Recenzja filmu Piła III (2006)
Darren Lynn Bousman

Źle odgrzany kotlet

Pierwsza "Saw" była ciekawa. Druga była inna, lecz nadal ciekawa. Trzecia jednak - zgodnie z oczekiwaniami - jest nudna i wtórna. Na trzecią odsłonę serii "Piła" czekałam z wielką ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Piła III (2006)
Pierwsza "Saw" była ciekawa. Druga była inna, lecz nadal ciekawa. Trzecia jednak - zgodnie z oczekiwaniami - jest nudna i wtórna.

Na trzecią odsłonę serii "Piła" czekałam z wielką niecierpliwością. "Piła II" była w moim mniemaniu lepsza od swojej poprzedniczki, toteż miałam nadzieję, że najnowszy rozdział historii Jigsawa nie okaże się gorszy od poprzednika.

Jigsaw oraz Amanda znowu nauczają. Tym razem wybaczania. Kilka lat temu Jeff stracił syna w wyniku wypadku samochodowego. Sąd wymierzył jego zabójcy zaskakująco łagodną karę. Od tego momentu Jeff żyje nienawiścią i żądzą zemsty. Daje mu ją sam Jigsaw zmuszając go do przyjęcia roli pana życia i śmierci kilku osób bezpośrednio związanych ze śmiercią syna oraz procesem sądowym sprawcy. Sam psychopatyczny edukator jest jednak śmiertelnie chory. Kolejną wiec uczennicą staje się Lynn Denlon, wspaniała pani doktor a zarazem znudzona życiem i zaniedbująca rodzinę kobieta. Powierzone zostaje jej zadanie utrzymania Jigsawa przy życiu do momentu, w którym Jeff ukończy swoje próby. Oba wątki rozwijają się jednocześnie, by pod koniec całkiem logicznie się połączyć. Tutaj niestety zalety scenariusza kończą się. Wydarzenia są przewidywalne, dialogi drętwe i pozbawione polotu. Z punktu widzenia potencjalnego widza "Saw" oczekującego hektolitrów krwi dużo ciekawszy wydaje się być wątek Jeffa, który scenarzyści zepchnęli jednak na plan drugi, starając się wpleść trochę psychologii. Nieudanie, ale o tym za chwilę.

Bądźmy jednak szczerzy. Nie o fabułę tutaj chodzi a o krew. W tym przypadku dostajemy niestety kolejne, wielkie rozczarowanie. Nie tak dawno świat obiegły informacje o widzach mdlących w trakcie seansów. Logicznym wiec wydawało się nastawienie na długie ujęcia rozrywanych bądź rozszarpywanych ciał niepozostawiających nic wyobraźni. W filmie uskuteczniono jednakże szybkie ujęcia rodem z MTV, niepozwalające na dosłowne wylanie się na widza wnętrzności denata. Niby mamy tu pomysłowe sposoby uśmiercania, niby ludzie są rozrywani, łamani czy zżerani. Ale co z tego, jeśli jedna z pierwszych scen (rozerwanie korpusu) okazuje się być mniej "mięsista" niż analogiczne rozrywanie pinheadowskimi łańcuchami z sędziwego już "Hellraisera"? Można by sądzić, że taki montaż mógłby mieć na celu działanie na wyobraźnie. Nie znajdziemy tu jednak godnych następców wbijania noża w oko czy wrzucania do dołu wypełnionego strzykawkami z części poprzedniej. Nawet nie spróbuję porównać ich do tych naprawdę mocnych, znanych z innych filmów - choćby rozerwania tirami z "Hitchera" - gdyż zakrawałoby to na najzwyczajniejszą w świecie kpinę. Zresztą, skoro autorzy chcieliby jedynie dawać poszlaki co do tego, co dzieje się z torturowanymi, nie dawaliby tego, co dają. A dają w zasadzie całkiem dużo, jednakże zbyt chaotycznie by lekko zaprawionego w boju widza obrzydzić.

Może więc autorzy przerażenie wywołać chcieli samymi postaciami? Najwyraźniej nie, skoro zaserwowali nam gamę jednowymiarowych i całkowicie przewidywalnych bohaterów. Co gorsza, nie udało im się w żadnym stopniu wzbudzić we mnie jakichkolwiek uczuć względem nich. Nie kibicowałam, nie nienawidziłam. Po prostu, szczerze zwisał mi ich los.

Mamy więc co najwyżej średnią fabułę będącą pretekstem do pokazania mało obrazowych scen śmierci papierowych postaci. Największą jednak wadą "Saw 3" jest "Saw 2". Z dużej perspektywy wydają się być identyczne, lecz w miarę zbliżania wzroku coraz wyraźniej widać, że ostatnia część jest jedynie nieudaną wariacją na temat poprzednika. W części drugiej niemalże ciekawe były wzajemne relacje bohaterów, którzy mieli niemalże realistyczne charaktery. Ale to nie czas ani miejsce na takie dysputy. Tutaj mamy jednego faceta, z którym sympatyzować nie sposób, latającego z pomieszczania do pomieszczenia by chwile pokrzyczeć i pójść dalej. Nie wciąga to w najmniejszym stopniu. W 2 mieliśmy także dwa plany. Tam był nim policyjny pościg dozowany w sensownych, nieusypiających ilościach, tutaj jest nim wysunięty na piedestał interpersonalny konflikt Jigsawa, Amandy oraz Lynn. Konflikt niestety chybiony, gdyż żadna z postaci nie dorobiła się interesującego rysu psychologicznego (nie wspomnę nawet o "realistycznym", bo samo oczekiwanie takowego znacznie powiększyłoby moje zawiedzenie tą produkcją). Mamy tu także zaskoczenie trzymane na sam koniec. Po raz trzeci okazuje się, że jedynie sam Jigsaw panuje nad wszystkim. O dziwo, wprowadzone w marny sposób, działa lepiej niż to poprzednie, nie wzbudzając aż takiego śmiechu politowania nad efektem pracy scenarzysty. W zasadzie jedynym nowym elementem jest zapoczątkowanie procesu ujawnienia przeszłości Jigsawa, który najprawdopodobniej zostanie kontynuowany w częściach kolejnych ("część 4" jest już oficjalnie zapowiedziana, a domena http://www.saw5.com kupiona). Pech chce, że jest to kolejny nietrafiony element źle pracującej maszyny, jaką jest ten film. To właśnie tajemniczość psychopatycznego mordercy była najciekawszym i najbardziej przerażającym elementem poprzedniczek. Najgorszy jest jednak fakt, że nawet gdyby te elementy były dużo bardziej dopracowane (bądź chociaż dopracowane), "Saw 3" i tak nie można by uznać za obraz udany. Skostniała formuła wyraźnie się już przejadła i nie smakowałaby tak dobrze jak do niedawna (choć i tak wtedy nie była żadnym wykwintnym daniem).

Nie wspomniałam do tej pory o aktorstwie, bo w zasadzie nie ma o czym. Po raz trzeci większość ról ogranicza do się do prezentowania dwóch postaw - strachu/skonfundowania oraz umierania. Ludzie pojawiają się na ekranie, błagają o litość, a potem drą się w niebogłosy. Zawodzą jednak role pierwszoplanowe. Nikt nie wybija się na plus, nie wybija się na minus. Robią, co muszą, nie starając się wybić poza ten standard. Jednak jak by nie patrzeć, Tobin Bell (Jighsaw) to nie Anthony Hopkins (Hannibal Lecter z "Silence of the Lambs"), nie dostał także wymagającej roli. Przez cały film leży i powstrzymuje Shawnee Smith (Amanda), która ciągle lata po ekranie próbując ukatrupić stanowczo zbyt spokojną Bahar Soomekh (Lynn).

Niestety sporo scen dotyczących przeszłości bohaterów sprawiało wrażenie wkomponowanych w całość na siłę i pozbawionych większego znaczenia. Tyczy się to zwłaszcza odniesień do pierwszej i drugiej Piły. Mimo paru świetnych konceptów scenariusz wydaje się niedopracowany. Na początku nie widać żadnego wątku przewodniego, akcja prowadzona jest dość niezręcznie, a pojawiające się często dłużyzny potrafią skutecznie zabić klimat. Jednak to nie luki fabularne są solą w oku w przypadku tej produkcji, a swoisty przerost formy nad treścią.

Zakończę może trochę niepoprawnie politycznie. Film zobaczyć można. Nie dlatego, że jest wspaniały, wybitny czy ponadprzeciętny, gdyż taki po prostu nie jest. Jest jednak trzecia częścią kultowej już sagi, kontynuacją jednych z najbardziej wpływowych filmów XXI wieku. Jednak pieniędzy na bilet do kina czy płytę DVD z tym filmem, naprawdę szkoda.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie