Recenzja filmu Pojutrze (2004)
Roland Emmerich

A co gdyby nie efekty?

Nie sposób dojść, czemu Amerykanie są tak rozmiłowani w kinie katastroficznym. Jedno jest pewne: dzięki temu mamy dobrą i "wielką" rozrywkę. Nic się nie zmienia w przypadku najnowszego filmu ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Pojutrze (2004)
Nie sposób dojść, czemu Amerykanie są tak rozmiłowani w kinie katastroficznym. Jedno jest pewne: dzięki temu mamy dobrą i "wielką" rozrywkę. Nic się nie zmienia w przypadku najnowszego filmu Rolanda Emmericha "Pojutrze".

Ziemi grozi nowa epoka lodowcowa. Tak głosi główny bohater filmu - klimatolog Jack Hall. Przepowiada, że może to nastąpić za 100 lub nawet 1000 lat. Jednak wszystko wskazuje na to, że pogodowa apokalipsa zdarzy się lada dzień. W oceanach gwałtownie spada temperatura, huragany niszczą miasta, a na Tokio spada grad wielkości sporych owoców cytrusowych. Lecz to dopiero początek kłopotów: najlepsi amerykańscy klimatolodzy przepowiadają spadek temperatury znacznie poniżej minus 100 stopni w ciągu kilku dni, a przeżyją tylko ci, którzy udadzą się na południe lub zostaną w domach i będą palić, czym się da, by ogrzać swoje organizmy. W takie wersje nie chce uwierzyć rząd USA, i dopiero, gdy mogą namacać te kataklizmy, zarządzają ewakuacje.

Tak w skrócie wygląda fabuła "Pojutrza". Nieprawdopodobne? Może i tak, ale ileż to już razy słyszeliśmy z ust naukowców o raptownej zmianie klimatu w ciągu najbliższych setek lat. Już teraz każdy z nas może odczuć, że lato jest coraz bardziej gorące i nie do zniesienia. Efekt cieplarniany się zbliża. A gdyby został przyśpieszony i miał się zacząć pojutrze?

Z takiego właśnie założenia wyszli scenarzyści filmu. Jednak żeby wszystko stało się bardziej rzeczywiste, jak zwykle w takich filmach, otrzymaliśmy bohaterów z różnych sfer. Każdy kataklizm jest pokazywany z punktu widzenia innego człowieka. Człowieka tego już w dalszej części filmu nie widzimy, ale to nam pozwala się z nim właśnie zidentyfikować. Może to zabrzmieć paradoksalnie, ale przecież ci ludzie są tak samo mało ważni jak my, i gdybyśmy to właśnie my znaleźli się w takim zagrożeniu, to zostalibyśmy tak samo zapomniani, jak ci filmowi maluczcy ludzie. Całości musi oczywiście dopełnić prezydent USA, wraz ze swoimi współpracownikami, a to po to, żebyśmy poczuli, że ta sprawa jest naprawdę wielkiej wagi. Ale tego nam wcale nie trzeba, efekty specjalne mówią wszystko.
Kto wie, może to właśnie one grają w filmie "Pojutrze" główną rolę. Trzeba jednak przyznać, że casting wygrał odpowiedni kandydat, bo tak oszałamiających zdjęć dawno nie widziałem. Kiedy patrzyłem na ekran, czułem się jak w środku huraganu, tornada. Byłem pewien, że odlatuję wraz z ptakami i bałem się, że spadnę, gdy ujęcia robione były ze szczytu Statuy Wolności. Niedawno, gdy na ekranach kin królował "Władca Pierścieni" pomyślałem sobie, że już nic wspanialszego nikt nie wymyśli, że wszystko będzie powielaniem schematów, mocno się jednak zaskoczyłem. W filmie Emmericha wieje świeżością (przynajmniej jeśli chodzi o efekty specjalne).

Niestety sama fabuła jest już tak utarta, że czasami aż nudna. Musimy oczywiście zobaczyć rodzinę, w której ojciec nie ma czasu dla dzieci. Cały kataklizm jednak prowadzi do nieszczęścia i trzeba ratować domownika. Sytuacja zaś pozwala się przemienić bohaterom na lepszych i wszystko koniec końców ma happy end. Mimo to jednak jest w tym jakiś sens. Może właśnie dla tego Amerykanie kochają filmy katastroficzne, by odbyć wyimaginowaną podróż do odnowienia moralności pyszałkowatego i zadufanego w sobie narodu. Ciekawie czy jest to zabieg świadomy, czy tylko mechaniczny.

Gra aktorska niczym się nie wyróżniała. Nie było jednak złych odtwórców swoich ról. Bardzo porządnie odwalili robotę Dennis Quaid, czyli filmowy Jack Hall oraz jego syn Sam, grany przez Jake'a Gyllenhaala. Według mnie ponad pozostałych wybił się nieznacznie Ian Holm, który grał Terry'ego Rapsona.

"Pojutrze" to film dobry, ale bez przebłysków geniuszu (no, może po za efektami specjalnymi). Mam tylko nadzieję i proszę Boga, żeby to, co zobaczyłem w kinie, nie stało się prawdą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
zebro
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie