A priori

  • recenzja kinowa Dekalog I (1988)
Krzysztof Kieślowski nie wierzył w istnienie Boga. Prawda, że banalnie zaczynam tę recenzyjkę, analizkę, jednak odnoszę wrażenie, iż widzowie często zapominają lub nie wiedzą o tym fakcie. Oczywiście każdy ma prawo do ściśle personalnego odbioru dzieła, gdyż ono staje się niezależne od twórcy z chwilą zaprezentowania szerszej publiczności. Często zdarza mi się, jednak, słyszeć, jakoby reżyser chciał pokazać, do czego prowadzi stawianie sobie maszyny za Boga, w czym jeszcze utwierdza ich pierwsze przykazanie: Jam jest Pan Bóg twój, który cię wyprowadził z niewoli egipskiej, nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Moim zdaniem Kieślowski obserwuje tu ludzi wierzących w różne rzeczy. Krzysztof ufa bezgranicznie komputerowi, wszelkie błędy dokonane prze z niego są wynikiem braku danych, nieuwzględnienia czegoś przez człowieka. Jego siostra Irena twierdzi, że on nie wierzy w Boga, bo dość szybko się zorientował, że wiele rzeczy można policzyć. Ona z kolei tłumaczy wszystko, czego nie rozumie boskim planem. Głębszym metafizycznym zamierzeniem. Pośrodku tego wszystkiego jest Paweł, syn Krzysztofa. Chłopiec, który powoli dorasta i odczuwa potrzebę wiary w coś. By to wszystko miało sens, by nie kończyło się jedynie zamknięciem oczu na wieczność. Przeraża, go myśl, jakoby nic potem nie było. Bo po co to wszystko? Jednocześnie widząc zaufanie ojca do maszyny, w domu i podczas wykładu jest przekonany o nieomylności maszyny. Ojciec rozumie, że maszyna nie wie wszystkiego, lecz jego syn ze swą młodzieńczą naiwnością już nie. Jest wyraźnie zaskoczony, gdy komputer nie wie co się śni jego matce. Ciotka stara się to wytłumaczyć, lecz chłopak nie do końca rozumie. Oczekuje konkretów. Prostych odpowiedzi. Pójdzie na lekcje religii, jednak czy nie doznałby rozczarowania, gdyby zapytał Boga o to co się śni mamie? Bo On nie odpowie tak jakby tego chciał, powiedzą, że nie wsłuchał się w Jego głos. Paweł jest rozdarty, gdyż maszyna przyzwyczaiła go do konkretów. Nie zastanawiania się, czego wymaga religia. To jest pierwsza część opowieści. Opowiedziana z punktu widzenia dziecka, poszukiwacza wartości i nadziei.

Dalej go już nie ma.

Zniknął pod lodem.

Poznajemy punkt widzenia Krzysztofa w sytuacji kryzysowej. Znika jego syn. Wyczerpuje więc wszystkie metody mu znane, by go odnaleźć. Gdy to zawodzi, musi poddać się nadziei, iż jego syn nie zginął. Zatem czeka. Czy się modli? Nie wydaje mi się. Raczej wyrzuca sobie zbytnie zaufanie do maszyny i danych, że nie uwzględnił jakiegoś parametru, bo inaczej do tego by nie doszło. Gdy już nie ma wątpliwości, co do losu swego dziecka, idzie do kościoła. Najczytelniejszy przekaz jest taki, że jak trwoga to do Boga, lecz czy na pewno?

Kieślowski zdaje się mówić, że każdy potrzebuje w coś wierzyć, co pozwala mu egzystować, wyjaśnić jakoś zachodzące zjawiska. Irena wierzy w Boga. Krzysztof wierzył w nieograniczone możliwości komputera. Po śmierci syna, chyba dalej wierzy, jednak zdał sobie sprawę z własnej ułomności, która nie pozwala mu pamiętać o wszystkim, każdej ewentualności. Zatem czy wierzył w maszynę, czy w siebie? Teraz musi żyć ze świadomością, iż pycha doprowadziła do wyrzutów sumienia. Jesteśmy tylko ludźmi, więc nie jest nam dane wiedzieć wszystkiego. Nie umiemy żyć normalnie z tak poważną skazą na psychice. Ale mamy Boga. O ile łatwiej jest być, jeśli tłumaczy się coś boskim zamysłem. Czymś abstrakcyjnym i niezależnym od nas. To nie moja wina, że lód się załamał. Bóg tak chciał. To było zapisane. Krzysztof zatem idzie przed dom Boga z wściekłością i bezsilnością. Przewraca ołtarz, świece lądują na posadzce.

Odnoszę wrażenie, iż reżyser stawia tezę. Wiara jest potrzebna każdemu do życia, niczym powietrze. Nie jest istotne w czym pokładamy nadzieję, ale to jest nasz cel w życiu. Jedni chcą myśleć, jakoby ich twórczość była wartościowa, skłaniała do przemyśleń, refleksji nad samym sobą i otaczającym światem. Inni chcą usprawiedliwienia dlaczego: "One by one, only the good die young?", jeśli wolno mi zacytować utwór Queen. Są też tacy jak Paweł, którzy muszą wiedzieć, że to wszystko nie jest na marne. Po coś tu jesteśmy i coś będziemy z tego mieli, gdy skończy się doczesność. Człowiek musi w coś wierzyć, a cytowane już pierwsze przykazanie tylko to potwierdza. Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną.

"Cudzych".

Każdy człowiek jest indywidualnością, nie powinien wierzyć, jak mu się każe, ale jak czuje. Wie, czego mu do życia trzeba, jednak należy też umieć wytyczyć granicę między fanatyzmem, a żarliwością.

Czy Krzysztof był fanatyczny? Nie, ale jego syn w swoim bezkrytycznym postrzeganiu zdolności maszyny w jakimś stopniu tak. Oczywiście, dostrzegał brak duchowości maszyny, jednak nie zdawał sobie sprawy z jej innych ograniczeń. Nie znaczy to oczywiście, iż po lekcjach religii stałby się fanatykiem religijnym, wojującym endekiem, lecz młody człowiek reaguje przeważnie emocjonalnie, jest niecierpliwy i sceptycyzm w jednych sprawach zastępuje naiwnością w innych, przy czym wymaga konkretów. Wszystko zdaje mu się proste, a starsi to komplikują. Sam często popełniam ten grzech. Wynika z tego jedynie to, że Paweł wstąpił na drogę poszukiwań, prawdopodobnie wybrał by coś pośredniego między Bogiem a Komputerem, lub zarzucił całkowicie oba wyjścia na rzecz trzeciego. W tym jednak przypadku nie dowiemy się tego.

Tertium non datur.

Chłopak umarł przez naiwność swoją, pychę ojca, który nie potrafił mu wyjaśnić należycie osobliwości maszyny, i pomimo uczęszczania do kościoła.

Umarł za wiarę?

Swoją?

Całej trójki?

A może po prostu czasem dzieje się coś, na co nie mamy wpływu i nie ma to nic wspólnego z Bogiem, Maszyną, Wiarą? Tak już jest, a nasze emocje dyktują nam wyjaśnienie abstrakcyjne, bo potrzebujemy wytłumaczenia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (57 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o