Recenzja filmu Noc żywych trupów (1968)
George A. Romero

Absolut, zunifikowane prawo i praojciec przyszłego "zombizmu"

Kilkanaście lat po II wojnie światowej wraz z wzrastającym poczuciem obywateli "Zachodu" spełniania się  tzw. "American Dream" , Hollywood zaczyna intensywnie wchodzić w  erę, prawie że inwazję ...
Filmweb sp. z o.o.
Kilkanaście lat po II wojnie światowej wraz z wzrastającym poczuciem obywateli "Zachodu" spełniania się  tzw. "American Dream" , Hollywood zaczyna intensywnie wchodzić w  erę, prawie że inwazję filmów z gatunku science-fiction czy horrorów, które z perspektywy współczesnego często "młodzieżowego" widza wydają się proste, śmieszne i  pozbawione tych koniecznych efektów specjalnych . Począwszy od  kultowej "Zakazana Planeta" z 1956r. , przez "Plan dziewięć z kosmosu" z 1959r. ,a skończywszy na najlepszej książkowej adaptacji Jack Finney "Inwazja Porywaczy Ciał" z 1956r., lata 50-te właśnie takimi dziełami jak te  przygotowywały ludzkość na teoretycznie możliwą interakcję z  czymś nieznanym,  z pozaziemskimi  Istotami, które wtedy a nawet dużo wcześniej – dzięki pamiętnej wywołującej panikę wśród słuchaczy  audycji radiowej, którą nadawał  czytający "Wojnę Światów" H.G.Wellsa  w  1938r. Orson Welles,   – nazwano "Marsjanami". I tak, popularność filmów fantastyczno – naukowych niosących ze sobą przesłanie typu "A co by było gdyby …" wzrastała i nawet  w pewnym momencie doszło do tego, że ku światu zwróciła się "Noc żywych trupów" George A.Romero – produkcja, w której jakimś dziwnym sposobem zwyczajni małomiasteczkowi obywatele stają się katatonikami pragnącymi mordować i "spożywać" żywych ludzi. Zmarli "powstają z grobu" i  opanowują  cały glob. Tak rodzi się legenda, tak rodzi się ,"Noc żywych trupów" – absolut i zunifikowane prawo samo w sobie, praojciec przyszłego "zombizmu".

Agresywni ludzie, którzy w dziwnym pierwotnym szale atakują swoich rówieśników pożądając ich mięcha i krwi, to nie są już przykładowi sąsiedzi z ulicy znad przeciwka. To istoty, które kiedyś nimi byli. Poszarzałe, rozpadające się  monstra "wstały z grobu"  i w 1968r. nawiedziły tysiące kin wzbudzając konsternację i strach w umysłach wszystkich widzów. Romero dał im coś co przełamywało Tabu i wywracało pojęcie "życia" do góry nogami. Ofiarował im "Noc żywych trupów" - porażające surowością dzieło, w którym  śmierć była  dopiero początkiem i na niej los pierwiastka człowieczeństwa się nie kończył. Szaro-biały, z cudowną głęboką i wypełniającą całą produkcję muzyką obraz tego amerykańskiego reżysera , który w połączeniu z surowością i graficzną prostotą swego  przekazania, był jest i będzie dziełem kanonicznym oraz protoplastą współczesnych i późniejszych kinowych projekcji o powłóczących nogami istotach, skrzeczących dzikim jazgotem,wydobywającym się z nadgnitej i napitej robactwem krtani.

George A. Romero – a trudno to przyjąć do wiadomości, zamiast powiedzieć "jest" - był fenomenalnym i przełomowo myślącym, jeśli chodzi o kreację horrorów: reżyserem i scenarzystą. To z jego i John A.Russo pióra - wyszło niespotykane, a później wręcz kanoniczne dla widowiska grozy niniejsze omawiane przeze mnie dzieło. To tym filmem, tym "zombizmem" - czyli rozkładającymi się wiecznie "powstałymi z grobu" na wskutek nieznanej nauce przyczyny i pragnącymi krwi i ludzkiego mięcha monstrami ,o cmentarnej zazwyczaj cerze - Romero otworzył nową epokę kina grozy, thrillerów z dreszczykiem, i przy okazji w jakimś stopniu zasiał ziarno pod wątek post-apokalipsy. Film ogląda się wyjątkowo, gdyż otoczeni zewsząd kolorową, wysokiej jakości teksturą telewizją, dostajemy coś co  jest czarno-białe, bez koloru. Przyzwyczajonym do hollywoodzkich obrazów napakowanych efektami specjalnymi widzom, trudno będzie wczuć się w sam nastrój produkcji, poczuć grozę i  "zombie"  zaciekle atakujących ocalonych - choć słowo "zombie" nie powinno się w przypadku tego filmu z 1968r. używać. To określenie jest zastrzeżone raczej dla obrazów zgniłych, ropiejących karykatur człowieka z współczesnego kina czy seriali takich jak: " The Walking Dead", "Fear The Walking Dead", a pełnometrażówek : "World War Z" ; "Jestem Legendą" ; Remake’u z 1978r. "Świt Żywych Trupów" z 2004r. , czy innych.

Ten prawie 50-letni protoplasta wszystkich krwiożerczych horrorów i w jakiś sposób na pewno inspiracja dla późniejszych "slasherów", zwraca swoją uwagę poprzez role aktorskie w nim przydzielone. George A.Romero nie bał się jako jedną z głównych postaci obstawić czarnoskórego aktora: Duane Jones grający Bena,  a pamiętajmy w jakich czasach kręcono ów film. Twórca ten w swoim popkulturowym "dziecku” - bardzo ambitnym obrazie, stworzył coś co po prostu trzeba obejrzeć, a jeśli jest się fanem "chodzących trupów, zgniłków, zgniluchów" czy jakkolwiek to skarykaturowane "coś" można by nazwać, produkcji tej nie można ominąć. Proste efekty, niski budżet i Zombie, które przypominają bardziej  postacie z podkrążonymi oczami, rozciągniętym pomiętym ubraniem i zbyt dużą koszulą nocną lub prześcieradłem zarzuconym na ciało niż gnijące, przeżarte do kości i kierujące się pierwotnym "gadzim" instynktem jestestwa, są surowym pierwotnym i szczerym obrazem, który może być o wiele, i to o wiele razy bardziej porażający niż "krwawe" współczesne wersje. "Noc Żywych Trupów" z 1968r. to wciąż żywa legenda, a z powodu śmierci Romero, którą jestem osobiście poruszony, postanowiłem, że  obejrzę to swoiste Credo każdego "zombie-fana" autorstwa wyżej wspomnianego genialnego amerykańskiego artysty. I tak zrobiłem, i tego widowiska doświadczyłem ,a teraz go recenzuję i podzielam się z wami moją oceną i jego analizą. 


Bez względu na to kiedy oglądało się  "Noc żywych trupów" – czy to w latach 60-tych czy ówcześnie, to na pewno widz miał dziwne, złowrogie wrażenie gdy jego oczom ukazywały się pierwsze momenty produkcji. Samochód sunący się po asfaltowych zawijasach, zmierzający zwężającą się "Cemetary Road" ku cmentarzowi. Gdy Barbra (Judith O'Dea) wraz z kierowcą wysiadają z auta by złożyć kwiaty na grobie jej ojca, niespodziewanie co nie okazuje się żartem, atakuje ich będący w transie, dziwnie blady, cały w obdartym ubraniu mężczyzna. Barbra jakoś zdążyła się wydostać spod dobierającego się do jej ciała agresora. Tego niestety nie można było powiedzieć o jej towarzyszu. Pchnięty przez stwora upada i uderza okolicą skroni w kant nagrobka. Niestety, umiera. Wyglądający jak wyssany z tlenu, pokryty popiołem człowiek goni roztrzęsioną kobietę, aż do małego domku nieopodal, drewnianej odosobnionej klitki. Życie ratuje jej tam wspomniany wyżej Ben (Duane Jones), który pomaga jej  dostać się do środka budynku. Rozpoczyna się gra o przetrwanie, a jej ważnym elementem stanie się intensywna współpraca, której na początku jakoś  nie wtórował zbytnio Harry Cooper (Karl Hardman), próbujący usilnie przejąć obowiązki "macho", samca Alfa wszystkich ocalałych. Potem nadarza się jednak okazja ucieczki w postaci małego furgonu stojącego przy dystrybutorze paliw blisko prowizorycznego schronu garstki ludzi. Na około pojazdu jest zbyt dużo "żywych trupów".  Maszyna momentalnie staje w płomieniach a znajdujący się w niej Tom (Keith Wayne) i Judy (Judith Ridley) natychmiast giną.


"Noc żywych Trupów" daje zaczątek post-apokaliptycznym produkcjom, gdyż to właśnie w tym odważnym dziele oprócz walki garstki społeczności z napierającą na nią hordą "nieumarłych", poprzez speakera z lokalnych wiadomości, których na telewizorze uważnych słuchali ocalali, dowiadujemy się o punktach ratunkowych – wydzielonych bezpiecznych obszarach;  "gulach" żywiących się ludzkim mięsem, którzy powstają gdy niepogrzebane zwłoki wracają do życia oraz przyjmujemy do wiadomości doniesienia o częściowo pożartych ofiarach. Mózg człowieka przechodzi okropne przeobrażenie na wskutek – nie jak zazwyczaj w popkulturze nieznanego nauce wirusa tylko -  nastawienia się organizmu na intensywne kosmiczne promieniowanie. Zamienia się w pragnące krwi i ludzkiego mięcha monstrum.

I tak moi mili, warto było poświęcić swój czas, uczcić pamięć George A. Romero i doświadczyć - co jest niesamowite - początków, prawie że "ery jaskiniowej" ogółu produkcji ukazujących chodzące trupy i próby wytłumaczenia co je takimi stworzyło.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
buskowianka
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)