Recenzja filmu Monty Python i Święty Graal (1975)
Terry Gilliam
Terry Jones

Brave Sir Robin ran away

Anglicy to zaprawdę dziwny naród. Zajadają się puddingiem w ogromnych ilościach, a wieczorną porą po godzinie piątej delektują się herbatką z mleczkiem. Snobistyczni w swym sposobie bycia, pełni ...
Filmweb sp. z o.o.
Anglicy to zaprawdę dziwny naród. Zajadają się puddingiem w ogromnych ilościach, a wieczorną porą po godzinie piątej delektują się herbatką z mleczkiem. Snobistyczni w swym sposobie bycia, pełni imperialistycznych zapędów, wierzący w potęgę swej monarchii, która zdewaluowała się wraz z biegiem lat. Rodzaj to człowieka nietypowy, więc i inne rzeczy śmieszyć go będą. Specyficzny, niekonwencjonalny humor cechujący mieszkańców wysp, jest najlepszą rzeczą jaką  mogli obdarować współczesny świat. Sztandarową instytucją, która dumnie reprezentuje powyższą tezę jest "Latający Cyrk Monty Pythona".

"Monty Python i Święty Graal" to pierwszy pełnometrażowy film z udziałem szalonych Anglików, który nie jest kompilacją najlepszych skeczy, acz pełnoprawnym, kompletnie nowym obrazem. 

Historia prezentuje się następująco. Artur, król Brytyjczyków, przemierza z dumą piękne, więc i wielce zamglone, obszary swego kraju w poszukiwaniu mężnych wojów mogących zasiąść wraz z nim przy okrągłym stole w zamku Camelot. Po licznych poszukiwaniach u boku króla stają dzielni Sir Galahad, Sir Lancelot, Sir Bedevere oraz nie do końca tak dzielny i tak cnotliwy Sir Robin. Wezwani przez samego Boga, wyruszają na poszukiwania Świętego Graala. 

Podróż ta będzie obfitować w liczne przeciwności, pozbawione sensu i logiki, a swą absurdalnością mogłyby sięgnąć szczytu Mount Everest. Za przykład niech posłużą sceny spotkania Rycerzy, którzy mówią Ni, bądź walka z krwiożerczym królikiem, które są nasączone na wskroś prześmiewczym, absurdalnym humorem dobrze znanym dla miłośników Pythonów. Dodajmy do tego także walkę z Czarnym Rycerzem oraz ucieczkę przed bestią w jaskini, a otrzymujemy kompletny obraz tego co można uznać za esencję angielskiego dowcipu.

"Monty Python i Święty Graal" oprócz całej swej prześmiewczej otoczki posiada drugie dno. Jest to komentarz, będący krytyką wieków średniowiecznych. Zobaczymy go choćby w scenie zabierania zmarłych z domu, która pragnie nas uświadomić o okropnych warunkach życia, mieszkańca średniowiecza. Nieprzestrzeganie zasad higieny powodowało wzrost liczby zachorowań. Przewlekłe choroby będące następstwem braku utrzymywania czystości "pomagały" nieszczęśnikom dokonać szybkiej podróży w zaświaty. Do tego mamy scenę egzekucji "rzekomej" czarownicy. Jak widać stracenia, nie zawsze słuszne i nie mające jakichkolwiek podstaw co do wiarygodności osądu, były makabryczną rozrywką dla ludu. Nie ważne dlaczego i kogo, ważne by coś się działo. Ktoś przy tym straci swój żywot? Cóż począć wobec "dobra" ogółu.

Film jest świetny. Bawi swą nieszablonowością i estetyką humoru. Atakuje absurdem z każdej strony, by mimowolnie na twarzy widza, zaczął się rysować wielki, szelmowski uśmiech. Poza tym komentuje bez ogródek sprawy "mroków średniowiecza" w sposób równie zabawny co i dosadny. Otrzymujemy zatem dzieło epickie, z którym powinien się zapoznać każdy, prawdziwy miłośnik kina. Warto, by wzbogacić swe doświadczenia o nowe pokłady dowcipu. Bowiem nadchodzi kiedyś taki czas, w życiu każdego człowieka, kiedy przyjdzie mu ściąć sosnę przy pomocy śledzia i oczywiście, należy to zrobić.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 72% uznało tę recenzję za pomocną (134 głosy).
Gonzitto
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!