Recenzja filmu Dlaczego nie! (2007)
Ryszard Zatorski

A dlaczego niby tak?

"Dlaczego nie!" to trzecia już z kolei komedia romantyczna Ryszarda Zatorskiego. Wszyscy doskonale pamiętamy film "Tylko mnie kochaj". Reżyser pokazał tam, że jak mało kto potrafi banalną ...
Filmweb sp. z o.o.
"Dlaczego nie!" to trzecia już z kolei komedia romantyczna Ryszarda Zatorskiego. Wszyscy doskonale pamiętamy film "Tylko mnie kochaj". Reżyser pokazał tam, że jak mało kto potrafi banalną opowieść opowiedzieć w zabawny sposób. Lekkość, z jaką porusza się po baśniowym świecie utopijnej miłości dwójki bohaterów, idealnie trafiła w oczekiwania polskich widzów. Widzów, którzy na co dzień muszą radzić sobie z codziennymi problemami. Taka odskocznia w kolorowy, pełny szczęścia świat dodaje im siły. Wprowadza w stan euforii pełen beztroskiego szczęścia. I widz nawet nie myśli, że za 2 godziny będzie musiał powrócić do szarej rzeczywistości.

Podobnie sytuacja wygląda w filmie "Dlaczego nie". Za jego sprawą przenosimy się w świat reklamy, reflektorów i zabawy. Młoda ambitna absolwentka ASP zatrudnia się w firmie cateringowej. Jej marzeniem jest jednak praca w agencji reklamowej. Ma głowę pełną pomysłów, jest pełna pasji i zapału do pracy. Niestety mimo wszystko nie udaj jej się wybić. Na jej drodze wyrastają kolejne przeszkody - głównie w postaci ludzkiej.

W filmie możemy zobaczyć ulubionych polskich aktorów. A to dlatego, że nie był przeprowadzany "klasyczny" casting, tylko producent ogłosił plebiscyt i obsadę wybierało społeczeństwo. Wygrał Zakościelny i Kożuchowska. Główną rolę kobieca dostała jednak Ania Cieślak - aktorka młodego pokolenia. Widać twórcy uznali - całkiem słusznie - że pani Małgorzata może być mało wiarygodna jako osoba, która dopiero co skończyła studia.

Mamy więc wszystko, czego potrzeba, by zrobić dobrą komedię. Niestety nie wyszło. Całą fabułę można przewidzieć po kwadransie. Wszelkie próby zaskoczenia widza legną w gruzach już na samym początku. Film nie zaskakuje, nie porywa, nie śmieszy. No może kilka razy pojawił się gdzieś grymas uśmiechu na twarzy, ale to zdecydowanie za mało.

Widać wyraźnie, że reżyserowi brak było pomysłu, jak nakręcić ten film. Na samym początku mamy reklamę ścieżki dźwiękowej. Z ekranu jeden po drugim atakują nas przeboje. I w tym koktajlu muzycznym zupełnie pogubił się pan Zatorski. Kolejne sceny to mozolna walka artysty z własną niemocą. Nie pomaga w niej słabiutki scenariusz. Do tego drewniana gra aktorów. Zalotne trzepotanie rzęsami, czy żenujące uśmieszki to za mało, by kupić sympatię widzów. Fakt - Ania Cieślak jest osobą pełną wdzięku i niesamowicie pozytywnej aury, ale jako aktorka zupełnie się tu nie sprawdza. O Maćku Zakościelnym nie będę pisał. Przecież wiadomo, że zazdroszczę mu urody, wdzięku, kasy i sławy, o uwielbieniu kobiet nie wspominając. Jego występ więc przemilczę.

Reasumując - film jest dość marną próbą wykorzystania po raz kolejny tego samego pomysłu. Obraz ten mimo kilka zabawnych sytuacji nie pozostaje w pamięci na dłużej. Z ekranu wieje nudą i absurdem (nie będę się znęcał i nie wspomnę o licznych błędach reżyserskich; które z łatwością wyłapie niejeden widz.) A szkoda, bo jako patriota marzę o czasach wielkości polskiego kina. Może jeszcze nadejdą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o