A ja myślałem, że moje dowcipy są kiepskie

Tytuł to jedna z wielu zostających w pamięci kwestii, jaką w "Mrocznym rycerzu" wypowiedział Joker. Sam film jest dotychczas bezkonkurencyjnie najlepszym obrazem o Człowieku-Nietoperzu. Stanowi więc idealne przeciwieństwo "Batmana i Robina", czyli produkcji, która była rzekomo o Batmanie, a samego Batmana w niej nie uświadczyłem.

Tym razem niestrudzony obrońca Gotham będzie musiał stawić czoło Mr. Freeze'owi. Jego celem jest zaprowadzenie na terenie całego miasta drugiej epoki lodowcowej. Na domiar złego, sprzymierzył się on z Trującym Bluszczem, kobietą równie piękną, co śmiertelnie trującą (i to dosłownie). Mroczny Rycerz, w tym starciu, też nie będzie jednak zdany wyłącznie na siebie. Zyskał bowiem wspólnika w postaci Robina. Co więcej miasto wzbogaca się wkrótce o kolejnego ochroniarza, tym razem płci pięknej, Batgirl...

Przed "Batmanem i Robinem" światło dzienne ujrzał "Batman Forever". Oba filmy wyszły spod ręki Joela Schumachera. Jest on dobrym rzemieślnikiem, jednak przygoda z Człowiekiem-Nietoperzem będzie do końca jego kariery pokaźną rysą w CV. Schumacher objął stołek reżyserki po Timie Burtonie. Paradoksalnie doszło do tego z powodu aż za dobrej pracy Burtona. "Powrót Batmana" dla większości rodziców okazał się bowiem zbyt mroczny i zaczęli oni protestować. Studio zmieniło więc koncepcję serii z ponurej i rzeczywiście mrocznej na kolorową baję. Tak więc "Batman Forever" był początkiem końca Batmana, natomiast recenzowany film całkowicie go pogrzebał.

Już po opisie fabularnym możemy się domyślić, że nic nie jest w tej produkcji na swoim miejscu. Przede wszystkim w oczy rzuca się nazbyt duża liczba postaci. Trio obrońców i tyleż samo złoczyńców (Trujący Bluszcz ma jeszcze pomocnika). Zdecydowany przerost formy nad treścią. Dodatkowo wszystkie postaci mają kostiumy barwniejsze niż stroje w kinie Bollywood. To wszystko sprawia, że na ekranie panuje istny chaos. Po prostu kompletna wolna amerykanka bez żadnych ograniczeń. To był ekspresowy skrót wszystkich mankamentów. Teraz rozwinę po kolei każdy wątek.

Jednym z niezliczonych minusów "Batman i Robin" jest aktorstwo. Ten element wypadł wręcz beznadziejnie. George Clooney pasuje do ratującego życie chirurga bądź zmagającego się ze sztormem rybaka, jednak w roli Batmana kompletnie się pogubił. Był sztywny, jakby mu wepchnięto pod kostium kij bambusowy, a choćby za odrobinę naturalności, obiecano go nim zdzielić całą serią batów. Nie lepiej zaprezentował się Chris O'Donnell. Jednak nie można było niczego innego oczekiwać. W końcu Robin był uczniem i pomocnikiem Batmana. Skoro więc sam mistrz prezentuje się drętwo, to uczeń musi być jeszcze sztuczniejszy. O'Donnel osiągnął ten wynik bez najmniejszych kłopotów. Przyszła kolej na największe męskie rozczarowanie. Arnold Schwarzenegger w roli głównego złoczyńcy wypadł równie słabo. Nie będę się jednak na nim rozpisywał. Za bardzo lubię aktualnego Pana Gubernatora. Omówiłem męską część obsady, więc pora przejść do żeńskiej. Od razu powiem, że poziom zera absolutnego został zachowany. Uma Thurman wypaczyła kreację Trującego Bluszczu do granic możliwości. Odniosłem wrażenie, że wszyscy aktorzy założyli się, kto zagra najgorzej. Jeśli tak było, to naprawdę trudno mi wskazać zwycięzcę. Rola Batgirl, w którą wcieliła się Alicia Silverstone, w ogóle jest dla mnie zbędna. O poziomie aktorstwa już nie będę pisał. Nie chcę się n-ty raz powtarzać.

Teraz muzyka. Chyba muszę zainwestować w aparat słuchowy, gdyż ścieżki dźwiękowej  w ogóle nie pamiętam. Zastanawiam się, czy w tym całym bałaganie, wzięto ją chociaż pod uwagę. Zresztą mniejsza z tym. "Batman i Robin" nie ma kompletnie nic do zaoferowania. Muzyka dostosowała się poziomem do reszty.

Batman zwany jest też Mrocznym Rycerzem. Opowieści o nim powinny być więc mroczne. Tymczasem "Batman i Robin" to przesycona kolorami bajeczka. Paleta barw jest nieskończona, co spowodowało, że miałam dość tego przesytu po kilku początkowych minutach. Jeśli bowiem chciałbym pooglądać tęczowy kicz, w dodatku mistrzowsko zaserwowany, to sięgnąłbym po inne kino, choćby po bollywoodzkie "Czasem słońce, czasem deszcz" czy Burtonowskiego "Charlie'ego i fabrykę czekolady". Niestety przepych widoczny jest w każdym kadrze "Batmana i Robinna". Stanowiło to jeden z wielu czynników całkowitej klęski tego filmu.

Kolejnym jest humor, który w ogóle nie śmieszy. Nie śmieszy dlatego, że w ogóle nie powinno go być. Batman to nie jest komediowy bohater. Inna sprawa to fakt, że nawet gdyby nim był, to przedstawione żarty i tak by się nie sprawdziły. Są one wyjęte prosto z rynsztoka i nie mają szans rozbawić widza.

Przepych kolorów, marny humor, zbyt wiele postaci... Wszystkie te czynniki powodują, że na ekranie panuje kompletny zamęt. Chaos sięga apogeum zaraz na starcie i utrzymuje maksymalny poziom do samych napisów końcowych. Miałem wrażenie, że na planie w ogóle nie było reżysera. Najgorszy jest jednak fakt, że w gruncie rzeczy Schumacher wywiązał się ze swego zadania. Producenci od samego początku chcieli bowiem, by ten film był infantylny i "potłuczony" pod każdym względem.

Kostiumy również są okropne. Oczywiście wdzianka Batmana i Robina znów mają sutki (sic!). W ogóle są robione pod kątem masowego upodobania homoseksualistów. Krótko mówiąc: wyglądają beznadziejnie. Ubranko przywdziewane przez Arnolda jest równie kiepskie, jednak spośród wszystkich chyba najlepsze. Żeńskie kostiumy projektowano natomiast z myślą o masowych erekcjach napalonych nastolatków. Pewnie niejedna nastąpiła, zwłaszcza przy zbliżeniach Silverstone. Kostium Thurman pewnie też rozbudził popęd niejednego dzieciaka, jednak on raczej ustępuje przebraniu Batgirl. Jakie by jednak nie były upodobania amerykańskiej młodzieży, jeden fakt pozostaje niezmienny. Wizja onanizującego się pryszczatego nastolatka, tylko dodatkowo mnie zniesmacza. Brrr.

Zanim przejdę do zakończenia, parę słów poświęcę ostatniemu czarnemu charakterowi. Mam na myśli Bane'a, czyli pomocnika Trującego Bluszczu. W polskiej wersji językowej jego imię przetłumaczono jako "Zguba".  Zgubą był pewnie mózg osoby, która wpadła na ten "genialny" pomysł. Wracając do samej postaci. W całym komiksowym uniwersum Batmana, Bane był jedynym antagonistą, który złamał Człowieka-Nietoperza. Złamał go w sensie dosłownym, a dokładniej jego kręgosłup. W filmie Schumachera jest on natomiast bezmózgim, posłusznym jak baranek mutantem. Spartaczenie tej postaci pewnie niejednego fana Mrocznego Rycerza odesłało na oddział intensywnej terapii.

Tytułowe zdanie mogą z ulgą wypowiedzieć wszyscy, którzy uważali się za złych komediantów. Schumacher, wypuszczając "Batmana i Robina", stał się autorem najgorszego dowcipu w historii. Ten żart uśmiercił Batmana na długie lata. Zresztą nie ma się czemu dziwić, bowiem  "Batman i Robin" jest totalnym nieporozumieniem. Osobiście zaraz po seansie jedyne, co chciałem zrobić, to umieścić w Arkham każdego, kto przyłożył rękę do tej profanacji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (62 głosy).
Barcelonismo
ocenia ten film na:
1/10 nieporozumienie

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • awksom

    zgodzę się z fragmentem o Bane'ie- zrobienie z Niego bezmózga to absurd !!

  • Krystian2001

    Nie zgodzę się co do tego, że "Mroczny rycerz" to najlepszy film o Batmanie, gdyż do filmów Burtona jest mu daleko. Co do samej recenzji to się w pełni zgodzę :)

  • Scorpion89

    Przeczytałem recenzję, przeczytałem komentarze. No cóż owszem każdy ma prawo do własnej opinii, ale jak już nie ma się merytorycznego uzasadnienia dlaczego ta recenzja jest słaba to lepiej zamilknąć. I oczywiście do grupy filologów polskich, których rażą błędy ortograficzne; Ludzie wymyślcie coś lepszego a nie czepiajcie się szczegółów, bo pewnie sami poprawnie po polsku pisać nie umiecie. Niestety jak ktoś nie ma merytorycznych argumentów, to zawsze napisze, że błędy, że styl, że słaba. Dobrze, że większość w tym i ja wyznaje filozofię Yebiemnieto i na takich "pryszczatych onanistów" nie zwraca uwagi. Reasumując: jeśli chcecie coś komentować to róbcie to merytorycznie a nie w stylu "Nie, bo nie".

  • aklime16

    Świetna recenzja, uśmiałam się. Znalazłam ranking, w którym "Batman i Robin" jest najgorszym filmem wszechczasów. Dzięki tej recenzji już wiem dlaczego.

  • Archespor

    Z przykrością dołączam się do echa przedmówców - bardzo słaba, bardzo irytująca recenzja, pełna błędów natury wszelakiej. Czytałem chwilę wcześniej recenzję tego samego filmu napisaną przez innego użytkownika (http://www.filmweb.pl/user/Bialy_Pielgrzym/reviews/Mroczny+rycerz+zaszywa+si%C4%99+w+cieniu-6298). Wiele stwierdzeń, a nawet sformułowań jest łudząco podobnych, zupełnie jakbyście się konsultowali przy pisaniu swoich tekstów. Nie chcę być złośliwy, ale unikaj takich błędów i popracuj nad stylem, bo jeszcze nie raz nasłuchasz się nieprzyjemnej krytyki...

  • Piotrek4

    wysłałem formularz z poprawą kilku błędów ortograficzych i interpunkcyjnych i poprawą estetyki. Strony żeńskiej / męskiej, której używasz na przemian pisząc o sobie nie będę poprawiał, gdyż nie wiem czy żeś chłop czy kobita.

  • Vito_Corleone

    niestety, recenzja dopasowała się do poziomu całego filmu.

  • rdy102

    Widzę ze nie tylko mnie złości pisanie że ,, Mroczny rycerz ,, jest bezkonkurencyjnym filmem o Batmanie . Zrozum że nawet jeśli Ty tego nie widzisz to konurencja jest bardzo duża bo Batman i powrót Batmana są uważane przez wielu w tym i mnie za sto razy lepsze , mroczniejsze , mniej dziecinne oraz sprawniej zrealizowane od Mrocznego Rycerza . Do tego Batman Burtona miażdzy od strony plastycznej Mrocznego Rycerza . Więc jakim cudem bezdyskusyjnie skoro właśnie na ten temat z tobą dyskutuje a w komentarzu pod moim Domarka piszę że woli filmy Burtona .

  • domarka

    bardzo kiepska recenzja, jezeli chodzi o warstwe jezykowa. Ewidentnie masz probelmy ze swobodnym formuowaniem zdan (brzmi jak notka z Twojego dzienniczka z podstawowki). Bylam autentycznie zdziwiona poczatkiem Twojej tzw.,,rcvenzji"- dark knight bezkonkufencyjnie najlepsxym z dotychcasowych batmanow? Dobrze, ze nie zastapiles slowa dotych., slowem bezdyskusyjne, bo chyba padlam bym trupem! Pierwsze dwi burtonowskiee czesci z lat 90 to arcydziela. Komiks, ktory mogl zostac potrakotowany lekko, a jego historia powierchownie, zostac przez Butrona przeksztalcony w krzywe zwierciadlo, odbijajace komiksowe odpowiedniki zloczyncow zyjacych daleko poza granicami Gotham City.

  • sober69

    "A ja myślałem, że moje dowcipy są kiepskie." Owszem, są. Logicznym działaniem byłoby powstrzymywanie się od ich wygłaszania. "Cały czas piszę o sobie w rodzaju męskim (...)" Jesteś pewien/pewna? Radzę przeczytać jeszcze raz. :-) "Paleta barw jest nieskończona, co spowodowało, że miałam dość tego przesytu po kilku początkowych minutach." "(...) błędów ortograficznych nie ma" Gratuluję kategorycznego stwierdzenia, które nie ma pokrycia w rzeczywistości... "W ogóle są robione pod kontem masowego upodobania homoseksualistów." Widzisz błąd czy mam go wskazać palcem? Pominę niesmaczny komentarz dotyczący preferencji seksualnych widzów... Popełniasz niesamowitą ilość błędów stylistycznych. Szyk zdań sugeruje, że język polski nie jest twoim językiem ojczystym. Pod względem językowym prezentujesz poziom podstawówki, ale tam też nie zrobiłbyś furory... Nie będę się znęcał nad sferą merytoryczną, ale musisz wiedzieć jedno: jest źle. Jako całokształt, muszę uznać twoje wypociny za najgorszą recenzję, jaką przeczytałem na portalu filmweb.pl. Gratuluję! I błagam... Nie pisz więcej! Przeczytaj lepiej jakąś książkę...

  • enzo07

    Bardzo dobra recenzja, popieram spostrzeżenia autora w całej rozciągłości.

  • Barcelonismo

    Cały czas piszę o sobie w rodzaju męskim, błędów ortograficznych nie ma. Radzę przeczytać jeszcze raz.

  • krakgregorreal

    Hmmm... Raz piszesz o sobie w rodzaju męskim, raz w żeńskim, pełno błędów stylistycznych,szyk zdań i ortografia bez komentarza, powtarzasz się. Krótko mówiąć: nie najlepiej. Musisz przysiąść nad następną recenzją. Co do kwestii merytorycznych, to też nie jestem fanem tego fimu, ale wydaje mi się, że ocierasz się o przesadę w swojej krytyce ;).

  • mjelensky

    komentarz o homoseksualistach nie na miejscu

  • mjelensky

    To był zabójczy żart.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: