Recenzja filmu Hotel Ruanda (2004)
Terry George

100 dni, które wstrząsnęły światem

6 kwietnia 1994 roku samolot przewożący prezydenta Ruandy został zestrzelony w okolicach Kigali. Wydarzenie to stało się początkiem jednego z najdramatyczniejszych wydarzeń w dziejach świata. Na ...
Filmweb sp. z o.o.
6 kwietnia 1994 roku samolot przewożący prezydenta Ruandy został zestrzelony w okolicach Kigali. Wydarzenie to stało się początkiem jednego z najdramatyczniejszych wydarzeń w dziejach świata. Na kolejne 100 dni Ruanda stała się areną krwawej i brutalnej wojny domowej pomiędzy zamieszkującymi ten kraj społecznościami Tutsi i Hutu. Przy całkowitej bezczynności zachodniego świata w Ruandzie śmierć poniosło około miliona osób.

Mimo upływu lat konflikt ruandyjski wciąż wzbudza olbrzymie emocje. Najlepszym tego dowodem są powstałe w ciągu ostatnich lat aż 3 filmy poruszające ten temat. "Shooting Dogs" Michaela Caton-Jonesa, telewizyjny "Czasem w kwietniu" oraz najgłośniejszy z nich, wyróżniony aż 3 nominacjami do Oscara, "Hotel Ruanda".

Bohaterem opartego na faktach obrazu jest Paul Rusesabagina, menadżer luksusowego hotelu Mille Collines. Wykorzystując swoje kontakty i znajomości, przekupując i zastraszając uratował on 1268 uchodźców, przedstawicieli zarówno Tutsi jak i Hutu, którzy schronili się w podległej mu placówce.

"Hotel Ruanda" przez zachodnich krytyków był często porównywany do głośnej "Listy Schindlera" Stevena Spielberga. I jest w tym wiele racji. Nie dość bowiem, że opowiadają podobne historie, to jeszcze robią to w podobny, hollywoodzki sposób.

W filmie Terry'ego George'a ludzie są albo dobrzy, albo źli. Bohaterowie konfliktu są wyraźnie określeni i widz od początku nie ma wątpliwości, komu sprzyjać i czyim losem się przejmować. "Hotel Ruanda" to również chwytające za serce sceny pokazujące rozpacz małych dzieci i ich rodziców, pompatyczne dialogi i podniosła muzyka. Jednak mimo tej specyficznej poetyki, kojarzonej często z hollywoodzkim kiczem, Terry'emu George'owi udało się zrobić film, który nikogo nie pozostawi obojętnym. "Hotel Ruanda" nie tylko wzrusza, ale wywołuje u widzów przerażenie ogromem tragedii oraz obrzydzenie zachodnim, cywilizowanym światem, który z obojętnością przyglądał się masakrze. 

Po pokazie filmu na festiwalu w Berlinie część krytyków zarzucała reżyserowi tendencyjność. Nie da się ukryć, że Terry George wyraźnie opowiada się po jednej stronie nie zgłębiając w swoim dziele korzeni i przyczyn konfliktu pomiędzy Tutsi i Hutu. Koncentruje się na ludziach i ich tragediach. Jednak w przypadku tego filmu i tego tematu takie postawienie sprawy jest jak najbardziej zrozumiałe. "Hotel Ruanda" to bowiem nie tylko poruszająca historia wyjątkowego człowieka, ale przede wszystkim ostrzeżenie i pacyfistyczny apel o to, żeby tego rodzaju wydarzenia nie miały już miejsca.

Film wywiera ogromne wrażenie na widzach nie tylko dzięki historii, jaką opowiada, ale również doskonałym kreacjom aktorskim, z których dwie - Dona Cheadle'a w roli Paula oraz Sophie Okonedo w roli jego żony Tatiany - zostały wyróżnione nominacjami do Oscara. Doskonale wypadł również Nick Nolte w roli pułkownika sił ONZ Olivera - postaci wyraźnie inspirowanej na osobie generała Romeo Dallaire, dowódcy pokojowych sił stacjonujących w 1994 roku w Ruandzie.

W polskich kinach "Hotel Ruanda" nie cieszył się dużą popularnością. W pierwszy weekend film zgromadził niecałe 3 tysiące widzów, czyli bardzo mało. Mam jednak nadzieję, że dzięki wydaniu DVD sięgnie po niego znacznie więcej osób. Obraz Terry'ego George'a naprawdę na to zasługuje. 

Na płycie oprócz filmu znajdziemy również zwiastun, materiał o filmie, relację z planu zdjęciowego oraz kilka krótkich wywiadów z Donem Cheadle, Sophie Okonedo, Terrym Georgem i Paulem Rusesabaginą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (92 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o