. Przyznam szczerze, że mimo iż oba filmy są na swój sposób dobre, to lepiej oglądało mi się remake, gdyż z przykrością stwierdzam, że oryginał się jednak zestarzał. Prawie 30 lat różnicy między tymi produkcjami niestety widać gołym okiem. Młodsza część widowni na pewno od razu sięgnie po film Nispela, pomijając oryginał. Ja mimo wszystko zachęcam jednak do sięgnięcia najpierw po pierwowzór, bo warto mieć własne zdanie. "Teksańska masakra piłą mechaniczną" z 2003 roku mimo wszystko zajmuje miejsce w czołówce remake'ów, jakie dotąd powstały. Jest to także jeden z lepszych horrorów po 2000 roku. 

Byłbym zapomniał - film ma się nijak do prawdziwych wydarzeń, a taka reklama miała na celu jedynie przynieść twórcom większe zyski. Całość luźno oparta jest na historii Eda Geina, który w istocie nikogo nie uśmiercił za pomocą piły łańcuchowej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 74% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Ceglas
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o