Recenzja filmu Mr. & Mrs. Smith (2005)
Doug Liman

Akcje na wakacje

"Pan i pani Smith" jest "pełną wersją" wyświetlanego parę lat temu serialu pod tym samym tytułem. Główne role zagrali wtedy Scott Bakula i Maria Bello. Fikcyjne małżeństwo było przykrywką dla ich ...
Filmweb sp. z o.o.
"Pan i pani Smith" jest "pełną wersją" wyświetlanego parę lat temu serialu pod tym samym tytułem. Główne role zagrali wtedy Scott Bakula i Maria Bello. Fikcyjne małżeństwo było przykrywką dla ich szpiegowskiej działalności, w której nie mieli sobie równych. Autor filmu kinowego, Doug Liman ("Tożsamość Bourne’a") trochę fabułę pozmieniał, gdyż żadne z małżonków nie pojęcia, co do ukrytej profesji drugiego. Jane i John tworzą jeden z wielu związków, w które wkrada się nuda. Spotykają się tylko na kolacji i śniadaniu, ich szaleńcze uczucie gdzieś po drodze się wypaliło. Jednak, gdy szefostwo zleci im to samo zadanie, poznają swoją prawdziwą tożsamość.

Dwie megagwiazdy Hollywoodu, dwie osoby przez wielu uznawane za najpiękniejsze na naszej planecie, musiało więc dojść do lawiny plotek. Tyle tylko, że w pewnym momencie ta lawina zalała cały film. Ludzie nie szli do kin po to, by zobaczyć efekt aktorskiej pracy, ale po to, by na własne oczy przekonać się, czy rzeczywiście coś między nimi zaiskrzyło. Ta niezdrowa fascynacja oczywiście pozytywnie przełożyła się wyniki finansowe, ale czy o to tutaj chodzi? Jeśli takie sytuacje będą się powtarzały, to gdzie skończy kulturalna rola kina? Mam na myśli oczywiście ogół, ponieważ "Mr. & Mrs. Smith" jest filmem typowo komercyjnym, w którym na próżno doszukiwać się jakichkolwiek pobudek artystycznych, ale jeśli droga do kina będzie usłana stosem brukowców, to "strach się bać".

Losy szpiegowskiej pary są jednym z tych gatunków, do których używanie mózgu jest zbyteczne, który służy wyłącznie lekkiej (wakacyjnej) rozrywce. Jednak całkowite dyskwalifikowanie i ocenianie tego filmu przez pryzmat sztuki byłoby błędem i mijałoby się z celem. W tym przypadku trzeba podnieść poziom własnej tolerancji i patrzeć na ten "obraz" z przymrużeniem oka. Szczególnie realizm historii, w którym skala nieprawdopodobieństwa jest miejscami bardzo wysoka. Jeśli jednak wyzbędziemy się wszelkich obiekcji, co do tego rodzaju opowieści, czeka nas wspaniała zabawa. Zabawa, która płynie zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz ekranu, gdyż twórcy nie ukrywają charakteru i przeznaczenia ich produktu. Od początku do końca uświadamiają nam, że nie mieli względem filmu żadnych wyższych aspiracji, a ich głównym celem było poprawienie naszego samopoczucia. Na warsztat wzięto, więc dwa sprawdzone w podobnej tematyce hity: "Wojna Państwa Rose" i "Prawdziwe Kłamstwa", po czym dobrze je wymieszano, przyprawiając gwiazdorską obsadą. Przepis na koktajl gotowy. Jednak ten płyn, choć zalatuje wtórnością, smakuje dobrze i na dodatek nie zwraca się po projekcji. Brad i Angelina bawią się powierzonymi im rolami, co ważne nie ograniczają się do wyglądu i wyraźnie odczuwają erotyczną przyjemność z gry. Do tego kilka naprawdę kapitalnych scen (wspólna kolacja), w których mąż i żona próbują się wzajemnie wyeliminować, bardzo dobra strona techniczna, ciekawe dialogi i sporo śmiechu. Jednym słowem mieszanka w sam raz na wakacje.

"Pan i Pani Smith" to idealna propozycja dla zmęczonych pracą i innymi obowiązkami ludzi, którzy chcą najzwyklej w świecie odpocząć. Mimo powyższej ironii naprawdę dobrze, że powstał taki film, bo jedną z gałęzi kina jest przecież także rozrywka, a w tej dziedzinie państwo Smith znajdują się wysokiej półce.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 30% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)