Recenzja filmu Billy Elliot (2000)
Stephen Daldry

Bang a gong!

"Billy'ego Elliota" po raz pierwszy obejrzałam w szkole - na lekcji języka angielskiego w ramach przyzwyczajenia się do języka słuchanego. Od razu moją uwagę przykuła muzyka - kapeli T.Rex, którą ...
Filmweb sp. z o.o.
"Billy'ego Elliota" po raz pierwszy obejrzałam w szkole - na lekcji języka angielskiego w ramach przyzwyczajenia się do języka słuchanego.

Od razu moją uwagę przykuła muzyka - kapeli T.Rex, którą od dawna bardzo lubię, tym bardziej, że ich muzyka pochodzi z dekady lat 60-siątych i 70-siątych. Słysząc "Bang a gong" odpływałam w świat Billy'ego...

Wyreżyserowany przez Stephena Daldry'ego "Billy Elliot" to historia o tytułowym chłopcu, który umiłował sobie balet. Nie pragnął, tak jak inni chłopcy, grać w piłkę nożną ani brać udziału w zajęciach z boksu. Dla niego szczytem marzeń było posiadanie baletek, by móc wspiąć się na palce i wraz z resztą grupy ćwiczyć piruety. Co więcej - był jedynym chłopcem, który tańczył z gromadką dziewczyn. Jednak nie zrażał się jak również i sprzeciwem ojca, wyśmiewaniem się brata. Był tak przekonany co do uczęszczania na balet, że w pewnym momencie Pani Wilkinson (Julie Walters) zaczęła udzielać mu prywatnych lekcji. Z czasem Billy (Jamie Bell) miał okazję pójść na eliminacje do Królewskiej Szkoły Baletowej...

Historia Billy'ego, chłopca z górniczej rodziny, w której ojciec i Tony - jego brat wciąż strajkują, przez co brakuje pieniędzy jest o tyle wzruszająca, co bardzo refleksyjna. Billy wszakże ma 11 lat, lecz do celu dąży mimo wszelkich przeciwności, opinii innych osób, w tym jego najbliższych. Co najważniejsze - udaje mu się to osiągnąć. Czyż w ostatniej scenie nie widzimy naszego bohatera, który na deskach teatru wykonuje swój taniec? Czyż nie widzimy wzruszenia ojca, który ostatecznie w duchu z pewnością przyznaje, że jego syn postąpił słusznie? W dzisiejszych czasach bardzo trudno dążyć do realizacji swoich marzeń. Nie dlatego, że nie ma na to możliwości - wręcz przeciwnie, mamy ich mnóstwo. Ale jak wiele jest ludzi, którzy zrażają się niepowodzeniami, chcą coś mieć, a nie wkładają w to pracy. A nasz tytułowy bohater? To przecież dziecko - i właśnie dlatego nie widział barier, które mogłyby go zatrzymać przed tańczeniem, przed tym żywiołem, który go porywał od razu, gdy tylko usłyszał muzykę. Akcja filmu toczy się w czasach, gdy trudno było o pieniądze, wśród buntów społeczeństwa, ogólnej biedoty. I tym faktem zyskuje kolejnego plusa, gdyż zbyt wiele razy na ekranach kin widzimy piękne kobiety, bogatych mężczyzn, wille z ogromnymi ogrodami.

Jak już wspominałam - moją uwagę przykuła muzyka. Nie jest to żadne "Jezioro Łabędzie", jakby mogło się wydawać. T.Rex w latach 70-siątych był znany przecież jak glam rockowa kapela. Od dziecka byłam wychowywana na muzyce Elvisa Presleya, rock'n'rollu, muzyce lat 60-siątych i następnej dekady. Dlatego też ścieżka dźwiękowa ogromnie przypadła mi do gustu. Tym bardziej, że nie są to ckliwe ballady o miłości, ani przeboje popowych supergwiazd utrzymujących się w pierwszej dziesiątce na listach. Wraz z fabułą muzyka tworzy majstersztyk w dziedzinie filmów kinowych.

Niegdyś symbolem marzycielstwa, optymizmu uważano Ikara z mitycznego greckiego światka kulturalnego. Moim zdaniem dziś "Billy Elliot" mógłby stać się ewidentnym obrazem ikarowskiego nieposłuszeństwa wobec ojca, dążenia tam, gdzie oczy poniosą, realizowania zamierzonych celów. Film ten jest godny polecenia bez względu na to, czy ktoś jest pasjonatem tańca, czy nie. Czy lubuje się w rockowej muzyce, czy nie. Jest produkcją z "wyższej półki", z przesłaniem, które tak często brak w tych kręconych z wielkim rozmachem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
valkiria
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)