Recenzja filmu Piękny drań (2016)
John Butler

Będzie dobrze

Plusem filmu Butlera jest ścieżka dźwiękowa. Reżyser ma niezłe ucho, dzięki czemu wybrana przez niego muzyka robi dużo w budowaniu odpowiedniego klimatu. To za jej sprawą "Piękny drań" wydaje się ...
Filmweb sp. z o.o.
Czy pozytywne przesłanie, nawet jeśli ważne z punktu widzenia tego, co dzieje się na świecie, wystarczy, żeby uznać film za dobry? To pytanie pozostaje z widzami, którzy wybiorą się do kina na "Pięknego drania". Trudno bowiem nie przyklasnąć reżyserowi, który nawołuje w swoim najnowszym dziele do otwartości na to co inne, który pociesza ofiary nietolerancji, że świat się zmienia i że będzie lepiej. Niestety poza przesłaniem John Butler nie oferuje widzom zbyt wiele. "Piękny drań" to jedno z wielu taśmowo powstających dzieł nurtu LGBT oferujące pełny asortyment fabularnych klisz.


Sięganie po stereotypy narracyjne najczęściej jest oznaką braku ciekawych autorskich pomysłów. W przypadku Butlera nie można jednak postawić tego zarzutu. Wprowadzenie postaci nowego nauczyciela, którego gra znany z serialu "Sherlock" Andrew Scott, zapowiada interesującego i barwnego bohatera drugiego planu. Jego pierwsza lekcja należy do najlepszych scen całego filmu. Świetnie wizualnie prezentuje się również sekwencja rozmowy dwójki bohaterów przez "mur" dzielący ich pokój. Niestety są to jedynie migawki, w których Butler pokazuje swój niezaprzeczalny potencjał reżyserski. Widać w nich, że czuje kino, że potrafi w niekonwencjonalny sposób podchodzić do prezentacji nawet najbardziej stereotypowych postaci. Problem polega na tym, że inwencji starcza mu na krótkie, zamknięte chwile. Przerwy między nimi wypełnia więc nieobrobionymi kliszami, szkicami, które powinny były zostać zastąpione w finalnym dziele przez zindywidualizowane sekwencje.

Nie jest to nowy problem reżysera. Podobne zarzuty można postawić jego przedniemu filmowi "Wieczorowi kawalerskiemu w plenerze". John Butler jest świetnym architektem. Buduje interesujące konstrukcje mieszkalne. Kiedy jednak przychodzi do ich urządzenia, nie ma żadnych pomysłów. Idzie więc do Ikei i zgarnia wszystko, co jest w promocji, po czym wypełnia tym fantastycznie pomyślane pokoje. Takie przynajmniej odnosi się wrażenie, kiedy ogląda się "Wieczór kawalerski..." czy właśnie "Pięknego drania".


To podejście sprawia, że im dalej od jądra opowieści znajduje się dany bohater, tym ciekawiej wypada w ostatecznym rozrachunku. W przypadku "Pięknego drania" najlepiej wyszedł na tym dyrektor szkoły, który jest postacią na tyle nieokreśloną, że dzięki finałowi nabiera niejednoznacznego, a przez to intrygującego kształtu. Najgorzej wypada z kolei dwójka głównych bohaterów, o których w zasadzie można powiedzieć jedynie tyle, że są sympatyczni. Reszta to potencjał, który nie został zrealizowany. Ned i Conor za bardzo są zaangażowani w akcję propagandową szerzenia pozytywnego przesłania, by mogli się spełnić jako autentyczne jednostki.

Plusem filmu Butlera jest ścieżka dźwiękowa. Reżyser ma niezłe ucho, dzięki czemu wybrana przez niego muzyka robi dużo w budowaniu odpowiedniego klimatu. To za jej sprawą "Piękny drań" wydaje się miłym, optymistycznym filmem, który warto obejrzeć w kinie. A że wrażenia te są ulotne i raczej mało komu obraz zapisze się na dłużej w pamięci? Cóż, w tym przypadku nie jest to aż tak istotne.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni
o