Recenzja filmu Intacto (2001)
Juan Carlos Fresnadillo

Aż żal, że przeszedł bez echa w naszych kinach

Czym jest szczęście? Przypadkową kombinacją najróżniejszych czynników wywierających pozytywny dla nas skutek? Może tylko ułudą? Naszą wiarą w rzeczy niemożliwe, nieprawdopodobne. Religią, w którą ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Intacto (2001)
Czym jest szczęście? Przypadkową kombinacją najróżniejszych czynników wywierających pozytywny dla nas skutek? Może tylko ułudą? Naszą wiarą w rzeczy niemożliwe, nieprawdopodobne. Religią, w którą wierzą ludzie na całym świecie, której stajesz się wyznawcą wygrywając w bingo czy też przeżywając wypadek samochodowy. Czy też jest ono przypisane do niektórych osób, którym wszystko się udaje lepiej niż innym? Juan Carlos Fresnadillo przekonuje nas o tej ostatniej możliwości.
Główni bohaterowie tego filmu dostali od losu drugą szansę. Łapiąc za rękę swych bliskich nieświadomie odebrali im szczęście by samemu móc przetrwać. Przeżyć wypadek lotniczy to jeden przypadek na milion, to, że akurat my z całego samolotu jest jak jeden do 237 pasażerów. Tylko jeden mężczyzna przeżywa katastrofę lotniczą. Jest nim Tomasz poszukiwany przez policję. W szpitalu lekarze zauważają u niego ukryte pod koszulką pieniądze. Mężczyzna ten staje się osią akcji filmu. Jak widać los jest ślepy i niesprawiedliwy, w wypadku giną matki, ojcowie i dzieci, a przeżywa tylko on.
Żyd Samuel (grany przez bardzo dobrego aktora Maxa von Sydowa) jest największym „szczęściarzem” żyjącym na ziemi. Od ponad 30 lat nikomu nie udaje się z nim wygrać w obłąkańczej grze o wszystko. Gra, szare piwniczne ściany, puste pomieszczenie, na środku ustawione dwa fotele, pomiędzy nimi rozciągnięta folia, dwóch wybrańców losu i rewolwer z jedną pustą komorą... Prosty sposób by sprawdzić swe szczęście.
Samuelowi udaje się przeżyć obóz koncentracyjny jako jedynemu dziecku z baraku. W czasie II wojny światowej Niemcy urządzili sobie swoistą loterię, gdy w baraku pozostało tylko 50 dzieci. Codziennie wywoływali numer wytatuowany na przedramionach, albo nawet dwa... Pozostali tylko on i chłopiec o imieniu Kamil. Gdy otworzyły się drzwi baraku nieświadomie łapie go za rękę, zamyka oczy i modli się o to by nie był to jego „szczęśliwy” numer... Szczęście, które mu się wtedy przytrafiło pozostawia na jego barkach ogromny ciężar, ciężar śmierci wszystkich dzieci z baraku i pierwsze zdjęcie. Jest to fotografia siostry Kamila.
Wiele lat później przygarnia i wychowuje on u siebie Federico, chłopca, który przeżył trzęsienie ziemi. Jednak, gdy ten chce odejść Samuel odbiera mu jego szczęście. Nie spodziewa się, że ten „syn marnotrawny” wróci...
Zaczyna poszukiwać innego „szczęściarza”, który pomoże mu w zemście. Odbywają się różnego rodzaju nielegalne zakłady tylko dla wybrańców, którzy biorą udział w różnych grach. Do nich to właśnie Federico szuka chętnych. Kartą przetargową w zakładach o to komu dopisze większe szczęście stają się nie tylko materialne domy, konie, samochody, dzieła sztuki, ale także zdjęcia osób. Osób, które utracą swe choćby najmniejsze szczęście na rzecz zwycięzcy. Taka gra daje nie tylko porządnego ogromną dawkę adrenaliny, ale także zastrzyk gotówki. Najwięksi z „szczęściarzy” będą mieć możliwość zagrania w podziemiach kasyna z Żydem o największą stawkę.
W akcji dramatu pojawia się też Sara - policjantka, która poszukuje Tomasza. Zbiegł on ze szpitala z pomocą Federico. Od tego momentu akcja nabiera tempa. Okazuje się, że nawet Sara należy do „szczęśliwców”. Wyszła ona cało (nie licząc blizn na piersiach) z koszmarnego wypadku samochodowego w którym straciła męża i córeczkę.
„Intacto” będąc dobrym filmem pokazuje, że europejskie kino z powodzeniem potrafi obronić się przed falą tandety formatu X-men, czy Resident Evil. Scena biegu „szczęśliwców” pośród drzew zrobiona oszczędnie bez zbędnych ujęć wpadających na nie ludzi (amerykanie nie przepuściliby takiej okazji do pokazania tych scen w setkach zdjęć w zwolnionym tempie z wielu kamer). Specyficzna atmosfera stworzona przez reżysera potęgowana montażem, a także scenami bez dźwięku. Fabuła pokazuje nam inny świat, świat ludzi dotkniętych szczęściem. Jednak nie potrafią oni poradzić sobie w pełni z tym fartem. Czują się winni, że to oni przeżyli. Film daje nam szansę spojrzenia na życie, gdzie szczęście staje się ciężarem dla swych wybrańców, uratowanych przez los. Pokazuje nam, iż nawet oszustwo może komuś uratować życie (Tomasz tuż przed odlotem okłamuje swoją narzeczoną jakby podświadomie przeczuwał katastrofę mówi, że już jej nie kocha).
Film wart polecenia z wielu względów od gry aktorskiej (wiele drobnych gestów czy też spojrzeń aktorów nabiera po obejrzeniu większego znaczenia) przez fabułę aż po klimat w jaki nas pogrąża w kinowej sali. Reżyser Juan Carlos Fresnadillo nie na darmo otrzymał za ten film nagrodę Goya Awards. Ukazał nam, że szczęście jest czymś co można odebrać przez dotknięcie czy też zdjęcie. To przesłanie nie nastraja nas zbyt optymistycznie. Wiele scen wstrząsa człowiekiem i pozostawia tą drobinkę w umyśle, która kiełkuje po wyjściu z mrocznej sali kinowej. Trzeba się zastanowić czy to nowe spojrzenie na fart nie jest aby prawdziwe.
Nie dajcie sobie zrobić zdjęcia, nie dotykajcie nieznajomych. Szczęście też można ukraść! Możesz przestać już to czytać. Już Cię nie kocham...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
sarna23
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry