Recenzja filmu Blade: Wieczny łowca II (2002)
Guillermo del Toro

Blade po raz drugi

To było nieuniknione. Po czteroletniej przerwie świat znów został opanowany przez tandetne i kiczowate filmy o wampirach, a z powodu niezadowalających zysków dalsza produkcja obrazów o ...
Filmweb sp. z o.o.
To było nieuniknione. Po czteroletniej przerwie świat znów został opanowany przez tandetne i kiczowate filmy o wampirach, a z powodu niezadowalających zysków dalsza produkcja obrazów o krwiożerczych istotach stanęła pod znakiem zapytania. Gdy wszystko wskazywało na to, że to już koniec, że upadek wampirzego kina tuż tuż, na arenę wkracza "Blade", najtwardszy i najlepszy pogromca tanich obrazów o wampirach ostatnich lat. W nowej odsłonie, z nowymi pomysłami, ze świetną muzyką oraz widowiskowymi efektami specjalnymi. Gotów ocalić kinomanów przed  kolejnymi nic niewartymi produkcjami.

Druga cześć "Blade'a" zaczyna się od przedstawienia nam sceny, w której nasz stary dobry znajomy Blade, pół wampir, pół człowiek, próbuje wyleczyć swojego mentora i zarazem przyjaciela, Whistlera (Kris Kristofferson). Whister nie zastrzelił się, jakby to mogło wynikać z pierwszej części, lecz zaczął przemieniać się w wampira. Dzięki szybkiej interwencji Blade'a bieg przemiany udało się odwrócić i stary mentor powrócił do zdrowia. Tymczasem w świecie wampirów pojawia się nowa mutacja, wirus, który zmienia krwiożercze istoty w prawdziwe maszyny bojowe. Nowe wampiry są silniejsze, mają bardziej wyczulone zmysły, są szybsze i łatwiej regenerują swoje ciało. Jest tylko jedna wada – mutacja wzmaga łaknienie krwi, a istoty nią dotknięte nie panują nad swoim pragnieniem. Zabijają zarówno swoich pobratymców, jak i ludzi. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, grupa delegatów przybywa po pomoc do Blade'a, który staje przed trudnym dla siebie wyborem: albo stanie po stronie wampirów i pomoże im zniszczyć nową plagę, albo odmówi i będzie miał na karku nie tylko krwiopijców, ale i ich zmutowanych pobratymców.

Scenariusz to niewątpliwie jeden z plusów produkcji. Cieszę się, że twórcy nie poszli na łatwiznę i wymyśli coś nowego. W porównaniu z poprzednią częścią mamy tutaj do czynienia z odwrotną sytuacją. To nie wampiry stanowią zagrożenie, lecz nowy przedstawiciel ich gatunku. Blade, tym razem zmuszony okolicznościami, przystaje na przymierze ze swoim dotychczasowymi wrogami, aby pokonać silniejszego przeciwnika, można by powiedzieć, że w myśl zasady: "Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Mogę Was zapewnić, że scenariuszem "Blade'a" nie będziecie rozczarowani, a całą historię będziecie śledzić z ogromną przyjemnością, ponieważ fabuła nie jest taka prosta, jak się wydaje.

"Blade: Wieczny łowca II" to uczta dla oka i ucha. Oprawa audiowizualna jest po prostu rewelacyjna. Widać tutaj wyraźnie, że do efektów specjalnych musiał przyłożyć rękę nie kto inny jak Guillermo del Toro. Efekty są wykonane z niezwykłą dbałością nawet o najmniejsze detale. Oczywiście, w niektórych scenach widać użycie komputera, lecz tutaj jego wykorzystanie zdaje mi się jak najbardziej słuszne. Podobnie jest z samą muzyką. Ciężkie brzmienie dobrze oddaje to co widzimy na ekranie i pozwala się wczuć w klimat filmu.

Aktorstwo stoi na tym samym poziomie, co poprzednio. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli tytułowego Blade'a jak Wesley Snipesa, czasami nawet odnoszę wrażenie, że jest to rola wprost dla niego stworzona. Pozostali spisali się dobrze, choć bez rewelacji. Nie spodobała mi się kreacja głównego czarnego charakteru, który na tle swojego poprzednika z pierwszej części wypada trochę blado, ale każdemu co innego może przypaść do gustu.

"Blade II" to bardzo dobra produkcja, godny następca, który nie tylko dorównuje pierwszej części, ale nawet ją przewyższa. Polecam wszystkim fanom filmów o wampirach.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 62% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).