Recenzja filmu Chaos (2006)
Xawery Żuławski

Chaos mój widzę ogromny

Należałoby zacząć od tego, czym film ten nie jest: nie westernem ani filmem fantastycznym, z pewnością również nie thrillerem, horrorem czy też filmem akcji. No i nie jest to na pewno dokument ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Chaos (2006)
Należałoby zacząć od tego, czym film ten nie jest: nie westernem ani filmem fantastycznym, z pewnością również nie thrillerem, horrorem czy też filmem akcji. No i nie jest to na pewno dokument czy musical. Uprzedzam pytania: nie odbiło mi. "Chaos" Xawerego Żuławskiego jest bowiem filmem tak niejednolitym i zawierającym w sobie tyle elementów różnych gatunków filmowych (komedia, dramat, obyczaj i Bóg jeden wie co jeszcze), że na samym początku wypadałoby ustalić, z czym nie mamy do czynienia na 100%... lub tak na 99,9%.

Jest trójka przyrodnich braci z jednego ojca - dresiarz Blondas (Bolec), punk Niki (Marcin Brzozowski) i pracujący za spore pieniądze Sławek (Sławoj Jędrzejewski). Jest jeszcze przyrodnia siostra Blondasa, Mania (Maria Strzelecka), w której kocha się Nikii  i pani Hanna von Bronheim (Magdalena Cielecka). Jest poza tym cała gromada jednowymiarowych (poza Łysym granym przez Borysa Szyca) postaci, które wypełniają sobą ten trwający ponad dwie godziny film.

Czegóż tu nie ma? Są alterglobaliści posługujący się znakiem niesłychanie podobnym do swastyki, jest godzenie się na pracę w mięsnym dziale supermarketu przy swoim wegetarianizmie, jest zakazana miłość, braterskie porachunki, ojciec - buddyjski neofita, pragnienie wyrwania się z Polski, prostytucja, zdrada przedmałżeńska, korupcja i wiele innych rzeczy. Ktoś najwidoczniej powiedział Żuławskiemu, że im więcej problemów porusza film, tym lepiej. Szkoda tylko, że ten ktoś nie powiedział mu jeszcze, że wszystkie wątki muszą się łączyć w zgrabną całość. "Chaos" zgrabną całością nie jest - jest chaosem, bezkształtną kreaturą na cienkich nogach mrówki powiększonej do rozmiarów słonia (a wiemy, że takiej wielkości monstrualna mrówka miałaby zbyt cienkie nóżki, by mogły udźwignąć jej ciężar). Prawdziwy cud, że ten kolos nie łamie sobie nożysk i nie leży na ziemi przeraźliwie kwicząc.

Czyją zasługą jest, iż ów film nie jest katastrofą, tylko przemawiającą w miarę do widza ciekawą wizją Polski i młodych Polaków? Na pewno nie aktorów - są oni bowiem w większości nieprzekonujący i najnormalniej w świecie drażniąco infantylni (rozumiem, że w zamyśle reżysera bohaterowie mieli być właśnie niepokojąco infantylni, ale to jest przerażające, a nie niepokojące!). Czyżby więc samego reżysera, patrzącego przez złożone z różnobarwnych szkiełek okulary na nasz kraj, dostrzegający w nim wiele ciekawych aspektów, których nie zwykli dostrzegać nasi filmowcy? Być może, ale odpowiedź na to pytanie trzeba odnaleźć samemu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 12% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).