Recenzja filmu Wojownicze żółwie ninja (2007)
Kevin Munroe
Andrzej Bogusz

Cowabunga!

Lata osiemdziesiąte dały światu parę skarbów, dzięki którym wielu do dziś wspomina je z wyjątkową nostalgią. Przez kostkę Rubika miliony ludzi zapominało dzieci odebrać ze szkoły, powstał ...
Filmweb sp. z o.o.
Lata osiemdziesiąte dały światu parę skarbów, dzięki którym wielu do dziś wspomina je z wyjątkową nostalgią. Przez kostkę Rubika miliony ludzi zapominało dzieci odebrać ze szkoły, powstał pierwszy telefon komórkowy, Madonna nagrała "Like a Virgin", a Kim Basinger pokazała swoje wdzięki w "9 1/2 tygodnia". Prawdziwymi gwiazdami były jednak zmutowane żółwie, które wyszkolone na ninja ratowały świat przed złowieszczym Shredderem. Ich twórcy, Kevin Eastman i Peter Laird, początkowo chcieli narysować komiks będący satyrą na opowieści o superbohaterach, a przy okazji zebrać w kupę swoje fascynacje Dalekim Wschodem i realia ówczesnego USA. Czytelnicy nie zrozumieli jednak dowcipu i potraktowali "Wojownicze Żółwie Ninja" jak najbardziej poważnie, stawiając je na równi z Supermanem i Batmanem. Tak zaczął się bum, którego marka stała się jedną z najlepiej rozpoznawalnych, nie tylko w Stanach. Z komiksów narodziły się zabawki i inne gadżety, później kreskówki, w końcu i filmy pełnometrażowe z aktorami odzianymi w zielone pianki.

A później cisza. Z równą szybkością co się pojawiły, żółwie zniknęły z głównej sceny kultury masowej, ustępując miejsca "Matrixom" czy "X-Menom". Swoje jednak pozostawiły w świadomości widzów i czytelników, musiały więc w końcu powrócić. Na szczęście twórcy nowego filmu nie zdecydowali się odgrzewać kotleta, a pójść nieco dalej. Czym zatem różnią się Leonardo, Donatello, Michaelangelo oraz Rafaello sprzed 20 lat, od tych z początku XXI wieku? Jak przystało na dzieci lat 80. nadal lubią deskorolki, telewizję, głośną muzykę i pizzę na śniadanie, z tą różnicą, że dziś zamiast starego telewizora, na ścianie kanału wisi plazma, walkman zastąpiło hi-fi z górnej półki, a obok pepperoni z podwójnym serem znalazły się płatki dietetyczne. Ale najistotniejszą zmianą jest wizualizacja filmu ? zmyślne kostiumy wyszły z mody, zatem filmowcy mogą albo niestworzonych bohaterów dorobić na komputerze i wstawić obok żywych aktorów, albo wszystko zrealizować w technice 3D. Jak "Shreka" (też zielone). Jak i w tym przypadku.

W dobie pecetów bez większych problemów generujących tysiące orków pod Minas Tirith, animacja "TMNT" pozostawia nieco do życzenia. Reżyser Kevin Munroe tak jakby chciał uchwycić przemiany jakie nastąpiły od pierwszych projektów Eastmana i Lairda, do współczesnej mody obowiązującej w najgłośniejszych tytułach filmów animowanych. Na przekór dobrym chęciom, trudno nazwać efekt udanym. Chyba lepiej by było nawiązać bardziej do komiksowych pierwowzorów i olać teraźniejszość. Rysy twarzy nowych żółwi roszczą sobie prawo do bycia dramatycznymi, z pełną powagą tego słowa. Ważne pytanie jednak brzmi: jak potraktować czterech braci poważnie, skoro ciągle się wygłupiają, słownie docinają, potykają, co kłóci się z ich umiejętnościami sztuk walk, no i - do diaska - są żółwiami? Nowa odsłona ich przygód próbuje zerwać z komediowym rodowodem i pójść raczej w kierunku kina akcji fantasy z elementami komedii. Niepotrzebnie.

Znacznie ciekawiej wypada aspekt fabularny, który także poddano procesowi odmładzania. Na szczęście tutaj Munroe (również autor scenariusza) postanowił nie pokazywać historii od alternatywnego początku, ani przerabiać już znanych rozdziałów ze Shredderem. W zamian proponuje bezpośrednią kontynuację, gdzie owy główny wróg żółwi już nie żyje, rodzina jest w rozsypce, a każdy z bohaterów żyje wspomnieniami o dawnej świetności. Żółwiom przyjdzie na nowo się zjednoczyć w obliczu strasznego zagrożenia - demonów dosłownie nie z tego świata. Brawa dla scenarzysty, że udało mu się połączyć nostalgię widza za bajką młodości z uczuciami targającymi jego bohaterów. Dzięki temu nawet przesadna dawka infantylizmu we wprowadzających scenach i minionej klasy animacja, nie przeszkodzą widzom przetrwać seans bez większego zgrzytu. Po za tym, to film akcji - cztery żółwie skopią niejeden tyłek, po czym czmychną do swoich kanałów. Kto pożałuje na bilet, gdy może to znowu zobaczyć? 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)