Recenzja filmu Kobieta-Kot (2004)
Pitof

Bez pazura

W ciągu ostatnich kilku lat znacznie wzrosło zapotrzebowanie na adaptacje znanych i powszechnie cenionych komiksów, stanowiących idealny materiał na dynamiczny, zapierający dech w piersiach film ...
Filmweb sp. z o.o.
W ciągu ostatnich kilku lat znacznie wzrosło zapotrzebowanie na adaptacje znanych i powszechnie cenionych komiksów, stanowiących idealny materiał na dynamiczny, zapierający dech w piersiach film akcji. Spośród kilkunastu tego typu produkcji, tylko nielicznym udało się odnieść zamierzony sukces. Długo oczekiwana i hucznie zapowiadana "Kobieta-Kot" jest dowodem na to, że nawet utalentowana obsada aktorska i dość wysoki budżet nie gwarantują sukcesu, który w przypadku tej produkcji był jedynie połowiczny.

Bohaterką filmu jest niejaka Patience Phillips (Halle Berry) - pracownica koncernu kosmetycznego, zajmującego się produkcją nowoczesnych kosmetyków. Zamierza on wprowadzić na rynek rewolucyjny krem odmładzający. Produkt skrywa jednak pewien sekret. Jego dłuższe stosowanie przyczynia się do stopniowego pogorszenia skóry. Tajemnicę odkrywa Patience, która ginie w wyniku upozorowanego wypadku. Zostaje na nowo powołana do życia przez tajemniczego kota, zyskując nadnaturalne umiejętności. Jako Kobieta-Kot próbuje rozwikłać tajemnicę swojej własnej śmierci, balansując przy tym na granicy dobra i zła. 


Ekranizacja komiksu to z pozoru mało wymagający temat na film. Bowiem co może być trudnego w umiejętnym przeniesieniu losów komiksowego herosa na kinowy ekran. Niestety, coraz większa ilość "adaptacji" okazuje się jedynie swoistą wariacją na temat powszechnie znanego uniwersum. Filmowcy na siłę szukają innowacyjnych pomysłów, które przyciągną do kin tabuny widzów zaznajomionych z papierowym pierwowzorem. Końcowy rezultat bardzo często okazuje się odmienny od oczekiwanego. Nie inaczej jest w przypadku "Kobiety-Kot" - długo oczekiwanego filmu, traktującego o przygodach obdarzonej zwierzęcymi zdolnościami kobiety. Efektowne zwiastuny, podgrzewające atmosferę, a także załoga złożona z ambitnych twórców dawała nadzieję na przełom w dziedzinie komiksowych adaptacji. Zabrakło jednak zarówno chęci, jak i podstawowych umiejętności.

Historia Kobiety-Kot sięga lat czterdziestych ubiegłego wieku. Jest to powszechnie znana postać. (Głównie ze względu na występ u boku Batmana - czołowej postaci wykreowanej przez DC Comics). Mimo to z literackim pierwowzorem nie miałem do tej pory zbyt wiele wspólnego. Realizacja filmowej wersji była więc dla mnie możliwością lepszego zapoznania się z tą kultową bohaterką, debiutującą na ekranach nieco ponad pół wieku temu. Niestety, jak już wspomniałem wcześniej film Pitofa nie bazuje na oryginalnej historii. Zmieniono dosłownie wszystko. Poczynając od nazwiska głównej bohaterki, a kończąc na motywach jej działań. Wątek fabularny jest bardzo nieumiejętnie poprowadzony. Sam początek produkcji nie należy do obiecujących. Mimo to z zaciekawieniem śledziłem losy naszej głównej bohaterki, mając nadzieję na to, że akcja wkrótce nabierze tempa. Cała historia pozbawiona jest jednak najmniejszego sensu, zaś wątek odkrywania swojej niezbyt pasjonującej przeszłości posłużył raczej jako tło, dające możliwość wykazania się tytułowej kocicy. Na szczęście, z minuty na minutę tempo stopniowo przyspiesza, co zaczyna przekładać się na ilość, jak i jakość serwowanej akcji. 


Ścięte włosy, nowy strój, broń. Wreszcie coś zaczyna się dziać. Nużące, irytujące dialogi zostają odsunięte na boczny tor, zaś na pierwszy plan wysuwa się "krwawa" zemsta i próba powstrzymania pomysłodawców tajemniczego kosmetyku przed wprowadzeniem go na światowy rynek. Jednakże im szybciej nasza bohaterka się porusza, tym widzowie uważniej zaczynają dostrzegać chaotyczną, a wręcz fatalną pracę kamery. Jej nagłe skoki oraz ciągła zmiana perspektywy (bohaterka-ten zły, ten zły-bohaterka). Z czasem zaczyna to powodować nieustająca irytację. W takiej sytuacji trzeba ratować się efektami specjalnymi, lecz i te wyglądają niezwykle sztucznie. Choć trzeba przyznać, że umiejętności Kobiety-Kot zostały ukazane w świetny sposób, dzięki czemu nie tracimy nadziei na to, że coś jeszcze może się wydarzyć. 

Jedną z nielicznych zalet filmu okazały się walki wręcz, a także satysfakcjonująca końcówka. Tytułowa bohaterka daje nauczkę grupie rabusiów, z niezwykłą precyzją zakrada się do wrogów oraz znajduje kompromis pomiędzy swoją kocią naturą, a realnym życiem. 


Aktorsko film to... niska półka. Lecz być może spodziewałem się zbyt wiele? Tak czy inaczej aktorzy wcielający się w główne role nie stanęli na wysokości zadania. Sharon Stone jest niczym Steven Seagal - z wiekiem gra coraz gorzej, jedynie ośmieszając się przed widzami. Sytuację ratuje jedynie piękna Halle Berry, która oprócz paradowania w lśniącym czernią kostiumie nie wnosi do produkcji nic, ale to nic szczególnego. Widać wyraźnie, że nie utożsamiła się ze swoją bohaterką. 

"Kobieta-Kot" to film, który zadowoli wyłącznie tych, którzy nie są miłośnikami komiksu. Jeżeli liczycie na dobrą zabawę - nie zawiedziecie się. Jednakże jeśli zależy wam wyłącznie na bliższym poznaniu historii tytułowej mścicielki - srogo się zawiedziecie. Film sprawdza się jedynie jako mało angażujące kino, które nie zmusza nad do głębokich przemyśleń po zakończeniu seansu. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Krzychu_800
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły