Recenzja filmu Piła IV (2007)
Darren Lynn Bousman

Coraz bardziej tępa ta piła

Niestety to już tradycja ─ Halloween w USA, a początek roku u nas to czas, kiedy pojawia się w kinach kolejna część „Piły”. Niskobudżetowy horror powstały w roku 2003 zachwycił widzów klimatem i ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Piła IV (2007)
Niestety to już tradycja ─ Halloween w USA, a początek roku u nas to czas, kiedy pojawia się w kinach kolejna część „Piły”. Niskobudżetowy horror powstały w roku 2003 zachwycił widzów klimatem i zaskakującym zakończeniem. Krytycy nie oszczędzali poziomu aktorstwa i piętnowali dziury w scenariuszu, ale widzowie mieli to gdzieś. W kontynuacji, rok później obserwowaliśmy o wiele bardziej logiczną akcję, o wiele lepszy poziom aktorstwa i niestety o wiele więcej makabry. Od tej pory każda kolejna część to coraz wymyślniejsze zagadki i coraz więcej pomysłów na rozłupywanie czaszek i wypruwanie flaków. Powstała rok temu „Piła III” miała świetny scenariusz, naszpikowany zwrotami akcji, ale niestety stężenie makabry było nie do wytrzymania. Teraz zgodnie z tradycją do kin trafia „Piła IV”. Najgorsza z powstałych.

Jak pamiętamy Jigsaw, surowy moralista, który uczy ludzi, jak żyć, aby nie krzywdzić innych i szanować własne życie w poprzedniej części „Piły” umarł i właśnie od sekcji jego zwłok zaczyna się obraz. Być może znajdą się tacy, którzy już po tej scenie będą mieć dość i przerwą seans. Z chirurgiczną dokładnością pokazuje się tu rozcinanie czaszki, wyjmowanie mózgu i wnętrzności. Potem długo nie wiadomo co się w tym filmie dzieje, potem też nie wiadomo, a na końcu jesteśmy już kompletnie ogłupiali. Autorzy scenariusza z części na część starają się coraz bardziej przekomplikować akcję, czego efektem jest przeładowanie wątków. Tylko najwierniejsi fani obejrzą ten film kilka razy, aby wszystko się im kleiło. Bo pewnie jest w tym jakiś sens, tylko ja już nie mam ochoty oglądać tych wszystkich obrzydliwych scen drugi raz. Za pierwszym razem nie wszystko jest oczywiste. Montaż jest szybki, kamera szarpana, stąd widz nieustannie czuje się jak w pędzącym rollercoasterze. Co nam pozostaje - nam, czyli inteligentnym widzom o określonych gustach? Niewiele.

Fabuła podobnie jak w trójce, ale o wiele mniej ciekawie zawiązana jest wokół jednej postaci, która musi przejść serię makabrycznych testów, aby się czegoś nauczyć. Scenarzyści próbują w błyskotliwy sposób połączyć ze sobą wszystkie wątki z poprzednich części, ale z tego robi się tylko wielkie zamieszanie i w sumie nie wiadomo, o co tu chodzi. Czuć zmęczenie materiału, że wszystko, co już można było, to z tej historii wyciągnięto już dawno. Jest to na pewno o wiele ciekawsza propozycja niż kolejne części schematycznych „Hostelów”, ale tworzenie czwartej części filmu w ciągu 4 lat, to już chyba przesada. Widzowie też potrzebują powiewu świeżości, a nie ciągle widoku obskurnych pomieszczeń i głosu „I want to play a game” dobywającego się zza groteskowo śmiesznej maski.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
szymalan
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)