Recenzja filmu Ono (2004)
Małgorzata Szumowska

Cud narodzin

Filmu Małgorzaty Szumowskiej nie da się zaprząc w żadną walkę ideologiczną. Nie jest to kolejny głos opowiadający się za aborcją, czy też przeciwko niej, a tym bardziej wypowiedź polityczna, o ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Ono (2004)
Filmu Małgorzaty Szumowskiej nie da się zaprząc w żadną walkę ideologiczną. Nie jest to kolejny głos opowiadający się za aborcją, czy też przeciwko niej, a tym bardziej wypowiedź polityczna, o co, wziąwszy pod uwagę temat, który porusza „Ono", reżyserka mogłaby być podejrzewana.
Małgorzata Szumowska w swym najnowszym filmie programowo odżegnała się od wszelkich tego typu dyskusji ideologicznych i postanowiła zrobić film o cudzie poczęcia i narodzin, o umiejętności zachwycania się najprostszymi przejawami życia.

Bohaterką filmu jest 22-letnia Ewa (debiutantka Małgorzata Bela), która zachodzi w nieplanowaną ciążę. Początkowo postanawia dokonać aborcji i jedynie przypadek powoduje, że nie dochodzi do zabiegu. Podczas wizyty u lekarza dowiaduje się, że płód ma zdolność słyszenia i zaczyna rozmawiać z nienarodzonym dzieckiem. Próba zdefiniowania otaczającej rzeczywistości wcale nie jest łatwa, tym bardziej że Ewa chce pokazać ONEMU piękno tego świata. To świat którego się boi i dlatego pragnie oswoić go dla swojego dziecka, pewne rzeczy idealizując, inne przerysowując i wyolbrzymiając. Życie Ewy ulega diametralnej przemianie, zarówno jej wnętrze jak i to, co dookoła niej – świetnie oddają to filmowe zdjęcia i kolorystyka, która współgra ze zmianami nastroju bohaterki.
Ewa zatrzymuje się nad każdą chwilą i chce opowiedzieć o wszystkich wspaniałościach w każdej z nich zawartych. W filmie Małgorzaty Szumowskiej ważne są właśnie te zatrzymane momenty, zmieniające się kadry, kolory, skrawki słów, a przede wszystkim muzyka.

"Ono" to kino bardzo poetyckie i wcale niełatwe. Film skupia się niemal wyłącznie na emocjach przyszłej matki. Fabuła jest tu tylko pretekstem do snucia opowieści o świecie wyjątkowym, który istnieje w wyobraźni bohaterki. Problem w tym, że filmowa Ewa zmaga się z przedwczesną dorosłością, ale jest niedojrzała do tego stopnia, że momentami jej problemy przestają być wiarygodne.

Forma filmu przykuwa uwagę bardziej niż treść, która świadomie okrojona z nadmiaru wydarzeń, postaci, wątków pobocznych, a często też wyjaśnienia przyczyn i okoliczności postępowania postaci, szczerze mówiąc, sprawia miejscami wrażenie nierzeczywistej.

I nie chodzi tu o rozwijanie wątku macierzyństwa czy pochodzenia ciąży bohaterki. Myślę raczej o wspaniale pokazanym związku ojca (doskonała kreacja Marka Walczewskiego) i córki, który głębiej poprowadzony byłby wspaniałym uzupełnieniem całości.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).