Recenzja filmu Dalida. Skazana na miłość (2016)
Lisa Azuelos

Życie wyśpiewane

Azuelos upiekła kilka pieczeni na jednym ogniu. Przede wszystkim film stał się wielkim hołdem dla Dalidy-artystki. Reżyserka pokazała bowiem nieprzebrane bogactwo jej dokonań. Podczas oglądania ...
Filmweb sp. z o.o.
Była piękna i utalentowana. Mając 21 lat została Miss Egiptu. Dwa lata później kochała ją cała Francja. Przez 30 lat fascynowała i zachwycała, zmieniała się jak kameleon i powracała na szczyt. Dziś jej imię nie wszyscy już rozpoznają. Trudno jednak znaleźć kogoś, kto nie słyszałby jej piosenek. A teraz wspaniała Dalida doczekała się nowej filmowej biografii.   


Życiorys Iolandy Cristiny Gigliotti (bo tak naprawdę nazywała się Dalida) jest tak bogaty, że spokojnie wypełniłby kilka sezonów serialu telewizyjnego. Artystka zaznała w swoim życiu wiele szczęścia, ale dotknęło ją również sporo dramatów. Mężczyźni, których kochała, łamali jej serce, lecz sami zazwyczaj tragicznie kończyli. Opowiedzenie o tym wszystkim w filmie kinowym graniczy z niemożliwością. Dlatego też tak ważne było, żeby twórcy mieli pomysł na to, jak "ugryźć" temat. Na szczęście Lisa Azuelos, która jest reżyserką i autorką scenariusza, miała klarowną wizję filmu. I wydaje się, że jej pomysł był najlepszym z możliwych. Nie da się jednak ukryć, że jest to wciąż kompromis, co w sztuce prawie zawsze ma swoją artystyczną cenę.

Reżyserka postanowiła oprzeć film na piosenkach Dalidy. I w realizacji tego pomysłu poszła na całość. W "Dalidzie. Skazanej na miłość" nie pojawia się kilka, czy nawet kilkanaście utworów artystki. Jeśli spojrzycie na ścieżkę dźwiękową, to przekonacie się, że znalazło się na niej ponad 50 piosenek! Są one duszą i ciałem całego projektu. Nakreślają ramy opowieści, napędzają fabułę. Wszystko wynika tu z wyśpiewywanych przez Dalidę utworów. Wybór epizodów z życia artystki i kolejność ich prezentacji podporządkowane są piosenkom, które grają pierwszoplanową rolę.

W ten sposób Azuelos upiekła kilka pieczeni na jednym ogniu. Przede wszystkim film stał się wielkim hołdem dla Dalidy-artystki. Reżyserka pokazała bowiem nieprzebrane bogactwo jej dokonań. Podczas oglądania filmu i słuchania kolejnych piosenek w widzu rośnie zdumienie tym, jak wielki wpływ na współczesną kulturę masową miała ta urodzona w Kairze córka włoskiego nauczyciela gry na skrzypcach. Widz co chwilę będzie się łapał na tym, że rozpoznaje piosenkę, choć mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, że jest to utwór Dalidy.


Wybrana przez reżyserkę struktura pozwoliła jej też stworzyć przekonującą iluzję ciągłości narracyjnej i wewnętrznej spójności. A przecież tak naprawdę "Dalida. Skazana na miłość" składa się z całej serii epizodów, które po prostu są widzom pokazywane bez analizy czy refleksji. Azuelos nie ma czasu na zatrzymanie się na dłużej nad poszczególnymi wydarzeniami, bo czas ucieka, a trzeba pokazać kolejne chwile szczęścia i rozpaczy, momenty artystycznego triumfu i osobistych porażek. Utwory muzyczne pełnią jednak w filmie również funkcję komentarza, są formą refleksji nad losami piosenkarki. 

Choć nie sposób nie docenić sprytu reżyserki, która sprawnie uniknęła zadawania pytań (a przez to i udzielenia odpowiedzi) na temat tego, kim "naprawdę" była kobieta kryjąca się za pseudonimem Dalida, to jednak trudno nie mieć poczucia niedosytu. Biografia artystki obfituje bowiem w wydarzenia, które aż proszą się o głębszą analizę, o zastanowienie się, dlaczego do nich doszło, czemu Iolanda Cristina Gigliotti dokonała takich a nie innych wyborów. Pocieszenie można jednak znaleźć w fakcie, że Azuelos nie poszła drogą setek innych twórców filmowych biografii znanych artystów. Jej "Dalida. Skazana na miłość" to dzieło wyróżniające się własnym stylem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o