Recenzja filmu Aviator (2004)
Martin Scorsese

Był aviatorem, nie oblatywaczem

"Aviator" miał zagwarantować Martinowi Scorsese złotą statuetkę Oscara, na którą czekał od dłuższego czasu. Podobne nadzieje wiązał z tym filmem Leonardo DiCaprio, będący odtwórcą głównej roli i, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Aviator (2004)
"Aviator" miał zagwarantować Martinowi Scorsese złotą statuetkę Oscara, na którą czekał od dłuższego czasu. Podobne nadzieje wiązał z tym filmem Leonardo DiCaprio, będący odtwórcą głównej roli i, co ważne, producentem. Jak się okazało - ich nadzieje były płonne i nie przyniosły im nic, prócz głośnych gwizdów na sali (jak to miało miejsce podczas wielu projekcji w polskich kinach) oraz pięciu statuetek, które w rzeczywistości nie przedstawiały dla nich większej wartości.

Powodów efektownej klapy "Aviatora" można się doszukiwać w wielu czynnikach. Moim głównym zarzutem jest długość filmu, który przekracza na liczniku dwie i pół godziny. Oczywiście, jest wiele filmów od niego dłuższych, a uważanych za absolutnie genialne. Niestety "Aviator" przy swej rozciągłości, gwarantował jeszcze widzowi... wiadra nudy. Historia Howarda Hughesa jest tematem niezwykle atrakcyjnym i dającym duże pole do popisu. W końcu jest to człowiek, który żył za pięciu! Nakręcił najdroższy z filmów lat '30, pobił rekord prędkości w powietrzu (w roku 1935) oraz zbudował największy samolot, który kiedykolwiek znajdował się w powietrzu - prawdą jednak jest, że krótko, ale... Niestety, John Logan, autor scenariusza, nie wykorzystał tego potencjału i stworzył opowieść bardzo urywaną i chaotyczną, w której wyraźnie brakowało myśli przewodniej. Ponadto miałem wrażenie, że zbyt dużo miejsca poświęcono chorobie psychicznej Howarda. Rozumiem, że jest to bardzo istotny element i obejść się bez niego nie sposób. Niemniej jednak motyw ten przewijał się zbyt często i zbyt długo.

Trzeba przyznać, iż DiCaprio mógł mieć nadzieje na Oscara po tak wymagającej roli. Jednak mimo iż zagrał bardzo dobrze, miałem uczucie niespełnienia. Leonardo jest dobrym aktorem i nie poddaję tego w wątpliwość - jednak myśl o nagrodzie najwyraźniej tak go pochłonęła, że nie włożył serca w produkcję tego filmu. Jest technicznie idealny, ale odrzuca widzów bardzo technicznym podejściem do gry aktorskiej. Tak samo nie byłem zadowolony z roli Cate Blanchett, która za rolę Katharine Hepburn otrzymała złotą statuetkę. Może to było jednak spowodowane tym, że postać przez nią odgrywana nie przypadła mi do gustu.

Rzeczą, która mnie bardzo dziwi, jest nagrodzenie montażu. Według mnie jest to jeden z największych (zaraz po wiejącej z ekranu nudzie) mankamentów filmu. Ujęcia, które chciałem, żeby trwały dłużej, urywały się niemalże po kilku sekundach - w szczególności sceny z samolotami. Reżyser wraz z monterem najwyraźniej się zmówili, bym nie mógł się napatrzeć na te wspaniałe samoloty, które wszak były przygotowane do filmu po mistrzowsku! Z kolei niektóre sceny dłużyły się w nieskończoność, ale to już wina kulejącego scenariusza. Trzeba jednak przyznać w jednym rację - efekty specjalne stały na bardzo wysokim poziomie - scena kręcenia "Aniołów Piekieł" była wspaniała!

Możliwości były wielkie. Twórcy nie szczędzili pieniędzy na produkcję i zatrudnili hollywoodzkich specjalistów. Niestety tak bywa, że drogie filmy okazują się klapą, kiedy te tańsze, ale mające dobry scenariusz zgarniają wszystkie oklaski. Ze smutkiem muszę przyznać, że obejrzenie "Aviatora" było dla mnie wręcz stratą czasu, gdyż film ten nie zapewnił mi ani zabawy, ani nie wniósł nic do mojego życia. Cieszę się jedynie, że film wszedł do polskich kin pod oryginalną nazwą, gdyż tłumaczenie "Oblatywacz" mogłoby być bardzo kaleczące dla szanowanego w Polsce zawodu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 1/10 nieporozumienie

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o