Recenzja filmu American Beauty (1999)
Sam Mendes

(nie tylko) Amerykańskie Piękno

Sam Mendes niezwykle przekonująco obala i ośmiesza wizję świata pozornie szczęśliwego, pozbawionego najważniejszych wartości. Umiejętnie łączy on potrzebę dotarcia do szerokiego grona odbiorców z ...
Filmweb sp. z o.o.
 Kino kraju pierwszej konstytucji już od dawna przyzwyczaiło nas do napuszonych hollywoodzkich produkcji Nowej Przygody czy niezbyt wyrafinowanych komedii sensacyjnych. Wśród tych tendencji stałe miejsce zajmuje zgrabnie wykreowany familijny obraz „typowej” amerykańskiej rodziny, zamieszkującej ciche, wręcz rajskie przedmieścia, prowadzącej spokojne i szczęśliwe życie. Do tej konwencji w przewrotny sposób nawiązuje reżyser Sam Mendes w swoim dziele "American Beauty" w stylu, który naprawdę robi wrażenie.

Głównym bohaterem filmu jest Lester Burnham, 42-letni mieszkaniec amerykańskiego przedmieścia. Na pierwszy rzut oka zdaje się on mieć wszystko, czego potrzeba do szczęścia: dom, pracę, samochód, żonę i dorastającą córkę. Nie jest jednak szczęśliwy. W domu najważniejsze jest, by nie zabrudzić drogiej kanapy, w pracy, mimo 14-letniego stażu jest lekceważony i uważany za niepotrzebnego, natomiast w rodzinie miłość i poczucie spełnienia już dawno wygasły. Nie potrafi sobie ułożyć relacji z córką, która go nienawidzi i pogardza nim za jego nierozgarnięcie. Nagle jednak życie Lestera zaczyna się zmieniać pod wpływem zauroczenia przyjaciółką z klasy swojej córki…

Niewątpliwie o wartości tego dzieła stanowi gra aktorska, przede wszystkim Kevina Spaceya,  który stworzył jedną ze swych najlepszych kreacji. Udało mu się z prawdziwym wdziękiem odmalować przemianę Lestera z przeciętnego, szarego przedstawiciela klasy średniej, a w dodatku niezguły oglądającej się za nastolatkami, w człowieka o silnym charakterze, zdecydowanego, nie dającego się stłamsić i będącego panem własnego losu. Niewiele ustępuje mu Anette Benig w roli sztucznej, rozmizdrzonej obojętnej na męża żony Lestera. Również Wes Bentley stworzył niezwykle interesującą postać specyficznego młodego dilera narkotyków zafascynowanego pięknem. Przede wszystkim wyraziście napisane postaci i skomplikowanie relacji między nimi (brawa za scenariusz!)  nadaje temu filmowi głębi. Głębię tę podkreśla także oryginalna muzyka Thomasa Newmana: najpierw zabawnie groteskowa, następnie w miarę rozwoju akcji coraz bardziej przejmująca i smutna. Wzmacnia ona wrażenie, jakie wywiera na widzu zmiana konwencji. Atmosfera, początkowo lekko komediowa z tragikomiczną domieszką wraz z postępującą przemianą głównego bohatera gęstnieje i staje się coraz bardziej napięta, nieustannie przypominając nam o zapowiedzianym już na początku, nadchodzącym punkcie kulminacyjnym… Chwyt ten nadaje oryginalności dziełu i sprawia, że mocno zapada ono w pamięć.

Jednak największym atutem filmu jest z pewnością jego przesłanie. Skłania on nas do refleksji nad poszukiwaniem szczęścia w życiu "zwykłym", pozbawionym uczuciowych uniesień czy niebezpiecznych przygód. Dowodzi, że życie takie również może być pełne piękna, jeśli tylko nauczymy się je dostrzegać w zwykłych sytuacjach czy przedmiotach, jak choćby szarpana wiatrem plastikowa torebka. Widzimy również, dobitnie ukazaną, pułapkę bezpiecznego, ułożonego, zamkniętego świata materializmu pozbawionego uczuć, szukających sensu w tym, co kompletnie nieistotne, pułapkę, w którą tak często zapędzają się współcześni ludzie. Krytykując zaślepienie, które każe bardziej dbać o sofę niż współmałżonka, a posiadanie pracy stawia wyżej nad sprawiedliwością i szacunkiem do samego siebie.

Sam Mendes niezwykle przekonująco obala i ośmiesza wizję świata pozornie szczęśliwego, pozbawionego najważniejszych wartości. Umiejętnie łączy on potrzebę dotarcia do szerokiego grona odbiorców z przystępnym przedstawieniem przesłania bliskiego przeciętnemu odbiorcy. Choć śmiejemy się z tego, co widzimy na ekranie, mamy świadomość, jak często ten nieszczęśliwy obraz dostrzegamy wokół siebie. Gorzki śmiech czyni historię bardziej namacalną, a przez to prawdziwie poruszającą. Dlatego "American Beauty" nie jest kolejnym patetycznym pseudo-pouczającym gniotem, lecz doskonałym przykładem mądrego amerykańskiego kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
David98UYI
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (15)

zobacz wszystkie