Recenzja filmu Plotka (2001)
Francis Veber

Śmiesznie, ale nie za śmiesznie

Kino francuskie miewa się ostatnio coraz lepiej. W przeciwieństwie do Polaków, Francuzi uwielbiają chodzić na filmy rodzimej produkcji i bardzo są z nich zadowoleni. Nic w tym dziwnego, skoro to ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Plotka (2001)
Kino francuskie miewa się ostatnio coraz lepiej. W przeciwieństwie do Polaków, Francuzi uwielbiają chodzić na filmy rodzimej produkcji i bardzo są z nich zadowoleni. Nic w tym dziwnego, skoro to z ich kraju pochodzą takie perełki, jak ujmująca za serca "Amelia". Ale już i na tym przykładzie można stwierdzić, że hitem tamtejszych kin stały się obrazy lekkie, łatwe i przyjemne. Do nich także należy "Plotka" - komedia z gwiazdorską obsadą i... dowcipem bez większego polotu.

Głównym bohaterem filmu jest księgowy fabryki prezerwatyw. François Pignon postrzegany jest przez swoich współpracowników jako idiota i nikt za bardzo mu nie współczuje, kiedy roznosi się wieść, że może zostać zwolniony z pracy. Zrezygnowany, niechciany przez ukochanego syna i byłą żonę, chce popełnić samobójstwo, przed czym powstrzymuje go nowy sąsiad zza ściany. Starszy rezolutny pan wymyśla plan intrygi, która pozwoli bohaterowi zachować pracę - jeśli ten będzie udawał homoseksualistę, firma nie będzie mogła go zwolnić, żeby nie psuć sobie wizerunku i nie wyjść w oczach ludzi na dyskryminującą mniejszości seksualne. Podstęp się udaje, jednak nawet jego pomysłodawca nie jest w stanie przewidzieć wszystkich jego skutków...

Mimo wielu znanych nazwisk w obsadzie, aktorstwo "Plotki" nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Choć Daniel Auteuil jest znakomitym aktorem, to jego gra jest tutaj równie monotonna i płaska, co odtwarzany przez niego Pignon. A szkoda, bo jego bohater miał szansę stać się, wbrew jego powierzchowności, znakomitym filmowym materiałem. To ekstremalnie zwyczajny, szary człowiek, nudziarz, który niczym się nie wyróżnia i jest niemalże niewidzialny. Sam zdaje sobie z tego sprawę opowiadając prześladujący go sen: "Śni mi się, że leżę na porodówce razem z moją matką. A lekarz nadal każe jej przeć, bo nie zauważa, że już się urodziłem". Smutne, ale właśnie dlatego późniejsza odmiana losu bohatera mogła stać się niezłą zabawą. Mówi się przecież, iż najlepsze komedie rodzą się z tragedii. A jednak się tak nie stało.

"Plotka" to wyraźnie zmarnowana szansa. W komedii pomyłek ważne jest, by choć trochę zależało nam na bohaterach, inaczej trudno się śmiać, kiedy pokonują piętrzące się problemy. Tymczasem scenariusz sprawia wrażenie zmęczonego i pozbawionego większego polotu materiału. Przepełniony jest zużytymi gagami i dowcipami o gejach, które słyszeliśmy już tysiąc razy w innych filmach. Wydaje się też, jakby reżyser (Francis Veber) sam średnio interesował się swoimi bohaterami, licząc na to, że znane twarze aktorów zrobią za niego całą pracę. Zdecydowanie czułam tu brak pasji i rozsmakowania się w temacie. "Kocham takich szarych ludzików, ponieważ wystarczy, by spłynęło na nich światło słoneczne, a stają się wielcy" - powiedział kiedyś Veber o bohaterze swojego filmu. Nie sposób odnieść jednak zupełnie przeciwnego wrażenia. Z drugiej jednak strony, na początku filmu, mamy niezwykłe nawarstwienie postaci, które, mając coś w sobie, dają nam nadzieję na wypełnienie sobą reszty filmu. A im bliżej końca, jest niestety coraz gorzej. Z momentem zniknięcia z ekranu niemalże karykaturalnego Depardieu, robi się już zupełnie pusto.

Nie skazywałabym jednak tego filmu na zupełną porażkę. Obok paru może nie porażających dowcipem, ale śmieszących widownię sytuacji, możemy tu odnaleźć również jasne przesłanie, mówiące o tym, że w większości przypadków to inni decydują o tym, kim jesteśmy, że nieuniknione jest ich zdanie na nasz temat. Możemy się albo z tym zgodzić, albo przeciwstawić się narzuconym ograniczeniom, jednak zawsze są one obecne. Filmowy Pignon dzień po dniu znajduje siłę, by zmienić swoje nudne życie i równie nieciekawy wizerunek. Zdaniem reżysera, to o wiele bardziej wzruszające, niż pokazywanie historii kogoś, kto ma braterstwo we krwi. Szkoda jednak, że w tym obrazie zabrakło kolorów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 41% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).