Recenzja filmu Proch i pył (2001)
Milcho Manchevski

Bardzo dziki wschód

Niewiele jest chyba filmów, które tak jawnie zalecają się postmodernistyczną formą, cytatami, odwołaniami, nawiązaniami, próbując jednocześnie tę formę sensownie wykorzystać, to jest powiedzieć ...
Filmweb sp. z o.o.
Niewiele jest chyba filmów, które tak jawnie zalecają się postmodernistyczną formą, cytatami, odwołaniami, nawiązaniami, próbując jednocześnie tę formę sensownie wykorzystać, to jest powiedzieć coś istotnego o pewnym fragmencie historii, czy raczej naturze naszego patrzenia na historię, nie tracąc przy okazji nic z żywiołu kina jako wciągającej opowieści. Takie "dla każdego coś miłego" nie oznacza jednak, że przed dziełkiem Milcho Manchevskiego klękną narody jak świat długi i szeroki. A to dlatego, że "Proch i pył" dotyka spraw niewygodnych z punktu widzenia przynajmniej jednego, tureckiego narodu.

Manchevski wraca do okresu sprzed ponad stu lat, który miał kolosalne znaczenie dla losów i świadomości obecnej Republiki Macedońskiej. 2 sierpnia 1903 roku Macedończycy zbuntowali się przeciw tureckiej dominacji w powstaniu ilindeńskim i proklamowali pierwszą na Bałkanach Republikę - Kruszewską. Przetrwała ona tylko dziesięć dni, brutalnie zdławiona przez Turków, którzy pomordowali wtedy blisko dziewięć tysięcy ludzi, w tym kobiet i dzieci.

Autor świetnie przyjętego "Zanim spadnie deszcz" nie ogranicza się jednak do prostego zrelacjonowania tamtego momentu, sięgając po zapożyczoną z literatury opowieść szkatułkową, by poprzez krzyżujące się spojrzenia i relacje pokazać raczej jak rodzi się mit niż dać tego mitu streszczenie. Dlatego ważne jest kto, do kogo i w jakich okolicznościach tutaj mówi - w "Prochu..." poznajemy fragment historii egotycznej z naszego punktu widzenia części świata z ust ekscentrycznej staruszki, która zmusza do wysłuchania swojej opowieści czarnoskórego złodzieja, Edga. Jesteśmy w 2001 roku, w Nowym Jorku. Macedońskie powstanie i prywatna legenda przedstawione są więc tak, by zrozumiał je ten konkretny, współczesny odbiorca.

Widzimy zatem Amerykanina Luka, żywcem wyjętego z klasycznego westernu rewolwerowca, jego brata Eliasza i Lilith, francuską prostytutkę, w której się obaj zakochują. Rzut monetą decyduje z kim zostanie Lilith i odtrącony Luke wdaje się z nią najpierw - już jako żoną brata - w romans, a potem wyjeżdża do Macedonii, skuszony nagrodą za schwytanie "Nauczyciela", przywódcy rebeliantów. Jak mówi narratorka, Angela, lepiej nie mógł trafić - dzicy, rozchełstani, egzotyczni faceci z brodami, kładący trupem kogo popadnie prezentują się dla Luka nader atrakcyjnie i swojsko, zważywszy jego nieposkromioną naturę. Czy jednak faktycznie tak patrzy na daleki i dziwny konflikt bałkański i tamtejszych ludzi tylko Luke? Czy może raczej jest to wersja dla współczesnego adresata tej opowieści, prowadzonej przez starszą panią, wnuczkę bohaterów, a wraz z nim także dla wychowanego na filmowych i fabularnych relacjach o wojnach widza?

Krwawe i gwałtowne, atrakcyjne fabularnie i wizualnie przygody Luka, westernowy sztafaż, postaci i motywy z filmów Peckinpaha, znaczące imiona - symbole, postaci, które przenoszą się w czasie, to w istocie obraz dzisiejszej powszechnej, barbarzyńskiej świadomości, która miesza i łączy epoki, fakty, zjawiska. A przede wszystkim opowieść o opowiadaniu, metanarracja filmowa, swobodnie bawiąca się elementami popkultury, w której zanurzają się powoli wszelkie historyczne, realne zdarzenia. Opowieść o micie, jego narodzinach, który utrwala się na taśmie filmowej.

W "Prochu i pyle" mity i narracje rywalizują ze sobą całkiem otwarcie, do opowieści Angeli wdziera się współczesność, więcej, wdziera się cudza opowieść. Przecinające się narracje, zawsze czyjegoś autorstwa, dają wyobrażenie niedoskonałej percepcji, by w finale, gdy niedokończony wątek przejmuje Edge, zmienić się w moralitet. Popularny, ale czy inny może być dziś równie nośny?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
o