Recenzja filmu Lepiej późno niż później (2003)
Nancy Meyers

Ano "starość nie radość"...

Sam koncept, na którym oparto akcję tego filmu, był nawet śmieszny: oto Mirian, córka głównej bohaterki, Eriki (Diane Keaton), przyjeżdża na weekend do letniego domku rodzicielki z nieco ...
Filmweb sp. z o.o.
Sam koncept, na którym oparto akcję tego filmu, był nawet śmieszny: oto Mirian, córka głównej bohaterki, Eriki (Diane Keaton), przyjeżdża na weekend do letniego domku rodzicielki z nieco podstarzałym "narzeczonym", Harrym, lat 63 (Jack Nicholson), co budzi w mamie pewien (w pełni zrozumiały) niesmak. Ona sama jest dość znanym dramaturgiem, kobietą inteligentną, niezależną. Od rozwodu z nikim się nie umawiała, wolała skryć się przed światem w bezpiecznej przystani swej pracowni. Natomiast Harry - wręcz przeciwnie, nieprzerwanie i nieustannie umawia się z dużo młodszymi od siebie dziewczętami i uchodzi za playboya, unikającego jak ognia stałych związków oraz kobiet, które przekroczyły 30-tkę. Sam uważa się jeszcze za "ogiera" (bo niby taki "stary, ale jary"). Dla Eriki jest natomiast jedynie kolejną, szowinistyczną świnią - i kobieta żałuje od pierwszej niemal chwili, że nie ma możliwości pozbycia się go z życia swojej córki... Wszystko dodatkowo komplikuje fakt, że Harry w pewnym momencie (no cóż, podczas namiętnego pocałunku z Mirian) dostaje nagle... zawału. Trafia do szpitala, gdzie przystojny lekarz, Julian (Keanu Reeves), któremu Erica od razu wpada w oko, zaleca mu pozostać gdzieś w okolicy, najlepiej w miłym i przyjaznym otoczeniu. W taki oto sposób Erica i Harry lądują znowu pod jednym dachem, tym razem sami, bo córka musi po weekendzie wrócić do pracy.

Reszta jest już bardzo przewidywalna, a zakończenia filmu można się domyślić już po 20 minutach. Z jednej strony wydaje się, jakoby starano się tu zachować pewien realizm (choć nie pozbawiony dozy komizmu), czego przykładem może być scena intymna, podczas której Erica zapytana: "A co z antykoncepcją?", odpowiada z uśmiechem: "Menopauza". Z drugiej jednak strony - inne aspekty dotyczące, że tak powiem, problemów zaawansowanego wieku nie zostają w ogóle poruszone. No może z wyjątkiem zawału Harry’ego.

Zostaje tu przy okazji poruszony temat przemijania. Fakt, że świat się zmienia, a my razem z nim, jest chyba dla wszystkich więcej niż oczywisty. Choć nie każdy potrafi to zaakceptować. Mężczyźni, widząc u siebie pierwsze objawy starzenia, porzucają wierne i kochające żony, po czym szukają sobie młodych dziewcząt, mających potwierdzić ich męskość i atrakcyjność...

Dla mnie jednak cała ta historia nie brzmi wiarygodnie. Zaserwowano nam kolejną komedyjkę, przedstawiającą ludzi niby to samotnych i nie do końca szczęśliwych. Ja jednak nie dam się nabrać na historyjkę o facecie, który zakochał się pierwszy raz w wieku 63 lat... A jeśli ktoś zna takiego, to niech do mnie napisze i udowodni mi, że się mylę!

Film ten to po prostu kolejna bajeczka, tyle że zagrana przez dobrych aktorów, co nie zawsze się zdarza. Ludzie mający pieniądze, interesującą pracę, luksusowe domy nad morzem odkrywają nagle, czego brakowało w ich życiu. Tym czymś jest oczywiście miłość. A ta, żeby mogła rozkwitnąć jak przysłowiowa róża, musi przejść wiele prób i wyzwań (których autorami jest nie los, ale sami bohaterowie, sado-masochiści, robiący wszystko, żeby tylko przypadkiem nie być szczęśliwymi bodaj przez jeden dzień). I aby wszystko mogło się wyjaśnić i zakończyć jak najlepiej (rzecz jasna wbrew wszystkiemu i wszystkim) należy bohaterów umieścić nie gdzie indziej, jak tylko... w Paryżu. No bo czemu by nie?

Do pewnego momentu ogląda się ten film całkiem dobrze. Jest jednak zdecydowanie za długi. Ponad dwie godziny to może trwać jedna część "Władcy Pierścieni", ale nie komedia romantyczna! Twórcy opowiadają nam historię, którą bez problemów dałoby się przedstawić w półtorej godziny.

Poza tym nużą mnie już historyjki z happy endem, próbujące udowodnić milionom ludzi na świecie: "Widzisz, im się udało. Tobie też się uda!". Pewnie dlatego kręci się teraz komedie o ludziach coraz starszych.... Bo ich odbiorcy też się już zestarzeli. A skoro przez tyle lat wciskało im się na siłę, że w końcu znajdą tą drugą połówkę, choć tak się wcale nie stało, teraz próbuje im się przekazać nową prawdę: "Czekajcie! Bądźcie cierpliwi! Zobaczcie, w jakim wieku oni odnaleźli swoją prawdziwą miłość!".

W dzisiejszych czasach to takie filmy stają się "opium dla mas". Już od dziecka każda mała dziewczynka słyszy, ze jest wyjątkowa, i że pewnego dnia przyjedzie po nią książę z bajki. A jeśli to nie następuje, można zawsze powiedzieć: "Masz jeszcze czas!". W końcu lepiej późno... niż wcale.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Nunariel
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o