Recenzja filmu Nóż w wodzie (1961)
Roman Polański

Co ma wisieć, nie utonie

Polański nakręcił film tak o ludzkich namiętnościach, jak i słabościach; dylematy bohaterów zdają się prześladować ich na każdej stronie scenariusza.
Filmweb sp. z o.o.
Jak wspomina Grażyna Stachówna – filmoznawczyni, członkini Polskiej Akademii Nauk, "Nóż w wodzie" uznany został wkrótce po swojej premierze za "napaść" na wzory społeczne dyktowane przez władze PRL-owskie. Pierwszy pełny metraż w długiej karierze Romana Polańskiego okazał się dziełem nad wyraz nowoczesnym, bardziej niż polskim – europejskim; stanowił przewrotną i nonkonformistyczną wizję życia młodych. Reżyserowi i towarzyszącej mu ekipie zarzucano chorą fascynację obyczajami zachodnimi, oskarżano ich o perwersję, wreszcie o apolityczność. "Nóż w wodzie", faktycznie, odcina się od tradycji Polskiej Szkoły Filmowej – choć jest jej sztandarowym reprezentantem. Bardziej niż na przebiegu i skutkach II wojny światowej Polański wolał skupić się na obserwacji trzech intrygujących indywiduów.


W ciepłe letnie popołudnie dziennikarz sportowy Andrzej (Leon Niemczyk) i jego żona Krystyna (Jolanta Umecka) wyruszają nad jezioro. Są burżujami, wożą się bogatym samochodem, posiadają własny jacht. Na drodze spotykają młodego, bezimiennego autostopowicza (Zygmunt Malanowicz). Andrzej podwozi go do przystani. Splot wydarzeń prowadzi chłopaka na pokład żaglówki. Dziennikarz popisuje się przed ubogim studentem pozycją materialną, a nawet piękną Krystyną, która zdaje się stanowić w jego oczach trofeum. Gość przyjmuje pozę buntownika, nie ulega prowokacji. Zamiast pić z organizatorami rejsu drogie wino woli bawić się własnym nożem, w którym widzi narzędzie zaradności, potęgę.

Wydawać mogłoby się, że tytułowy nóż symbolizować będzie przemoc, lecz jego istota jest zgoła odmienna. Należący do studenta przedmiot jest obiektem gry toczonej między bohaterami, a w jednej ze scen staje się nawet powodem kłótni. Gdy właściciel wyciąga sprężynowe ostrze z kieszeni, przyprawia tym samym Andrzeja i Krystynę o zimny dreszcz. Andrzej odbiera potem młodziakowi zabawkę, każąc go jak niegrzeczne dziecko, a tym samym poniżając. Przekazywany z rąk do rąk nóż pomaga Polańskiego zgłębić psychologię postaci, jest więc więcej niż symbolem. Jego metaforyczna rola okazuje się jednak niezaprzeczalna: w filmie subtelnie eksplorującym męskie ego nóż przyjmuje kształt falliczny.


Symbol żeński reprezentują wody, na których trzyma się jacht. Przez znakomitą część filmu pogoda sprzyja spokojnemu rejsowi. Gdy jednak nadciąga burza, łódź przewraca się na jeden ze swoich boków. Równowagę traci też w końcu Krystyna, zmuszona do biernego uczestniczenia w zawoalowanej rywalizacji mężczyzn. Znajdziemy w "Nożu w wodzie" wspaniałą scenę, w której bohaterka śpiewa: "Choć pusto jest tak, nie trzeba ci mnie; bo szczęścia nam brak, kochamy się źle". To pierwszy moment, w którym widz otwarcie dostrzega, że związek Andrzeja i Krystyny jest fikcją, a źródło ich wspólnego szczęścia leży w wartościach materialnych, nie w uczuciach. Krystyna zdradza męża ze studentem i przyznaje się do tego. Andrzej nie traktuje jej słów na poważnie: jest zbyt ślepy, zbyt nieczuły, zbyt pewny siebie, by przyjąć wieść o przegranej.

Warunki na planie zdjęciowym filmu nie należały do łatwych, o czym Polański wielokrotnie wspominał. Nie dopisywała przede wszystkim pogoda. Zdjęcia autorstwa Jerzego Lipmana okazują się z tego powodu bardziej niż udane. Operator, którego przestrzeń pracy na jachcie ograniczona została do paru metrów, nakręcił materiał prawdziwie niepolski. Jego kadry biją bogactwem, choć budżet włożony w projekt nie przekraczał trzech milionów złotych. Mowa tu, oczywiście, o bogactwie estetycznym: "Nóż w wodzie" wygląda momentami, jak artystyczne kino południowoeuropejskie. W najpiękniejszym ujęciu Lipmana Jolanta Umecka wygrzewa się na pokładzie statku; za jej zgrabnym ciałem rozpościera się widok na delikatnie falujące jezioro oraz symetrycznie rozłożone na lądzie drzewa. Z obowiązków kompozytora znakomicie wywiązał się Krzysztof Komeda. Jego jazzowy soundtrack plącze się we własnym natężeniu, jest audialnym odzwierciedleniem stanu emocjonalnego bohaterów. Sceny ubarwione muzyką skutecznie odrywają od siebie sceny dialogowe, łagodzą napięcie aktorskie.


Około dziewięćdziesiątej minuty przychodzi czas na finalizację krętej historii. Nie wiemy, co dzieje się po napisach końcowych, choć i wczesne zagrywki trojga bohaterów mogły wydawać się niejasne. Reżyser bawi się oglądającym jak marionetką. W jednej chwili każe mu wierzyć, że jedna z postaci poniosła śmierć, w drugiej przywraca ją do życia. Później zamyka swój film sceną na rozstaju dróg. Ambiwalencja to świetne i niepobłażliwe posunięcie z jego strony.

"Nóż w wodzie" to dzieło, które ukuło właściwie w polskim kinie pojęcie filmu psychologicznego. To także jeden z czołowych reprezentantów tego gatunku. Siła obrazu tkwi w jego prostocie. Polański nakręcił film tak o ludzkich namiętnościach, jak i słabościach; dylematy bohaterów zdają się prześladować ich na każdej stronie scenariusza. Ocena postaci, ich arogancji, dziecinności, poczynań pozostaje w indywidualnym geście każdego widza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
MyNameIsDeath
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o