Recenzja filmu Wilbur chce się zabić (2002)
Lone Scherfig

Życie, śmierć i bratersko-małżeński trójkącik

Po znakomitym przyjęciu obrazu "Włoski dla początkujących", nagradzanym przez publiczność i krytyków na większości europejskich festiwali filmowych wszyscy z wytęsknieniem oczekiwali kolejnego ...
Filmweb sp. z o.o.
Po znakomitym przyjęciu obrazu "Włoski dla początkujących", nagradzanym przez publiczność i krytyków na większości europejskich festiwali filmowych wszyscy z wytęsknieniem oczekiwali kolejnego filmu Lone Scherfig. Niecierpliwi zostaną już wkrótce nagrodzeni - 14 maja nowy projekt duńskiej reżyserki, zatytułowany "Wilbur chce się zabić" wejdzie na polskie ekrany.

Główny bohater, jak już można domyśleć się po tytule, nie przejawia zbytniej chęci do życia. I choć ma wiele powodów ku temu, by nie rozstawać się z tym światem - obdarzony jest cierpkim poczuciem humoru, który wszyscy zdają się uwielbiać, jest przystojny, co pomaga mu wybierać w kobietach jak w ulęgałkach, ma brata, który mimo przeciwności losu zdaje się wręcz wielbić życie - Wilbur wciąż podejmuje kolejne, na szczęście nieudane próby samobójcze. Dni Wilbura i Harboura, próbujących uratować odziedziczoną po ojcu, upadającą księgarnię toczyłyby się pewnie ustalonym trybem (o ile można nazwać tak funkcjonowanie z osobą, która cały czas planuje targnąć się na swoje życie) gdyby nie pojawienie się Alice - zagubionej, trochę nieporadnej, wiecznie zaspanej ale pełnej wdzięku samotnej matki, która namiesza w głowach obu panom.

Tym razem pani Scherfig opowiada nam historię bardziej melancholijną w tonie, poważniejszą, bardziej wystylizowaną. Nie brakuje tu jednak ciepłego humoru i znakomitych kreacji. W porównaniu z "Włoskim dla początkujących" nowy film wypada jednak trochę blado, momentami razi jego przewidywalność i konwencjonalizm. Choć po przydługim wstępie akcja rozkręca się, fabuła wydaje się interesująca, rzemiosło na wysokim poziomie a role zagrane z wdziękiem, to kiedy wszystko już zostaje opowiedziane i dokończone, w widzu pozostaje uczucie lekkiego niedosytu.

"Wilbur chce się zabić", jako film nakręcony w języku angielskim, ma szansę trafić do szerszej publiczności. Technicznie również zrobiony jest lepiej niż "Włoski dla początkujących", bo twórcy zrezygnowali z czasem trudnych w odbiorze zasad Dogmy. Zabiegi te nie wystarczą jednak do tego, by udało się Lonie Scherfig ponownie podbić miliony serc. Wprawdzie nikt nie powie, że mu się nie podobało, ale "ochów" i "achów" raczej nie będzie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)