Recenzja filmu Dzienniki motocyklowe (2004)
Walter Salles

Święty Che, módl się za nami

Niektórzy ludzie z lewicowych ugrupowań non stop mnie zaskakują. Z jednej strony zarzucają katolikom robienie wielkiego świętego z Jana Pawła II, obie części "Karola, który (po)został..." ...
Filmweb sp. z o.o.
Niektórzy ludzie z lewicowych ugrupowań non stop mnie zaskakują. Z jednej strony zarzucają katolikom robienie wielkiego świętego z Jana Pawła II, obie części "Karola, który (po)został..." nazywając hagiograficznymi dziełkami bez większej wartości artystycznej, a przy tym nie zauważają niczego złego w filmie wznoszącym nad niebiosa Ernesta Che Guevarę - człowieka bezpośrednio odpowiadającego za śmierć wielu ludzi, w tym dzieci, które nie potrafiły sobie radzić z rewolucyjnym terrorem. Mowa tu o "Dziennikach motocyklowych" Waltera Sallesa, z Gaelem Garcią Bernalem w roli głównej.

Fabuła filmu bazuje na książce pod tym samym tytułem, będącej pamiętnikiem z podróży w czasie studiów Guevary po Ameryce Łacińskiej, jaką odbył wraz ze swym przyjacielem Albertem Granado (Rodrigo de la Serna); wspomnienia Alberta to drugie źródło filmu.

W latach pięćdziesiątych XX wieku obaj argentyńscy chłopcy wybrali się starym motocyklem w drogę na północ zwrotnikowo-koziorożcowej części Ameryki. Początkowo traktowali to przeżycie jako przygodę, sprawdzian wytrzymałości i własnych umiejętności. Pod koniec podróży byli już dojrzalsi, zaś młody Guevara był już zaangażowany ideologicznie i marzył o rewolucji w Ameryce Łacińskiej oraz stworzeniu wielkiego państwa obejmującego swą powierzchnią ziemie zamieszkane przez Kreoli (jak on to pięknie ujął - zjednoczonej Ameryki Łacińskiej).

Gra aktorska jest naprawdę znakomita, choć nie dzięki Bernalowi, a de la Sernie. Jego Alberto to postać żywiołowa, ciekawa i dzięki szerokiemu asortymentowi wad (w tym nieposkromionej chuci podsycanej przez zoofilskie opowieści) prawdziwa aż do bólu. Bernal, choć gra dobrze, kopiuje jedynie postać zawartą w scenariuszu: wyidealizowaną, anielsko (choć to sformułowanie raczej by się Che nie spodobało) ludzką, pełną szczytnych ideałów i konsekwentnie je realizującą. Ciekawie wygląda również obraz biedy Ameryki Łacińskiej - niektóre sceny wyglądają jak wyjęte z współczesnego dokumentu, a nie filmu fabularnego o wydarzeniach sprzed pięćdziesięciu lat. Gdyby tylko przymknąć oko na to, że główny bohater to t e n Ernesto Guevara, można byłoby oglądać go spokojnie jako przypowieść o dojrzewaniu, naiwnym młodzieńczym idealizmie i nadziei na lepsze jutro. Przy ocenie tego filmu staram się uwzględnić ten właśnie aspekt, i dlatego w ostatecznym rozrachunku stawiam mu względnie wysoką notę.

Niestety, o przyszłej tożsamości młodzieńca granego przez Bernala nie da się zapomnieć - nie tylko ze względu na dramaturgicznie niepotrzebne wyjaśnienie pochodzenia przydomku 'Che' i entuzjastycznie przyjętą gadkę Ernesta o Zjednoczonej Ameryce Łacińskiej (zapewne spodobałaby się niektórym fanatykom spod znaku dwunastu gwiazd na błękitnym tle), ale i wieńczące film plansze informujące o ponownym spotkaniu Alberta i El Comandante na "wyzwolonej" Kubie, na której wspaniałomyślny Guevara reorganizuje służbę zdrowia.

Mogłabym się rozpisywać na temat zaślepienia Latynosów w przypadku Che i równego mu Fidela, które sprawiło, iż "Dzienniki motocyklowe" są nie mniej, nie więcej, tylko komunistyczną hagiografią. Oddam im jednak sprawiedliwość, pisząc, skąd owa ślepota się wzięła: należy pamiętać, że cały Zachód, z dobrym Wujkiem Samem na czele, wypinał się, wypina i będzie wypinać na biedaków z południa, którzy w wyniku beznadziei swego życia zaczynają uwielbiać każdego, kto przynajmniej wygląda na dbającego o interesy niższych warstw społecznych. Stąd ta miłość wobec Che i jemu podobnym, której chyba już nigdy nie da się wykorzenić. Jest to wina nasza - Zachodu, i nie ma co oburzać się na tego typu filmy, tylko zamiast tego postępować tak, by nie było więcej powodów ich powstawania.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 42% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o