Recenzja filmu Ładunek 200 (2007)
Aleksey Balabanov

????'????? ?'??? CCCP

Rok 1984. Pod kolosem nazywanym Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich kruszą się gliniane nogi. Brakuje wszystkiego z żywnością na czele, jedynym na co można liczyć to pędzony po kątach ...
Filmweb sp. z o.o.
Rok 1984. Pod kolosem nazywanym Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich kruszą się gliniane nogi. Brakuje wszystkiego z żywnością na czele, jedynym na co można liczyć to pędzony po kątach samogon. Mimo ziejącej zewsząd beznadziei i ludzkiego nieszczęścia partia trzyma się nadspodziewanie dobrze i uspokaja, że "spowolnienie gospodarcze jest okresem przejściowym". Ameryka wyciąga swoje kapitalistyczne macki coraz głębiej w kierunku Europy Wschodniej. Tymczasem gdzieś na głębokiej prowincji, w okolicach Leninska rozgrywa się dramat ludzki o którym opowiada film Aleksieja Bałabanowa.

Valera (Leonid Bichevin), chłopak córki miejscowego komendanta policji, w nocy przed wyjazdem nad jezioro postanawia pójść na dyskotekę. Spotyka tam przyjaciółkę narzeczonej, Andżelikę (Agniya Kuznetsova). Jadą razem po wódkę do gospodarstwa Aleksieja (Aleksei Serebryakov), nie spodziewając się, że rozpocznie się tam koszmar dziewczyny... Mijają się w drzwiach z przyjacielem wspomnianego komendanta, profesora ateizmu naukowego Artemem (Leonid Gromov), któremu zepsuł się samochód podczas do podróży do Leninska, w odwiedziny matki. Długa rozmowa o Bogu z gospodarzem i późniejsze wydarzenia mocna zachwieją jego dotychczasowym światopoglądem...

Gruz 200 to nie jest film dla każdego. O ile rozpoczyna się łagodnie i zapowiada coś na kształt filmu drogi, z biegiem czasu zaskakuje swoją brutalnością i bezpośredniością. Kilka bardzo mocnych scen ryje głęboko w pamięci, dezorientuje, zamazuje granicę między człowieczeństwem a zezwierzęceniem. W wielu horrorach nie ma scen które prawdziwie widzem by wstrząsnęły, jednak scena gwałtu butelką wódki lub czytania listów nie daje się zapomnieć... Prawdopodobnie nigdy. Bałabanow miele i młóci, nie pozostawia żadnych złudzeń co do natury zła na świecie. może się to wydawać aż przesadzone, wręcz niesmaczne. Może wydawać. Lecz honor trzeba reżyserowi oddać: takie były realia tamtych czasów. Nie żyłem w Rosji przełomu ustrojów jak zapewne większość z nas, lecz z książek, filmów czy wreszcie opowieści innych ludzi wyłania się obraz łudząco podobny do ukazanego w Ładunku. Ulubioną (a w zasadzie jedyną) rozrywką osób starszych były egzystencjalne dyskusje przy kieliszku wódki lub częściej samogonu, młodzi nawet jeśli mogli zaaranżować coś na kształt współczesnych klubów czy dyskotek również częściej kończyli je pociągając z piersiówki. Niezmiennie panująca społeczność patriarchalna z mężczyzną jako głową rodziny, jednak kobiety w większości potrafiły zadbać o siebie, innych i swoje interesy, choćby z karabinem w ręku. Nielegalne bimbrownie wcale tak nielegalne nie są, funkcjonują również pod okiem milicji (kapitana Żurowa, granego przez Alekseia Poluyana). Rosja radziecka tuż przed pieriestrojką jest niesamowicie ponura, nędzna, nie ukazuje żadnych szans dla młodych, widma poprawy dla starych. Również wizualnie sprawia straszne wrażenie. industrialny krajobraz Leninska, niemal całkowity brak zieleni, odcienie szarości jeszcze bardziej potęgują klimat. Film nie pozostawia złudzeń, ukazuje brutalną prawdę o ludziach i kraju.

Duża w tym zasługa aktorów utrzymujących stały i wysoki poziom. I ukazujących przekrój przez całe społeczeństwo. Mamy kapitana Żurowa, naczelnika milicji, do końca wypranego z uczuć wyższych, z wyjątkiem dziwnej miłości do matki. Artem jest zagubionym człowiekiem, poszukującym prawdy i nie do końca rozumiejącym otaczające go sprawy. Córka wysoko postawionego towarzysza, Andżelika, obojętnieje na wszelkie krzywdy, staje się pustą kukłą. I wreszcie genialna rola Serebryakova, jako domorosłego producenta spirytusu, o zasadach niezmiennych i twardych jak jego głowa, o których lubi dyskutować i narzucać innym. Oklaski dla wszystkich, przyłożyli się.

Jedna rzecz nie może pozostać niezauważona. Bardzo dobra robota dźwiękowców pod batutą Mikhaila Nikolayeva. Słyszymy ledwie kilka rosyjskich piosenek, które do tego po pewnym czasie strasznie irytują. Ale czy nie taki miał być właśnie zamiar? Ciekawostką również jest zastosowanie autentycznych taśm z ówczesnych koncertów. Jeszcze raz: realizm, realizm, realizm widać na każdym kroku.

Gruz 200 nie spodoba się wszystkim, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ledwie wąska grupka kinomanów zainteresuje się tym filmem na dłużej. Ale dla nich stanie się filmem kultowym. Obejrzeć go powinni wszyscy, którzy tęsknią za starymi czasami, a każde zdanie rozpoczynają słowami "a za moich czasów to było lepiej...". Czy PRL na pewno tak bardzo różnił się od Rosji Radzieckiej? Czy u nas nie było podobnych, może nawet gorszych dramatów, ile u nas było takich Andżelik, ofiar systemu? Nikt się nigdy nie dowie. Cieszą się, że czasy przedstawione przez Aleksieja Bałabanowa minęły i nie wrócą. Dlatego powtórzę jeszcze raz, jak w tytule...

Dobranoc, ZSRR.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 61% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).
Kruczysko
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o