Recenzja filmu Efekt motyla (2004)
J. Mackye Gruber
Eric Bress

Bez zbytniej egzaltacji

Początkową scenę filmu, gdy Ashton Kutcher nieporadnie biegnie po korytarzu i wpada do gabinetu psychiatry, odebrałem jako zapowiedź komedii, tymczasem film to poważny dramat science fiction, i ...
Filmweb sp. z o.o.
Początkową scenę filmu, gdy Ashton Kutcher nieporadnie biegnie po korytarzu i wpada do gabinetu psychiatry, odebrałem jako zapowiedź komedii, tymczasem film to poważny dramat science fiction, i do tego thriller. Dwóch twórców filmowych, Eric Bress i J. Mackye Gruber, po dosyć ciepło przyjętej komedii "Blunt" z 1998 roku, tym razem zainteresowało się jednym z pojęć wywodzących się z teorii chaosu, tj. wielkiej wrażliwości zachowania układów nieliniowych na małe zmiany warunków początkowych. W tytułowej anegdocie trzepot skrzydeł motyla np. w Ohio może po trzech dniach spowodować w Teksasie burzę piaskową. Jak wiadomo, zjawiska meteorologiczne są historycznym przykładem efektów nieliniowych, a ich nieprzewidywalność jest przysłowiowa.

W filmie młodemu bohaterowi w dzieciństwie pod wpływem traumatycznych przeżyć (molestowanie seksualne, nieszczęśliwy niewinny wypadek z petardą, tragiczna śmierć jego psa) po prostu urwał się film. To ciekawe, bo nie tak dawno czytałem o Ashtonie Kutcherze, który na ceremonię rozdania nagród Grammy 2001 miał przyjechać ze studentką wydziału mody. Jednak gdy dzwonił do jej drzwi, nikt mu nie otworzył. Następnego dnia okazało się, że dziewczynę znaleziono w jej domu zasztyletowaną. Rodzice ofiary twierdzą, że Kutcher mógł uratować jej życie. Czyżby fikcja splatała się z prawdą?

Niestety, Ashton Kutcher jakoś ostatnio nie może sobie znaleźć miejsca w kinie. I zdaje się, że jego wcześniejszy kontakt z gatunkiem dramatu był tylko w produkcji "Uwikłany" Johna Frankenheimera. Trzeba jednak przyznać, że jak na tak małe doświadczenie, to Kutcher, który kojarzy się z serialem "Różowe lata 70." i kilkoma komedyjkami, broni jak może swojego bohatera i nawet od czasu do czasu wzbudza współczucie. Jednak nie starał się zbudować pełnej, skomplikowanej, czystej wewnętrznie postaci, nawet wówczas, gdy ulega perfidnej manipulacji, tu jest bezradny. Jego powroty do przeszłości motywowane są nie tylko ciekawością, ale też lękiem, strachem, szczęśliwym zakończeniem przygody. Na całe jednak szczęście "Efekt motyla" opiera się nie tylko na grze dramatycznej Kutchera, bo wcześniejsze lata życia Evana odtwarzają: John Patrick Amedori jako 13-latek i Logan Lerman jako 7-latek. Ich obecność na ekranie autentycznie cieszy i z pewnością zasługuje na uwagę widza. W postaci Evana widać wtedy zawarte dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Podobnie zresztą udział Erika Stoltza w roli ojca Kayleigh Miller, pedofila, zasługuje na uznanie i zachwyca swą sugestywną grą, wyrzekając się formalnego manieryzmu.

Film nie zaskakuje, choć niby obfituje w zmiany nastroju. Sceny się przeplatają, czasem są nielogiczne, czasem zbyt długie. Po momentach euforii Evana następuje rozczarowanie prowadzące do depresji. Daje się dostrzec, że autorzy nie znają podstawowych zasad filmowego domina. Zabrakło psychologicznej intensywności i akcji, lecz coś ze złowieszczego klimatu udało się zachować. Zresztą twórcy jakby oddają interpretację całej treści, jej początku i końca, samemu widzowi. A jednak miarą wszechrzeczy pozostaje człowiek ze swą niedoskonałą moralnością. To on na koniec prostuje splątane ścieżki, a że czyni to zgodnie z regułami filmowego dramatu. Jednak nieunikniona infantylność psychologiczna ciągnie w dół, reżyserzy próbują temu przeciwdziałać leciutką nutą ironii. Filmowa opowieść nie zawiera rewelacji, na które czekałoby się z wypiekami. Z drugiej jednak strony warto czasem spojrzeć na eksperyment powrotu do przeszłości (przyszłości też) oczyma innych - z dystansu, bez zbytniej egzaltacji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 49% uznało tę recenzję za pomocną (55 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie