Recenzja filmu Zmierzch (2008)
Catherine Hardwicke

Ckliwa bajeczka o niczym

Świetny, fantastyczny, genialny! Takie oto epitety słyszało się tu i tam, kiedy zdyszane, spocone tłumy wychodziły z kin zarażonych "Zmierzchem". Ludzkość została zainfekowana wirusem, który ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zmierzch (2008)
Świetny, fantastyczny, genialny! Takie oto epitety słyszało się tu i tam, kiedy zdyszane, spocone tłumy wychodziły z kin zarażonych "Zmierzchem". Ludzkość została zainfekowana wirusem, który szybko się rozprzestrzenia. Całe szczęście, że najpewniej już za parę tygodni choroba samoistnie ustąpi.

Synteza zagubionej i tajemniczej nastolatki (w tej roli Kristen Stewart jako Isabella Swan) oraz tajemniczego Edwarda Cullena, który okazuje się wampirem (Robert Pattinson) daje w efekcie film popularny i kasowy. Nie wiemy, czy prezentująca nam bezsprzecznie kobiecy punkt widzenia reżyserka Catherine Hardwicke miała na celu wykreowanie wziętego i cieszącego się popularnością filmu na jeden sezon, ale niewątpliwie to właśnie osiągnęła.

"Zmierzch" opowiada historię 17-letniej dziewczyny, która z powodów rodzinnych przeprowadza się do miasteczka Forks, gdzie mieszka razem z ojcem. Matka tymczasem, wraz ze swoim nowym mężczyzną - Philem, przebywa na Florydzie. Między Isabellą a chłopakiem z jej klasy, Edwardem, zaczyna rodzić się uczucie. "Młokos" musi powstrzymać swoje pragnienia i żądze, a dziewczyna zaakceptować i przystosować się do nowej sytuacji. Wszystko zaczyna się komplikować, kiedy wróg rodziny Cullena pragnie ugryźć niewinną Bellę.

Przyzwoite zdjęcia Elliota Davisa, przyjemna muzyka Cartera Burwella, który komponował już do takich filmów, jak "Hamlet" czy "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Tajne przez poufne" braci Coen oraz z grubsza poprawna gra aktorów sprawiają, że "Zmierzch" staje się filmem dla spragnionych miłości nastolatków, którzy w osobach głównych bohaterów – pięknej Belli i bądź co bądź niesamowicie przystojnego Edwarda – odnajdą najpewniej idealną dziewczynę czy idealnego chłopaka. Całe szczęście, że po zakończonym seansie mogą do woli całować swoich lubych na mrocznomagicznych plakatach.

Film ten powstał na podstawie książki Stephanie Meyer. Zarówno historia, jak i tematyka, są najzwyczajniej płytkie. Nie ma w tym przesłania, nie ma morału. Życie życiem, produkcja produkcją. "Zmierzch" to przesłodzony amerykański cukierek w pięknym opakowaniu dla niewymagających odbiorców. Bardziej ambitnych zwyczajnie zanudzi. Zwłaszcza, że wampiry w tym filmie są tuzinkowe i nie dostarczają emocji, jakich należałoby się spodziewać po przeczytaniu nagłówka sugerującego, że "Zmierzch" jest horrorem. Bądź co bądź jest w tym odrobina racji. Przetrwać 122 minuty wpatrując się w kinowy ekran z zażenowaniem – oto zgroza dla prawdziwych wielbicieli filmu.

Jesteś przygotowany na ładnie zrealizowany, kinowy hicior o niczym? Zainwestuj parę złotych, kup dobry popcorn i przekonaj się, czy coś zyskałeś.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (58 głosów).
scooby1316
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (19)

zobacz wszystkie