Recenzja filmu King Kong (2005)
Peter Jackson

Baśń o pięknej i bestii

"King Konga" z 1933 roku polubiłem już jako dziecko. Mimo że obraz ten jest już trochę przestarzały, nadal ma swój klimat i ogląda się go bardzo dobrze. Niektóre sceny na stałe zapisały się w ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa King Kong (2005)
"King Konga" z 1933 roku polubiłem już jako dziecko. Mimo że obraz ten jest już trochę przestarzały, nadal ma swój klimat i ogląda się go bardzo dobrze. Niektóre sceny na stałe zapisały się w historii kina. Kilkadziesiąt lat później powstał remake o tym samym tytule, z lepszymi efektami, lecz znacznie słabszy, jeśli chodzi o całą resztę. To już nie było to samo. Teraz przyszedł czas na kolejną próbę odnowienia przygody o wielkiej małpie, którego twórcą został znany z trylogii "Władcy pierścieni" Peter Jackson. Oczekiwania przed seansem były ogromne, bowiem obraz kosztował aż 207 mln dolarów, co w 2005 roku sprawiło, że był to najdroższy film w historii. Jednak czy wielka suma pieniędzy może zagwarantować coś więcej niż tylko efekty specjalne? Oczywiście, że nie, ale na całe szczęście Jackson pokazał, że jest znakomitym reżyserem.

O fabule powiem nie dużo, bowiem cała historia opiera się na produkcji z 1933 roku. Tak więc, szalony twórca filmowy Carl Denham (Jack Black) wraz z grupą aktorów i scenarzystą wyruszają na nieznaną wyspę, na której będzie kręcony jego nowy obraz. Owa wyspa nazywana jest "Wyspą Czaszek" i podobno nikt z niej jeszcze nie wrócił. Gdy już są na miejscu i robią pierwsze zdjęcia, zostają zaatakowani przez tubylców. Na całe szczęście udaje im się wrócić na pokład statku, z którego zostaje uprowadzona aktorka Ann Darrow (Naomi Watts). Ma ona zostać złożona w ofierze wielkiej małpie. Na pomoc wyruszają scenarzysta zakochany w Ann, Jack Driscoll (Adrien Brody), Carl Denham oraz kilka osób z załogi. I tutaj zaczyna się wielka przygoda, bowiem Kong porywa pannę Darrow, a cała ekipa musi wejść w głąb dżungli, aby ją odnaleźć.

Nowy "King Kong" to nie tylko wspaniałe efekty specjalne, które naprawdę robią wrażenie, to coś więcej. Jackson zafundował nam widowisko na miarę XXI wieku. Ciągła nie ustająca akcja wciska widza w fotel, i to dosłownie. Nie ma tutaj żadnych przestojów, ani niepotrzebnych scen. Wszystko zostało zrobione z gracją i precyzją. Można się również rozkoszować wspaniałymi zdjęciami, pokazującymi przepiękny krajobraz dżungli, w której swojego udziału nie miał jeszcze człowiek. A to naprawdę robi wrażenie. Na początku "King Konga" jest pokazany Nowy Jork w dobie wielkiego kryzysu. Miasto pełne ruchu, wielkich budowli, samochodów, z podziałem ludności na biednych i bogatych. Niektóre sceny na "Wyspie Czaszek" ukazują piękno przyrody, spokój, którego nie możemy doświadczyć w wielkim mieście. Żyją tam drapieżniki i jest bardzo niebezpieczne, ale taka właśnie jest natura dzika i zarazem piękna. Cywilizowane miasto jest jedynie dzikie.

Przejdę teraz do opisu tytułowego bohatera. Kong nie jest już wyprostowaną małpą z jaką mieliśmy do czynienia w filmie M.C.Coopera. Został on odwzorowany na zwyczajnym gorylu, tyle że troszkę większym. Myślę, że to dobry pomysł, ponieważ w taki oto sposób zachowanie Konga to po prostu zachowanie prawdziwego goryla i przynajmniej nie ma wątpliwości, że jest to małpa. Ogólnie jest to niezwykle sympatyczne zwierzątko, gdy uzna cię za przyjaciela, tak jak stało w przypadku Ann Darrow. Gorzej, jeśli zobaczy w  tobie wroga, wtedy jesteś zgubiony.

I teraz kolejna lekcja, jaką dostaliśmy od Jacksona. Między główną bohaterką a Kongiem rodzi się uczucie. Małpa jest panem swojej dżungli, ale przez wiele lat była bardzo samotna. W końcu znalazła sobie przyjaciela, na którym jej zależało, za którego była gotowa oddać własne życie. Anna również polubiła swoje nowe zwierzątko, bo w sumie, jak nie polubić kogoś takiego. Lecz co na to reszta ekipy? Oczywiście są oni zwykłymi ludźmi, którzy chwytają każdą okazję, aby się wzbogacić. Zniszczą wszystko, co piękne, każdą rzecz, którą inni mogą pokochać, dla sławy i bogactwa. Biedny King Kong stał się on zabawką w rękach bezlitosnego człowieka. W tym momencie reżyser nasuwa nam pytanie, kto jest bardziej ludzki małpa czy ludzie? W czym zawinił goryl? Przez tyle lat żył sobie na wyspie jako Król, aż do momentu pojawienia się Carla Denhama i jego ekipa.
W zakończeniu reżyser przeniósł nas w prawdziwe lata trzydzieste XX wieku. Scenografia jest bardzo dobrze odwzorowana, więc nie ma się do czego przyczepić. Końcowe momenty są efektowne, piękne i smutne zarazem, czyli to co lubię najbardziej.

"King Kong" Petera Jacksona to wspaniała baśń o pięknej i bestii, w której słowo bestia nie koniecznie musi pasować do tytułowej postaci, można nazwać tak również kogoś innego. Na koniec jeszcze wspomnę o 3 statuetkach Oscara zdobytych przez to dzieło, za efekty specjalne, dźwięk i montaż dźwięku. Przed seansem nie wierzyłem, że może być to lepsza produkcja od tej z 1933, teraz mogę moi drodzy Wam powiedzieć, że dla mnie jest to znacznie lepszy film od swojego poprzednika, nie tylko pod względem wizualnym, ale i jakościowym. Jeden z najlepszych obrazów, jakie widziałem w życiu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
shady_88
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o