Recenzja filmu Jestem legendą (2007)
Francis Lawrence

Być legendą jest trudno

Dzień 9995. W nowym miejscu mam przejściowe problemy z dostępem do energii elektrycznej, mam nadzieję, że uda mi się jutro znaleźć jakiś generator. Nowa okolica wydaje się znacznie bardziej ...
Filmweb sp. z o.o.
Dzień 9995. W nowym miejscu mam przejściowe problemy z dostępem do energii elektrycznej, mam nadzieję, że uda mi się jutro znaleźć jakiś generator. Nowa okolica wydaje się znacznie bardziej przyjazna niż poprzednia, do tej pory nie spotkałem się z żadnymi oznakami życia - innymi niż kilka ptaków. Po drodze do nowego miejsca spotkałem kilka jeleni, dwie mile stąd widziałem kilka plam krwi. Z badań wynikało, że to była krew lwów, co może oznaczać że w pobliżu mieszkają "przyjaciele".

Dzień 9997. Mój samochód oczywiście nawalił. Znowu. Mam tego złomu serdecznie dosyć, zastanawiam się, czy nie zorganizować nowego. Skąd na tym odludziu mam wziąć nową pompę paliwową? Całe szczęście, że udało mi się wrócić do lokum pożyczonym, wojskowym Hummerem, na tyle wcześnie, by zatrzeć w pobliżu wszystkie ślady. Przy okazji w aucie znalazłem nową broń - wojskowy shotgun z zapasem amunicji. Na dachu jest również działko, z którego można wyciąć w pień cały legion. Myślę, że w bezpośrednim kontakcie z nimi zarówno pierwsze, jak i drugie będzie bardzo pomocne.

Dzień 9998. Dzisiejszej nocy w pobliżu lokum ktoś był i z całą pewnością nie były to zwierzęta. Pozostało kilka śladów, które utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, by wynosić się jak najszybciej z tego miasta. Spakowałem zatem tyle paliwa, ile mogłem, trzy akumulatory do lamp, które doinstalowałem na dachu. Zapas jedzenia starczy mi na tydzień. W ciągu tygodnia opuszczam trzecie miejsce i bardzo mi się to nie podoba. Albo któryś z nich mnie tropi, albo mam jak zwykle pecha.

Dzień 9999. Wojsko jednak ma najlepszy sprzęt. Hummer radzi sobie w terenie nienagannie, żadnych problemów z oponami, wzniesieniami i tak dalej. Po prostu jedzie, no chociaż ilość paliwa, którą pochłania jest wprost proporcjonalna do mocy jego silnika. Za parę dni nie zostanie mi kropla benzyny. Przydało się też wojskowe radio. Na falach AM złapałem słaby sygnał, który nadaje Robert Neville z New York. Znam już kierunek swojej podróży.

Dzisiejszego dnia obejrzałem film, który ma szanse przerwać kinowy "sezon ogórkowy". Z chwilą, gdy znalazłem pierwszy zwiastun "Jestem legendą", zaczął się u mnie czas oczekiwania na premierę. Jeden, jedyny człowiek na całym świecie? Przecież to niedorzeczne, ba, wręcz absurdalne! Zdaje się, że fabuła jest bardzo prosta, jakkolwiek uzasadnienie, dlaczego główny bohater ląduje w nieciekawej sytuacji zupełnie sam (nie licząc psa), jest bardzo dobre. Podobają mi się też retrospekcje, które rozwiewają wątpliwości, równocześnie pokazując, jak się to zaczęło. Cała historia, jak na film, w którym zasadniczo przez większość czasu pojawia się jedna osoba, opowiedziana jest z polotem, nie dłuży się, jednocześnie pokazuje życie na wygnaniu. Zachowanie pozorów normalności, którą usiłuje stworzyć doktor Neville, jest interesujące i momentami wywołuje uśmiech na twarzy.

Will Smith, którego obserwujemy na ekranie idealnie wpasował się w rolę. Nie widać, w tym co robi, pozorów, gry czy fałszu, po prostu jest taki, jaki ostatni człowiek być powinien. Nie chciałbym stwierdzić, że każdy jest w stanie odegrać to tak samo dobrze - od tego jestem daleki. Aktor, którego do tej pory kojarzyłem głównie z "Bad Boys", nobilituje się, pokazując cechy pozytywne - takie jak miłość, determinacja, wiedza, heroizm oraz skrajnie negatywne - słabość, lęk, zadufanie w sobie. Wszystko to będziecie w stanie znaleźć w filmie.

Efekty specjalne stoją na wysokim poziomie. W wielu miejscach widać, że postaci czy też zwierzęta są animowane. Chociaż nie okłamujmy się, pościg za stadem jeleni po ulicach miasta byłby niemożliwy bez pomocy komputerów. Postaci, szczególnie wrogie bohaterowi, wyglądają paskudnie i odrażająco, ale nie są to rozkładające się trupy zaimportowane z "Resident Evil". Swoją drogą szkoda, że nie poświęcono im więcej czasu, sam z chęcią bym dowiedział się paru szczegółów o życiu "złych". Nie chodzi o film dokumentalny "Wampir w post apokaliptycznych realiach roku 2010", ale o informację, na ile oni są jeszcze ludźmi, a na ile zwierzętami. Jedno ze zdań nawet sugeruje coś, co chwilę później dobitnie weryfikuje na własnej skórze nasz bohater.

Niewidoczna w filmie jest muzyka, co nieco deklasuje go w moich oczach. Do tej pory, chociaż sporadycznie, lubię odsłuchać sobie soundtrack "Piratów…" czy "Gladiatora". W tym aspekcie film rozczarował mnie - chociaż broni się tym, że nie jest to film przygodowy (w tych muzyka ma większe znaczenie), a delikatny thriller z elementami fikcji.

Kończąc swój wywód, pragnę dołączyć parę zdań podsumowania. W filmie znalazłem dobrze wyważone proporcje pomiędzy akcją oraz wyzwoloną fantazją, bez przesadnego patosu. Monologi doktora nie doprowadzają do wybuchów śmiechu, a ich ilość nie sprawia, że człowiek zasypia w fotelu. Ilość dialogów, którą można spokojnie porównywać z "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna" nie wymusza ciągłego czytania, umożliwia to obserwowanie życia w świecie wywróconym do góry nogami. Fabuła pozwala kilka razy wstrzymać oddech w trakcie oczekiwania na "zajście zdarzenia". Sam też podskoczyłem parokrotnie w fotelu, mimo że takie "dzieła kinematografii" jak "Klątwa" oglądałem z otwartymi oczyma.

Polecam osobom niezdecydowanym, a sceptykom proponuję nieco mniej krytyczne spojrzenie. W dobie sequeli, prequeli i innego odcinania kuponów warto docenić film taki jak ten, rozsądnie skomponowany.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
splatch
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie