Błogosławieni Avengersi

George Carlin, legenda amerykańskiej komedii scenicznej, w jednym ze swych monologów naśmiewał się z określenia "świętość życia", pytając, czy aby owej świętości nie sankcjonuje bóg – wiodąca przyczyna śmierci na świecie. Po seansie "Cristiady" Deana Wrighta, opowieści o meksykańskich katolikach, którzy w latach 20. minionego wieku chwycili za broń, by bronić swego prawa do wiary, jego pytanie wydaje się jeszcze bardziej zasadne. Bo meksykański obraz to obraz triumfalistyczny, zbudowany z uproszczeń i pełen patosu.

Dean Wright, który "Cristiadą" debiutuje jako reżyser, przez lata był specjalistą od efektów specjalnych. Ożywiał superbohaterów i czynił efektownymi ekranowe pojedynki dobra i zła. Pracował w ten sposób wystarczająco długo, by poznać ważnych ludzi z filmowej branży, ale też dość długo, by przesiąknąć mitologią nadczłowieka, na której ufundowane jest heroiczne kino. W "Cristiadzie" w pełni korzysta ze swoich doświadczeń: na planie udało mu się zebrać naprawdę duże nazwiska (muzykę napisał mu James Horner) i śmietankę latynosko-amerykańskiego aktorstwa, ale Wright opowiada tak, jakby z historycznego fresku o dziejach Meksyku chciał zrobić kolejną część "Avengersów". Podczas gdy źli żołnierze wypruwają przeciw bohaterom całe magazynki, pojedyncze kule dzielnych partyzantów sieją spustoszenie w szeregach wroga. Wiadomo – "Pan Bóg kule nosi".

Kul nie brakuje w filmie Wrighta. Gdyby święci wojownicy z jego obrazu zaleźli się w Ogrójcu wraz z Jezusem, nie tylko – wzorem św. Piotra – ucięliby ucho jezusowym oprawcom, ale nosiliby je dumnie niczym naszyjnik. Chłopaki z filmu Wrighta nie nadstawiają bowiem drugiego policzka – podnoszą gardę i wyprowadzają kontrujący cios. Choćby poniżej pasa.

"Cristiada" zawieszona jest między kinem akcji i pełnym patosu religijnym freskiem. Opowieść o meksykańskiej walce o wiarę trochę przypomina "Opór", a trochę "Bękarty wojny". Sęk w tym, że filmowi Wrighta brakuje rozmachu kina Edwarda Zwicka, a Tarantinowskiej przewrotności nie znalazłby tu najbardziej dociekliwy poszukiwacz. Nie oznacza to, że film Wrighta nie bywa zabawny: ilość banału i patosu sprawia, że na twarzy raz po raz musi pojawić się uśmiech.

Czegóż to nie ma w filmie Wrighta? Jest nawrócony łobuz (Mauricio Kuri),  poczciwy ksiądz (Peter O’Toole), źli generałowie, meksykańska matka ucieleśniająca cnoty Maryi i gieroje z rewolwerami, którzy mogliby napędzić stracha Johnowi Wayne’owi i Clintowi Eastwoodowi. Jest wreszcie Andy Garcia jako ateista, który z krzyżem na piersi i gębą pełną frazesów rusza  na front niebiańsko-ziemskiej wojny.

Wright nieustannie pompuje emocje. Jego kadry rozświetlone są miękkim światłem, muzyka Jamesa Hornera dostarcza śmiertelnej dawki patosu, a każdy dialog tutaj jest jak rozmowa z płonącym krzewem. Szkoda, że twórcom zabrakło umiaru i wyczucia. Może wówczas "Cristiada" nie byłaby obrazem tak bombastycznym i płaskim. 

21% uznało tę recenzję za pomocną (349 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

komentarze

dodaj komentarz
  • Przeciez nigdy w historii nie zdarzalo sie, ze mniejszosc wygrala z wiekszoscia.. Bardzo plasko bylo pokazane, ze ludzie oddawali zycie za swoja wiare I faktycznie sceny nie tak efektowne jak z przesmiewczego kina Tarantino, bo przeciez te dwa style da sie porownac. Nie wiem na czyje zlecenie ta recenzja I jak sie ona ma do filmu. Dobrze, ze sa jeszcze myslacy ludzie na tym swiecie.

  • menysek - może po prostu w nagrodę zrób mu laskę. Strasznie jest obrazić polskiego pedała.

  • Vanillivi - pełna zgoda - tyle pomyj na głowę krytyka, za to że film płaski. Strasznie jest obrazić polskiego katolika... Osobiście za tą recenzję - dziękuję autorowi.

  • Dziwią mnie niektóre komentarze pod tą recenzją. Przecież autor nie krytykuje nigdzie wiary i religijności, tylko niestrawną formę, sposób przedstawienia.

  • Mam wrażenie, ze Bartosz S...syn /skróciłem, bo długie nazwisko/, to jakiś młodzieniec, który raczkuje w składaniu słów w logiczny ciąg wyrazów, zaś braki w tej materii nadrabia butą, ignorancją i bufonadą. Kabotyństwo w tak młodym wieku niedobrze wróży na przyszłość.... .

  • "nie byłaby obrazem tak bombastycznym i płaskim" Bombastyczne i płaskie to jest "Pokłosie", w którym twórcy bez umiaru przedstawiają polskie chłopstwo jako zbiorowisko zombie - niczym z tandetnego horroru klasy B. Ale tego to p. Bartosz nie napisze, bo ma ochotę na konfitury. Już się chyba nawet oblizuje.

  • recenzja jasna i czytelna, niezrozumienie analogii filmowych przez rzesze oburzonych wynika chyba z emocji niezdrowych, bo temat filmu to jedno, a jego sposób podania to drugie, czyli własnie takie jak podał recenzent, bombastyczne i płaskie, wpisujące w sie w nurt kina parafialnego, jak swego czasu osławiona Bitwa pod Wiedniem. W obu przypadkach potencjał wyjściowy zmarnowany. Wiedeń ucierpiał z powodu budżetu i kiepskiej reżyserki, Cristiada tylko z powodu rezyserki .

  • Pan redaktor tym tekstem krzyczy: no przecież ktoś w redakcji musiał napisać coś o tym filmie, a pech sprawił, że padło na mnie. Odbębniłem krótki politpoprawny bełkocik na kolanie i mam z głowy. Tekst, jakby ktoś się silił na nieco bardziej ambitny opis rutynowego wypadku drogowego. Ja, podobnie do jacstr8985 (6 kwietnia 2013) też w kinie widziałem, że ludzie siedzieli na filmie do końca. Jakiś pan koło 50-tki ocierał nawet przy końcu oczy. Pewnie paproch mu wpadł, bo jak inaczej wyjaśnić chwilę wzruszenia nad losem młodego chłopaka, który w coś WIERZYŁ? Kto by się tam przejmował losem jakichś katotalibów z drugiego końca świata...? Wbrew temu co się panu Bartoszowi może wydaje użytkownicy Filmwebu to nie jeno wypłukane już z esencji polskiego katolicyzmu lemingi, których strawa duchowa to "Avengers" (czymkolwiek ta bajka miałaby być), ale są i starsi użytkownicy, którzy są esencją polskiego katolicyzmu i po takim tekście mogą zwyczajnie stracić zaufanie do szczerości tutejszych recenzentów, gdy ich ulubiony portal filmowy wpisuje się w schemat, jeśli nawet nie wrogości to do odcinania się od wielowiekowego, wspaniałego dziedzictwa ich rodziców i dziadów, w imię zasady: "bo takie jewropa wyznacza standarty". Tak przy okazji: ciekawym, czy gdyby rzecz tyczyła się filmu o powstaniu w getcie warszawskim, pan Staszczyszyn też nie skorzystałby z okazji wspomnieć z nutką podziwu bohaterskiego żydowskiego bojownika, który sam zabił 14 hitlerowców. Celnie wspomniał/a nichao (16 kwietnia 2013), że ten młody chłopak "okazuje się poważnym wrogiem systemu". Ale skoro on ma w sobie taką siłę w niesieniu Chrystusa, to co dopiero dorośli, uzbrojeni po zęby i zdeterminowani Cristeros, np. z Polski...? Polacy nie mogą mieć broni! Taki film w ogóle jest jak na te czasy w złym guście, zwłaszcza gdy budżet to katastrofa, a potem zamieszki i w ogóle... Fajnie też skomentował popo_fw (2 maja 2013) pisząc, iż "ateistyczna awangarda postępu pokazana jest tak jak pamiętają ją starsi Polacy czyli jako wyzutą z wszelkich zasad bandę zbrodniarzy i zdrajców". Bo to się niczym nie różni - wówczas pieniądze od Stalina, dzisiaj od Putina, a sprzedawczyki zawsze się znajdą. Dla mnie jednak największym niesmakiem było to, że redaktor w recenzji do takiego filmu wrzucił nazwisko Tarantino, tego hollywoodzkiego wyrobnika z filmami adresowanymi dla, hmm... mało wymagających widzów, i to w dodatku w kontekście "Cristiady" (filmu o religijnym wątku), że niby brak w niej, cytuję: "Tarantinowskiej przewrotności". To tak jakby mieć pretensje do Gibsona, że w "Pasji" zabrakło stylu z "Kac Vegas". Nawet gdyby to pominąć, motyw z zegarkiem jest jakimś tam przykładem przewrotności, choć jasne że nie w stylu "Tarantinowskim", tzn. obył się bez epatowania niezliczonymi "fu...mi". Być może pan redaktor obejrzał film głównie na przewijaniu i ten akurat wątek mu umknął. I jeszcze na koniec, Redaktorze Staszczyszyn. Oni trzeciego policzka nie mieli do nadstawiania. Poleca się rasowy moher, Jack_Holborn Viva Cristo Rey!

  • I odezwali się Obrońcy Jedynej Właściwej Wiary, zawsze dla wszystkich dobrzy i wszystkie stworzenia miłujący, a potokom ich słów nie było końca. I zapragnęli zaślepić umysły ludzi, ale będąc w swej jasności, pozostali jeno sami zaślepieni, jak byli wcześniej.

  • Panie Staszczyszyn val Panie Prezydencie Calles, wydaje się dla mnie sprawą jasną jak słońce, to że Pana intencją nie było zrecenzowanie tego filmu, a sprzedanie Pańskiej bluźnierczej propagandy. Pańska recenzja „Cristiady” zaczyna się nazwiskiem pogańskiego niewydarzonego komika-wojownika, dla czego po prostu nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia, jak bardzo bym się nie starał. Potem Pan opowiada jakieś brednie o świętościach i cnotach, pokpiwając sobie z nich. Widzę, że film Pana nie nauczył, że katolicy, podobnie zresztą jak większość innych ludzi, nie dają sobie w kaszę dmuchać.

  • Chyba oglądaliśmy z recenzentem różne filmy :| Ale cóż, Caesar27 podsumował to idealnie !!! Poprawność polityczna power !

  • skończ waść Staszczyszyn, wstydu oszczędź, a najlepiej zmień zawód...

  • Dokładnie,dajmy Muzułmanów, Żydów, gejów czy inne promowane przez nowoczesność społeczeństwa, a oblicze tej recenzji obróci się o 180 stopni. Wtedy będą to bohaterowie, którzy dumnie walczą o swoje prawa, a zły KK ich uciska, ale jak uciska się Katolików to dobrze, przecież powinni oni siedzieć cicho jak myszki i samemu podłożyć się na rzeź. W Biblii zresztą jest napisane coś w stylu, że jeśli wojna już jest, to koniecznością jest się bronić, ale jeśli wojny nie ma, to trzeba robić wszystko by jej zapobiec. Widzę, że w Polsce nawet jak taki film przejdzie przez cenzurę, to i tak trzeba go szybko zmieszać z błotem.

  • Nie znam historii więc posiłkowałem się źródłami internetowymi, żeby jak najwięcej dowiedzieć się o tamtych wydarzeniach zanim tutaj coś napiszę. Mam kilka refleksji, którymi chciałbym sie podzielić: 1. na katolicyzm patrzę trochę z boku więc i mi mogłoby się wydawać, że heroizm i poświęcenie dla wiary to mit - ale z danych źródłowych może wynikać, że faktycznie tak było 2. obejrzałem film i muszę przyznać, że mi się bardzo podobał 3. po przeczytaniu powyższej recenzji przyszło mi do głowy kilka niedociągnięć filmu, ale w świetle historycznych wydarzeń, którym jest raczej wierny, nie oceniałbym ich tak nisko 4. fakt, że podobnie możnaby napisać o "1920 Bitwie Warszawkiej" albo "Bitwie pod Wiedniem", że opwiadają prawdziwe historie więc można przymknąć oko na realizację - ale uwierzcie mi, to jest jednak zupełnie inny wymiar, gra aktorska, reżyseria itp. są tutaj na o wiele wyższym poziomie, dzięki czemu film ogląda się z przyjemnością i niejednokrotnie wzruszeniem. I piszę to wszysto nie jako krytyk tylko przeciętny widz, któremu film się podobał i uważa że nie zasługuje na taką ostrą krytykę, która moim zdaniem zbyt mocno wnika w indywidualne preferencje kinomanów, więc jest przesadzona.

  • Myślę, że rzeczywiście funkcjonuje tu cenzura. poddałem analizie tekst pod kątem logicznym oraz stylistycznym (ponadto wykazałem jego tendencyjność) i mój komentarz nie ukazał się. Tak beznadziejnej recenzji nie udało mi się jeszcze znaleźć.

  • Odnoszę wrażenie że jest tu cenzura - moja recenzja odrzucona.

  • Spieprzaj Pan z Filmwebu do Wyborczej,,,

  • Hesus, nawet nie oglądałem tego filmu, ale z komentarzy do recenzji można wywnioskować, że większość komentujących również. Prawdziwie chrześcijańską orgię wyzwisk sobie tu urządziliście. I jestem niemal pewien, że bardziej wam tu o wyzwiska chodzi, niż o sam film.

  • Z uproszczeń zbudowana jest ta recenzja, kompletnie nieobiektywna i pełna uprzedzeń. Gdyby zamiast katolików bohaterami filmu byli Żydzi albo prześladowane środowiska gejowskie recenzja byłaby entuzjastyczna. Do wszystkich co filmu nie widzieli - każda minuta warta jest obejrzenia - wystarczy mieć otwarty umysł i ludzka wrażliwość których to cech autor recenzji jest pozbawiony. Film 10 / 10.

  • Zupełnie nie zgadzam sie z ta recenzją. Nie dlatego, że jestem katolikiem - bo nim nie jestem. Nie dlatego, że jestem korwinistą - bo nim nie jestem. Nie dlatego, że jestem pisowcem - bo nim nie jestem. Mógłbym długo polemizować z opiniami wielce szanownego Staszczyszyna, ale z góry widać, że jest za tepy, aby sluchać jakichkolwiek sprzeciwów. Żal tracić czas na takie badziewie, jak ta recenzja. 18% mówi samo za siebie.

  • świetny film.

  • Beznadziejna recenzja i do tego tendencyjna

  • Odnoszę wrażenie, że Pan Bartosz po prostu neguje wszystko, co związane jest z chrześcijaństwem i wiarą. Gdyby film opowiadał o prześladowaniach plemienia Tutsi przez Hutu, zachwytom nie byłoby końca... Przecież mógłby Pan Bartosz zostać wzięty za "mochera", tudzież innego zwolennika niepopularnej opcji, gdyby ośmielił się napisać inaczej. Zapewne chrześcijaństwo dla tegoż to - li i jedynie - ciemnogród.

  • My - widzowie nie możemy zapominać o tym, że recenzenci (mówię o zawodowcach) to grupa, która sama siebie wyznaczyła do tej roli. Ich wypowiedzi nie są w żadnej mierze wyrocznią, czy choćby wykładnią roli jaką ma spełnić dane dzieło filmowe. Jest jeszcze jeden istotny szczegół. Recenzenci wywodzą się często z podobnych środowisk mainstreamu, co cała Fabryka Holywood (syjoniści i lewacy). Tak więc ich recenzje - w przypadku takich filmów jak "Cristiada" - nie są warte żadnej uwagi. Nie można być sędzią we własnej sprawie.

  • Najwyraźniej pan recenzent jest zawiedziony , bo w filmie są księża ale żaden z nich nie jest pedofilem a katolicka elita Meksyku walcząca z lewackim reżimem nie jest pokazana jako zabobonny rozmodlony motłoch . No i rzecz jasna ,dlatego ,że ateistyczna awangarda postępu pokazana jest tak jak pamiętają ją starsi Polacy czyli jako wyzutą z wszelkich zasad bandę zbrodniarzy i zdrajców.

  • recenzja nie wart przeczytania

  • byłam wczoraj na tym filmie w kinie, i cieszę się że trafiłam na tą recenzję dopiero teraz, bo film był według mnie wspaniały, pokazujący co człowiek może poświęcić dla wiary. ale niestety muszą się trafić tacy, którzy nie wiedzą nic o prześladowaniach chrześcijan.

  • Autor "recenzji" jest typowym tępym lewackim prostakiem co to nie uczy się już nie tyle historii powszechnej ile nawet nie sięga do swojej własnej, gdzie w każdym wydarzeniu obecna jest wiara i szacunek. Gdyby się troszkę nią zainteresował śpiewał by inaczej, a tak prostak nawet nie szanuje poświęcenia tych odważnych Meksykanów. Za taką hołotę walczyli nasi przodkowie??? Wstyd!

  • Niestety, a może stety, jest to film, którego odbiór w dużej (chyba decydującej) mierze zależy od światopoglądu. Mnie się bardzo podobał. Ale gdybym był ateistą/lewicowcem/kimś o mocno anty teistycznym podejściu do świata to pewnie oceniłbym film znacznie gorzej - pewnie drażniłby mnie i to nie tylk ofabułą, ale też tym, że jest oparty w duzej mierze na historii

  • Owszem fart bohaterów przerysowany, niemniej żal że 'nie nadstawiają drugiego policzka' jest trochę nie na miejscu dla każdego, kto cokolwiek wie o historii Mexyku w XX wieku.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true