Recenzja filmu Oszukać przeznaczenie 3 (2006)
James Wong

Śmiertelne nadgodziny

W 2000 roku James Wong nakręcił pierwsze "Oszukać przeznaczenie". Była to pozycja bez większej głębi, jednak miała dość ciekawy pomysł fabularny. Otóż prezentowała zmaganie grupki nastolatków, ...
Filmweb sp. z o.o.
W 2000 roku James Wong nakręcił pierwsze "Oszukać przeznaczenie". Była to pozycja bez większej głębi, jednak miała dość ciekawy pomysł fabularny. Otóż prezentowała zmaganie grupki nastolatków, którzy uniknęli zaplanowanego w niebiosach terminu swego zgonu. Jednak Śmierć się nie poddała i wkrótce zaczęła ich po kolei eliminować. Sam film był typowo letnią, niewymagającą myślenia produkcją, która dostarczała całkiem dobrej rozrywki. Powstały trzy lata później sequel, mimo że powielił schemat oryginału, to wypadł nawet od niego lepiej. Zawdzięcza to głównie efektowniejszym zgonom i bardziej wciągającemu klimatowi. Był to dobry moment, aby zakończyć serię. Niestety producenci uznali, iż na tytule można jeszcze zarobić i tym sposobem powstało "Oszukać przeznaczenie 3".

Schemat fabularny jest identyczny jak w poprzednich odsłonach. Znów mamy grupę młodzieży, która unika katastrofy. Tym razem wizję zwiastującą rychły koniec ich żywota miała Wendy, a wypadek wydarzył się w wesołym miasteczku. To w zasadzie tyle nowości. Potem już tradycyjnie nasi szczęśliwcy wkrótce staną się pechowcami, gdyż na łowy wyruszył najbardziej sumienny pracownik świata...

Trzeba przyznać, iż producenci naprawdę starali się utrzymać poziom, zwłaszcza drugiej odsłony. Do serii wrócili bowiem James Wong i Glen Morgan, czyli twórcy pierwowzoru. Niestety zamierzonego efektu nie osiągnięto. "Oszukać przeznaczenie 3" jest bowiem kontynuacją filmu, który wielu sequeli mieć nie powinien. W zasadzie obraz początkujący serię powinien być jednorazowym, a nie wielokrotnym, projektem. Jego koncepcja wykluczała bowiem wprowadzanie innowacji, a jak wiadomo bez nowości nawet najlepszy produkt, staje się po pewnym czasie nudnawy.

Z ekranu nudą niestety zalatywało. Co prawda byli nowi bohaterowie, ale ich perypetie to zwykłe ksero. Jedyne, co mnie ciekawiło, to sposób w jaki większość z nich pożegna się z doczesnością. Muszę przyznać, iż wszystkie sceny zgonów były  bardzo efektowne. Zarazem są one największym atutem tego filmu. Ten fakt wiąże się oczywiście z dobrymi efektami specjalnymi. Jednak w tego typu produkcjach ten element musi prezentować wysoki poziom.

Z obsady na wyróżnienie zasłużyła Mary Elizabeth Winstead. Na szczęście wcieliła się ona w rolę Wendy. Główna bohaterka więc nie irytuje, co jest kolejnym plusem. Z pozostałych bohaterów jakoś żaden nie utkwił mi w pamięci. Taka sytuacja jest również z muzyką. Podczas oglądania element ten nie przeszkadza i dobrze uzupełnia akcję. Jednak nie ma większych szans, by nawet krótko po seansie pamiętać którykolwiek z utworów.

Kolejnym niedociągnięciem jest fakt oderwania fabuły od poprzednich części. "Oszukać przeznaczenie" i "Oszukać przeznaczenie 2" łączyła przynajmniej postać Clear Rivers, którą grała Ali Larter. Cześć trzecia nie ma takiego powiązania. Jedynie wspomniane jest, iż kiedyś już podobne sytuacje miały miejsce. Jak dla mnie to za mało.

"Final Destination 3" ma jednak jeszcze jedną mocną stronę, choć trzeba na nią patrzeć nieco komediowo i z przymrużeniem oka. Mianowicie chwali, podobnie jak cała seria, sumienność i obowiązkowość. Śmierć jest bowiem pracownikiem, który na każdy dzień ma ściśle rozpisany harmonogram i nigdy się od niego nie miga. Niezwykle dokładnie wykonuje swą pracę, wykazując pełny profesjonalizm. Niestety amerykańska młodzież jest w stanie popsuć każdy plan. Śmierć dzielnie bierze jednak nadgodziny i bez mrugnięcia okiem naprawia swe niedopatrzenie. Widz może się więc nauczyć, iż sumienność i zorganizowanie to podstawa. Co prawda przesłanie to jest okryte dość niezwykłym opakowaniem, jednak ukryty przekaz zasługuje na uwagę.

"Oszukać przeznaczenie 3" miało być ostatnią odsłoną cyklu. Jednak "Oszukać przeznaczenie 4" zawita do kin już w nadchodzące wakacje. Ogólnie część trzecią, mimo schematyczności i przewidywalności, oceniam jako niezłą. Mimo wszystko efektowne zgony zapewniły, iż czas podczas seansu dość szybko zleciał. Poza tym pasja, z jaką Śmierć traktuje swe obowiązki jest naprawdę godna uwagi. Jest to powód, dla którego obejrzę też jej następne nadgodziny, czyli "Oszukać przeznaczenie 4", choć żadnych innowacji pewnie się nie doczekam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Barcelonismo
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o